Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 25 października 2020 r., imieniny Darii, Ingi

Przygotowania są bez sensu

[w:] „Wyszkowiak” nr 08/2011 z 22 lutego 2011 r.
Wbiję kij w mrowisko i powiem, że wszelkie zbyt długie i natarczywe przygotowywanie się do czegoś w większości przypadków kończy się fiaskiem. Można wręcz wysnuć teorię, że im większe i dłuższe przygotowania, tym klapa bardziej realna.

Byłam na pewnym ślubie. Wszystko dopracowane co do szczegółu. Poprzedzone zmaganiami z czasem, materią, pomysłami ślubnych kreatorów, wykonawcami, cateringami itd. Wszystko to na wiele miesięcy przed ceremonią. Samo wybieranie i szycie sukni ślubnej panny młodej oraz garniturów nowożeńca (bo dwa, na zmianę) było karkołomnym, kosztownym i stresogennym przedsięwzięciem. Do tego tygodnie z próbnymi makijażami i fryzurami oraz próbnym makijażem paznokci stóp oraz rąk.
– Ta nie, ta nie. O ta, może być. A może nie. Spróbujmy następny wariant. Takie kolory. Nie takie kolory. Jutro przychodzą nowe próbniki, zobaczymy, co w nich mają.

W dzień świąteczny, czyli w dzień ślubu – od rana panna młoda znajdowała się pod opieką stylistek, dbających o jej olśniewającą urodę podczas ceremonii. Okazało się, że w pośpiechu i przedślubnym napięciu fryzura, która miała być tą jedyną i która była efektem wielotygodniowego wyboru rozmaitych kombinacji na włosach, nie wyglądała tak, jak podczas próbnych sesji.

Co zatem z tym zrobić? Rozpacz wypełniła salon stylistów. Poza tym pod wpływem stresu skóra na dłoniach była chyba za bardzo ukrwiona, zatem podczas robienia tzw. francuskiego makijażu paznokci, nastąpiło zacięcie wokół palca, na którym miała już niedługo spocząć obrączka. Kolejna fala rozpaczy. Specjalistka od paznokci tamowała krew, panna młoda patrzyła z niechęcią na swoją zrobioną fryzurę, która już nie była jej godna. A palec bolał.

W tym czasie rodzina nowożeńców prawie się pokłóciła. Miesiące ustalania menu, muzyki, topografii rozsadzenia gości przy stołach, kolejności potraw i intensywności ich podgrzania, sprawiły, że koszta osiągnęły absurdalną wielkość. W związku z tym nastąpił kolejny nieoczekiwany aspekt dokładnych przygotowań: wojna podjazdowa pomiędzy finansującymi przedsięwzięcie ślubne, czyli rodzicami. Zaczęto wyliczać oraz rozpowiadać dokoła, kto ile zarabia i kto jaki ma wkład, a kogo na połowę owego wkładu nie stać. Wytworzyła się przeraźliwie niesmaczna atmosfera w chwilach, gdy powinna być jak najbardziej strawna. Młodzi również zaczęli patrzeć na siebie przez pryzmat przygotowań. Nie raz doszło zatem pomiędzy nimi do awantur i to o co? O całokształt przygotowań. Gdy w końcu nadszedł wyczekiwany dzień ślubu, potem w kolejności wesela, nic nie zadziało się tak, jak przygotowano. Palec, ten od obrączki, krwawił w kościele. Fryzura była nie taka, a pan młody nie mógł patrzeć na żonę, bo zdyszany wojenną atmosferą przygotowań, zaczął mieć nagłe wątpliwości, co do swoich uczuć.

Potrawy podane zostały w złej kolejności i zabrakło dokładek krokietów. Nikt nie przewidział, pomimo przygotowań, że parę gości zje po kilka. Ci, którzy ich nie otrzymali, poczuli się zawiedzeni i poczuli, że są „gorszymi gośćmi”. Na nic zdały się tłumaczenia. Niesmak pozostał.

Przygotowywanie się do czegoś jest działaniem odwrotnym od nieprzygotowywania się do czegoś, czyli spontaniczności. Spontaniczność to działanie bez rozmysłu. Dziejące się pod wpływem chwili, impulsu, wydarzenia, emocji. Ma znamiona lekkości.

Nasza kultura, ta, w której się wychowaliśmy, nadaje przygotowaniom dużą rangę ważności. Uważa się, że im dłużej coś było przygotowane, tym bardziej jest godne pokazania. Nie pozwala się sobie na popełnienie błędu, wszystko musi być wcześniej ustalone i oczekiwane. Zapomina się natomiast o tym, że życie to ciągły ruch. I to, co przygotowywaliśmy z pietyzmem, trzeba natychmiast weryfikować i zmieniać, gdy np. zamiast słońca będzie deszczowy dzień.

Wszędzie tam, gdzie spontaniczność zastępowana jest perfekcją, zaczyna brakować tzw. „iskry bożej”. Bo głównym błędem w życiu jest chęć uniknięcia błędów.

Daria Galant

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl