Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 23 lipca 2024 r., imieniny Apolinarego, Bogny



Polska węglem stoi…

W ramach politycznej ofensywy oprócz Naczelnika państwa po Polsce jeździ też premier Mateusz Morawiecki i spotyka się z ludźmi. Kilka dni temu na spotkaniu w Rypinie tłumaczył się z braku węgla w Polsce.
Powiedział m.in., że: „Brakuje węgla, bo Europa wprowadziła embargo na węgiel rosyjski. Brakuje ekogroszku, brakuje pelletu. Powołaliśmy specjalny zespół, żeby kupować węgiel, żeby kupować pellet, po to, żeby właśnie był dostępny dla ludzi w cenie przystępniejszej. Drożej i tak niż ten, który był 2-3 lata temu. Bo dzisiaj cena węgla szaleje.” A czego nie powiedział? Że zaraz po napaści Rosji na Ukrainę sam wnioskował o szybkie embargo na rosyjski węgiel i popędzał Unię Europejską w kwestii jego wprowadzenia, mimo iż wiedział, że w Polsce zabraknie węgla, bo już na początku marca ostrzegała go o tym minister klimatu i środowiska Anna Moskwa. Właśnie wyciekła w tej sprawie międzyresortowa korespondencja.
Nasz rząd, jego premier sami przyczynili się swoimi decyzjami do braku węgla na polskim rynku, do wzrostu jego cen (przy stałym popycie, a spadku podaży cena zawsze wzrośnie!), a teraz wszystko zwalają na Unię. Do władzy dotarło, że węgla po prostu już brakuje i będzie brakować. Nawet pisowski europoseł Zbigniew Kuźmiuk na antenie Radia WNET powiedział: „Rzeczywiście problemem jest fakt, że zdecydowaliśmy się na embargo na rosyjski węgiel trochę wcześniej niż wprowadziła je Unia Europejska, a stamtąd na potrzeby bytowe importowaliśmy ok. 8-10 mln ton rocznie. I tego węgla wyraźnie brakuje.”
Polecenie spółkom Skarbu Państwa, Węglokoksowi i PGE Paliwa, żeby do końca sierpnia kupiły 4,5 mln ton węgla i najpóźniej do końca października sprowadziły go do Polski jest po prostu niewykonalne. Po pierwsze termin zakupu jest zbyt krótki, po drugie już teraz PKP Cargo nie jest w stanie rozładować zatoru spowodowanego przez ok. milion ton węgla zalegającego na hałdach przeładunkowych w portach. Nie od dziś wiadomo, że jak za coś zabiera się państwo, to jest drożej i dłużej, jeśli w ogóle będzie to możliwe do zrealizowania.
Gdyby w Polsce funkcjonował w pełni wolny rynek, a rząd nie wtrącał się w to skąd firmy sprowadzają węgiel, to na pewno by go nie zabrakło, a i jego cena nie byłaby tak wysoka. Teraz po raz kolejny sprawdzają się słowa śp. Stefana Kisielewskiego, że socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju.
Na starcie poniósł też fiasko rządowy program mający zapewnić większą dostępność węgla w niższych cenach, a polegający na tym, że dopłacą do niego… właściciele składów węglowych, którym do końca roku rząd miałby zwrócić różnicę, po tym jak ustalił cenę maksymalną za tonę węgla dla odbiorców indywidualnych. Nie znalazł się, póki co, chyba nikt albo jest ich jak na lekarstwo, kto miałby do tych obietnic władzy zaufanie i chciałby wyłożyć swoje pieniądze, żeby dopłacać do węgla. Maksymalna cena węgla ustalona przez rząd to 996,60 zł za tonę, a rynkowa to ok. 3 000zł. Rekompensata ma wynieść 1073,13 zł, czyli nie pokrywa nawet całej różnicy. A w ogóle przy szalejącej inflacji, ile ten zwrot będzie wart za parę miesięcy? Może przysłowiowe grosze?
Sam premier M. Morawiecki na spotkaniu w Turowie, zapytany, gdzie można kupić węgiel za cenę określoną przez rząd, powiedział: „Rzeczywiście jest problem na styku naszej próby zbudowania systemu, który doprowadzi do tego, że będzie można kupić węgiel po tej ustalonej cenie, a wolnym rynkiem, rynkiem składów węgla, które musiałyby w odpowiedni sposób zareagować. Tego typu problemy z innych części kraju też do mnie docierają, że w składach węgla nie ma tej woli współpracy, jaką zakładaliśmy na początku.”
Nie ma tej woli i nie będzie, bo przedsiębiorcy umieją liczyć w przeciwieństwie do ludzi, którzy nami rządzą. Ceny maksymalne, czy minimalne nigdy i nigdzie nie przywróciły równowagi rynkowej, a wręcz doprowadzały do braku towarów na rynku. Do sprzedaży pod tzw. stołem, czy łapówkarstwa. Czy już zapomnieliśmy, jak wyglądały półki w kryzysowych czasach PRL-u? A przecież wtedy oficjalne ceny były regulowane przez władzę.
Jak widać rządy PiS-u szybko zmierzają w stronę poprzedniego ustroju, a co za tym idzie, w stronę jego wszystkich mankamentów. Braki w zaopatrzeniu niedługo mogą stać się permanentną cechą naszej gospodarki, a zimą albo nawet już jesienią może się okazać, że będziemy musieli sobie przypomnieć co to jest 20 stopień zasilania. Czym to wszystko się zakończy, to chyba nie trzeba już przypominać, ewentualnie ci, którzy nie pamiętają PRL-u mogą poczytać o sytuacji we współczesnej Wenezueli. To najlepszy przykład, który może odstręczy od chęci przekonania się na własnej skórze, jak wygląda socjalizm i gospodarka regulowana. Zawsze lepiej uczyć się na cudzych błędach niż własnych.
Internauta

P.S. Pamiętacie Państwo kto powiedział, że: „Polska węglem stoi i to się nie zmieni”? W 2016 r. podczas uroczystościach z okazji Dnia Górnika w Bełchatowie ówczesny minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

Napisz komentarz

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl , Poczta