Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 20 maja 2024 r., imieniny Bazylego, Krystyny



Lecą głowy

Co prawda na razie tylko jedna Michała Dworczyka, który był szefem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, ale niewykluczone, że niedługo poleci głowa samego premiera. Być może tylko dlatego jeszcze nie poleciała, że nie było chętnego do rządzenia państwem w dobie kryzysu. Podobno namawiana poprzednia premier, a obecnie europoseł Beata Szydło na zgłoszenie swojej kandydatury na premiera nie zgodziła się.
Nic dziwnego chyba nikt nie chce być obciążany za niepowodzenia w rządzeniu w trakcie tak trudnego okresu, a przecież będzie jeszcze gorzej. B. Szydło ma już doświadczenie w rządzeniu i wie, jak to wygląda od środka. Dla dobrego własnego samopoczucia zawsze to lepiej za nic nie odpowiadać i brać jeszcze za to dobrą pensję, a taki europoseł zarabia przecież więcej niż premier naszego państwa.
Sam Naczelnik państwa być może nie chciał też jeszcze robić zbyt dużych roszad, bo przecież nie tylko premier Mateusz Morawiecki by poleciał, ale także ludzie z nim związani, którzy są poobsadzani na różnych rządowych i nie tylko stołkach. Tak duża czystka kadrowa na razie przynajmniej została więc odłożona, ale z pewnością wisi w powietrzu jak miecz Damoklesa. Jeśli sondaże będą dla partii rządzącej coraz gorsze, a mogą być z powodu trwającego kryzysu i idącego za tym obniżenia się poziomu życia Polaków. Jak zabraknie cieplej wody w kranie, to wtedy polityczna zawierucha ruszy na całego.
W każdym razie w PiS-ie kryzys goni kryzys i póki co nie widać, żeby coś to zmieniło. Ale każdy kryzys można przetrwać i podnieść się. Czy za rok stanie się to z obecną władzą? Słabość opozycji sprzyja takiemu rozwiązaniu. Totalna opozycja niczym istotnym nie odróżnia się od PiS-u, a jedyna partia antysystemowa KONFEDERACJA być może rozpadnie się na części składowe, jeśli Ruch Narodowy dalej będzie chciał marginalizować partię KORWiN. No cóż, wody z ogniem nie sposób połączyć, chociaż czasem powstałą z tego parę można użyć do pożytecznej pracy.
Sytuację w KONFEDERACJI chce z pewnością wykorzystać obóz władzy. Nie bez powodu jedno ze stowarzyszeń, którego szefostwo jest towarzysko powiązane z działaczami Ruchu Narodowego, dostało dwie dotacje w sumie w wysokości prawie 3,5 mln zł z państwowych, czyli naszych pieniędzy. W ujawnionych mailach M. Dworczyka była mowa o przejęciu kontaktów z szeroko rozumianym ruchem narodowym. Do tego celu służy m.in. Fundusz Patriotyczny. Stowarzyszenie Straż Narodowa i Stowarzyszenie Marsz Niepodległości też przecież wcześniej dostały dotacje w wysokości 3 milionów złotych z tego właśnie funduszu, a są to także organizacje tworzone przez narodowców.
Niedawno sam Naczelnik państwa wypowiedział się, że mógłby zawrzeć koalicję z tzw. narodową częścią KONFEDERACJI. A jak jest napisane w Biblii, przyjaciół można pozyskiwać niegodziwą mamoną, no więc pewnie władza pozyskuje z myślą o przyszłych rządach, które być może będą wymagały koalicjanta. Już w starożytności wiedziano, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem i sprawdza się to także w naszych czasach.
Ciekawe więc, czy czasem Ruch Narodowy nie chciałby pozbyć się partii KORWiN z KONFEDERACJI, żeby gładko wejść do przyszłego rządu? Tylko, że to może obrócić się przeciwko nim samym, bo z pewnością KONFEDERCJA straci wtedy znaczną część wyborców no i oczywiście działaczy, i być może nawet nie przekroczy pięcioprocentowego progu wyborczego. PiS-owi taka sytuacja też jest na rękę, bo ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, że ugrupowania z większym poparciem zyskują więcej posłów, jeśli jakiś komitet wyborczy nie przekroczy progu wyborczego.
W tym kontekście warto przypomnieć, że środowisku konserwatywno-liberalnemu w 2014 r. udało się przekroczyć pięcioprocentowy próg wyborczy i w wyborach do Parlamentu Europejskiego Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikke uzyskała wynik 7,15 procenta. Że w Polsce istnieje zapotrzebowanie na taką partię świadczy też to, że kiedyś Platforma Obywatelska prezentowała się jako partia konserwatywno-liberalna, zanim przesunęła się na lewą stronę sceny politycznej, a Donald Tusk nazwał się socjaldemokratą i zdobywała ponad 40-procentowe poparcie w wyborach pod hasłami obniżenia podatków, uproszczenia prawa i zmniejszenia biurokracji. Niestety program PO był tylko po to napisany, żeby przyciągnąć wyborców, a nie go realizować. Ot takie wyborcze kłamstwo.
Od lat rządy w naszym kraju podnoszą podatki zamiast je obniżać, komplikują prawo zamiast je upraszczać i zwiększają biurokrację zamiast ją zmniejszać. Stefan Kisielewski z pewnością napisałby o dzisiejszym stanie naszego państwa, że: „To nie kryzys to rezultat”, jak pisał o PRL-u. Jak długo ten rezultat/kryzys potrwa? Polska Ludowa przetrwała 45 lat, aż pokonał komunistów kryzys gospodarczy i społeczny. Czy teraz historia potoczy się szybciej, czy jednak drukiem pieniądza bez pokrycia, kolejnymi pożyczkami od międzynarodowej finansjery obecna władza jeszcze znacznie wydłuży swoje rządy? Będziemy mieli kolejne 45 lat powrotu do socjalizmu?
Internauta

Napisz komentarz

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl , Poczta