Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 29 maja 2024 r., imieniny Bogusławy, Teodozji



Reparacje wojenne

160 000 złotych, tyle miałby dostać każdy Polak od Niemiec w ramach odszkodowania za zniszczenie naszego kraju podczas II wojny światowej.
Pomijając słuszność i w ogóle prawne aspekty tej sprawy, to oczywiście w przypadku wypłaty Polsce 6,22 bilionów złotych odszkodowania (35% niemieckiego PKB) łapska na tych pieniądzach położą rządzący, tak jak w dowcipie o komunistycznych rządach, za czasów których klasa robotnicza miała pić szampana i jeść kawior ustami swoich przedstawicieli.
Siedem lat trwały prace nad przygotowaniem dokumentu o reparacjach wojennych i jak zwykle dopiero zbliżające się w szczególnie niesprzyjających dla PiS-u okolicznościach wybory do parlamentu oraz do samorządu spowodowały jego przedstawienie, a i tak nie zrobiono tego w języku niemieckim. Dlaczego winowajca wymordowania wielu milionów Polaków i zniszczenia Polski, a tym samym przyszły płatnik odszkodowań za to wszystko, czyli niemieckie państwo, nie został o tym poinformowany wprost w języku dla niego zrozumiałym? Nie oszukujmy się, ten dokument to typowa gra pod publiczkę, żeby przekonać w szczególności tzw. żelazny elektorat, że PiS dba o Polskę. Po latach niszczenia nas Polaków w ramach bezprawia wprowadzonego pod pozorem fałszywej pandemii, po latach niszczenia polskiej gospodarki, w okresie narastającego kryzysu gospodarczego władza chce przykryć swoje błędy, swoją nieudolność tematem zastępczym.
Co zrobią sami Niemcy? Pewnie nic, chociaż na ich miejscu, jeśli chcieliby całkowicie zniszczyć substancję naszego narodu, to powinni te, a nawet większe pieniądze nam… wypłacić! Tak, tak, nic tak nie niszczy ludzi jak socjał, co pokazują badania i rzeczywistość. Np. jeśli osobie uzależnionej od narkotyków, alkoholikowi damy pieniądze, to przecież jedną z pierwszych rzeczy, które zrobi, będzie kupno używek i to pewnie w większych ilościach, bo ją na to teraz będzie stać. A jeśli je kupi, to je zastosuje, tym samym pogorszy swój stan zdrowia i szybciej doprowadzi się do śmierci. Podobnie osoba uzależniona od zasiłków, jeśli będzie je ciągle dostawać, to nie będzie miała żadnej motywacji do zmiany stylu życia. Zawsze będzie prezentowała postawę roszczeniową, że jej się te pieniądze po prostu należą i, co gorsza, taki wzór postępowania przekaże kolejnym pokoleniom. A bogactwa nikt nigdy nie zbudował na zasiłkach socjalnych.
Myślę, że dla Niemiec nie byłoby żadnym problemem tak wpłynąć na Europejski Bank Centralny, żeby wydrukował trochę więcej euro i zasypał tym pustym pieniądzem Polskę. Problemem byłby tylko wizerunek Niemiec na arenie międzynarodowej, które uległyby wtedy słabej (tak, jesteśmy państwem o wiele słabszym niż nasz sąsiad) Polsce. A przecież Niemcy dbają o swój wizerunek jako państwa poważnego, które aspiruje do bycia wręcz międzynarodowym mocarstwem. Warto sobie uzmysłowić, że do realizacji tego celu służy przecież Unia Europejska, która jest niemiecko-francuskim projektem politycznym skierowanym przeciwko USA. Polska pod pisowską władzą, USA stara się raczej wysługiwać, tym samym nie do końca prowadzi politykę zgodną z głównymi rozgrywającymi w UE. Chwilowe wzmocnienie amerykańskiego sojusznika też nie byłoby więc w interesie Niemiec.
Wracając do konkretnej kwoty, czyli do tych 160 000 złotych, jeśli człowiek dostanie takie pieniądze, to po co ma pracować? Przecież ma za co żyć. 160 000 zł to ok. 34 średnie pensje netto w naszym kraju, czyli, uwzględniając dzieci, to na jakieś pięć i pół roku względnie dostatniego życia w Polsce by starczyło. Łatwe życie, bez potrzeby jakiejkolwiek pracy służącej pozyskaniu środków do życia. Mało kto by się na to nie skusił. Oczywiście PiS miałby z czego wypłacać socjał swoim wyborcom i miałby z czego transferować niemałe fundusze do swoich ludzi. Jak transferować? A chociażby przez zamówienie kolejnych „patriotycznych” ławek już wtedy nie za miliony, a za miliardy.
Pisowska władza, nawet jeśli nie dojdzie do wypłaty odszkodowań, to i tak wytransferuje dzięki tej sprawie do swoich pieniądze, tylko już z naszej krwawicy, czyli podatków, bo przecież trzeba będzie wynająć jakieś kancelarie prawne do walki o te reparacje od Niemiec. A jakie kancelarie dostaną zlecenia? Chyba łatwo się domyśleć. Im dłużej ta walka będzie trwała, tym będzie bardziej dla nas kosztowna, ale tym bardziej zyskowna dla krewnych i znajomych władzy. Bo jak śpiewali Skaldowie, czasem „nie o to chodzi by złowić króliczka, ale by gonić go, ale by gonić go, ale by gonić go…” A jak się go będzie goniło, to niektórzy wyborcy będą ciągle utwierdzeni w przekonaniu o tym, że PiS to partia patriotów. Już TVPiS w swoim przekazie o to odpowiednio zadba.
Za pięć lat, przy okazji kolejnych wyborów, znowu będzie można grać sprawą reparacji wojennych i mamić elektorat na patriotyczną nutę. Następcy polityczni Naczelnika państwa z pewnością ten temat poruszą, jeśli będą w tym widzieli polityczną korzyść. Swoją drogą szkoda, że nie widzieli politycznej korzyści w upomnieniu się o odszkodowanie od Rosji, które przewidywał Traktat Ryski z 1921 r. kończący wojnę polsko-bolszewicką. Na mocy tego traktatu Polska miała otrzymać 30 milionów rubli w złocie, czyli obecnie byłoby to ok. 50 ton złota. To odszkodowanie nigdy nie zostało nam wypłacone, mimo że Federacja Rosyjska uznała się za prawnego spadkobiercę Rosji sowieckiej i Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich. Niestety z końcem 2020 r. roszczenie o te pieniądze zgodnie z Konwencją Wiedeńską z 1969 r. uległo przedawnieniu.
Internauta

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl , Poczta