Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 25 października 2020 r., imieniny Darii, Ingi

Stacja kolejowa

[w:] „Wyszkowiak” nr 18/2011 z 4 maja 2011 r.
Była kiedyś działającą stacją kolejową. Teraz pozostał tylko murowany budynek z nazwą miejscowości i tory idące do nikąd. Zabite dechami drzwi do dawnej poczekalni dla pasażerów. Zabite okna.
– Włamywali się tu chuligani – opowiada starsza kobieta, której mąż był zawiadowcą stacji. – Mąż umarł wiele lat temu. Ja zostałam tu z dziećmi. Było to przecież mieszkanie służbowe.

W poczekalni ławki kolejowe starego typu. Okienko do kasy biletowej.
– Czasami słychać nocą gwar ludzi – opowiada mieszkanka stacji. – Jakby się wydawało, że czekają na pociąg. To tak, jakby ściany pamiętały. I przechowywały te głosy, zniecierpliwienie, czekanie, podróż – mówi.

Za stacją znajduje się bocznica kolejowa. Na niej stoi wagon. Wszystko już od lat nie działa. Nie funkcjonuje. Tylko ta niepozorna kobieta mieszka tu i oddycha. Daleko w górach. W miejscu, które kiedyś wrzało tłokiem, tętniło odgłosem ludzi, świstem ciężkich pociągów.

– Rozkłady pociągów zmieniały się co pewien czas – mówi kobieta. – Ale to dziwne. Ja je wszystkie pamiętam. Każdą zmianę. Może dlatego, że nie była to duża stacja? – zastanawia się głośno i wychodzi na peron. Dawny peron. – Teraz tutaj posadziłam kwiaty. W tych betonowych donicach – wskazuje dawne dworcowe miejsca na kwiatowe rabaty. Pomiędzy nimi stoi czasami ławka. Siedzą na niej duchy.

– W okna naszej sypialni zaglądały pociągi – uśmiecha się. – Tak mówił mąż. „Widzisz Helenka, nikt do nas nie zajeżdża, tylko pociągi”. To był taki żart. Mąż często, jak goście u nas byli, żartował przy stole. Jak pociąg przyjeżdżał, to oświetlał nasze łóżko i szafę z lustrem tymi reflektorami od lokomotywy. W pokoju robiło się bardzo jasno. Jak w dzień.

Stacyjka w Sudetach. Żadna z osad nie jest tu za blisko lub za daleko. Kiedyś dojeżdżało się na stację wozami konnymi. „Kiedyś” tworzy odległość czasową. Jak w bajce. Dlaczego stacja wymarła?
– Pociągi zmieniły bieg – mówi mieszkanka. – Tak bywa. W życiu. Trzeba się z tym pogodzić.

Życie na skraju świata jest ciekawe. W dodatku na rozdrożu, gdzie tory prowadzą w nieznane. Gdzieś się urywają. A może i gdzieś jeszcze plączą się w gąszczu przyrody, która je zakrywa przed ludzkimi oczami.

Kiedyś przyjechał tu fascynat kolei. Młody człowiek. Przytachał ze sobą drezynę. Miał ją na przyczepie samochodowej. Gdy postawili drezynę na szynach, kobiecie zadrżało serce.
– To niby drezyna, ale ja jeszcze takie tu pamiętam – mówi. – I ten charakterystyczny zgrzyt, gdy ruszała.

Tory znowu ożyły. Drezyna z młodym mężczyzną pomknęła w dal. Jednak nie znikła na horyzoncie. To tajemnica starych stacji. Nie wiesz, kiedy tory się urywają. I musisz powrócić. Czasami nie możesz wyjechać. Nie ma czym. Nie ma jak. Nie ma gdzie. Nie ma po co.

– Dla mnie nie ma torów stąd – mówi kobieta. – Kiedyś nawet chciałam stąd wyjechać. To znaczy przeprowadzić się. Ale nie składało się. Nie było chyba potrzeby. Dobrej energii do tego. Sama nie wiem – wzrusza ramionami.

Mężczyzna z drezyny wrócił po tych samych torach. Za daleko nie dojechał. Trochę się zawiódł, bo myślał, że pojedzie w góry. Ta stacja była przecież ważnym węzłem kolejowym. Była. Kiedyś.

Naprawdę ciężko nie napawać się tutejszym widokiem. Drzewa szumią w ciszy, tory osnute przez zwoje pnączy, czasem polnych kwiatów. Ziemia chyba tu dobra, bo ładnie wszystko rośnie dokoła. I jest soczyste.

Powiedzenie, że starych drzew się nie przesadza, jest tak samo prawdziwe, jak powiedzenie mieszkanki stacji, że starzy ludzie nie powinni wybierać się w podróż.
– Ja żyję jakby w podróży, ale w niej nie jestem – opowiada, pieląc kwiaty w betonowych donicach. – Nigdy nie ciągnęło mnie, aby wsiąść do jakiegoś pociągu i stąd odjechać. Może wystarczyło mi to, że ludzi wsiadali i odjeżdżali? A ja widziałam ich torby, bagaże, irytację i radość. Przywitania i pożegnania. Może to wszystko wystarcza, aby czuć się w podróży? Tak, jak wystarcza, że ogląda się filmy. To niektórym zapełnia przecież nawet całe życie – mówi z zadumą.

Daria Galant

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl