Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 20 maja 2024 r., imieniny Bazylego, Krystyny



Jesień Ludów?

Rządy wielu krajów, w tym Polski, nie ułatwiają ludziom życia, tylko je utrudniają. Im bardziej lewicowa władza, tym większe trudności, które w pewnym momencie wręcz mogą zagrozić bytowi ludzi. Co im wtedy zostaje?
Po prostu zbuntowanie się przeciwko nieludzkiej władzy. Właśnie do takiego buntu doszło w odległej Sri Lance. Pełna nazwa tego kraju brzmi: Demokratyczno-Socjalistyczna Republika Sri Lanki, nie ma przypadków, nieprawdaż?
Kraj ten przeżywa największy kryzys od 70 lat. W sklepach brakuje praktycznie wszystkiego, w tym właśnie żywności. Tamtejszy rząd zalecił ludziom, żeby zaczęli ją sami uprawiać. Dla pracowników sektora publicznego wprowadzono w związku z tym czterodniowy tydzień pracy, żeby dodatkowo jeden dzień mogli przeznaczyć na uprawy. Notabene, czyżby propozycja Donalda Tuska szła w tym samym kierunku? W szpitalach i aptekach brakuje lekarstw, na stacjach benzynowych benzyny. Władza nie ma pieniędzy na opłacenie dostaw paliw. Przerwy w dostawach prądu dochodzą do 15 godzin dziennie.
Oczywiście przyczyną trwającego na Sri Lance kryzysu jest zła polityka w tym głównie gospodarcza, m.in. zadłużenie kraju i brak dewiz do spłacania kredytów i obsługi importu. Jeszcze w listopadzie 2019 roku rezerwy walutowe wynosiły 7,5 mld USD, a dzisiaj próżno szukać w kasie państwa nawet miliona dolarów. Inflacja sięgnęła już niemal 60 procent, bo rząd poszedł po najmniejszej linii oporu i zaczął drukować pieniądze bez pokrycia. Tak działają socjaliści.
Od miesięcy w tym kraju trwały masowe protesty, które doprowadziły już do upadku jednego rządu w tym roku, ale ostatnio wraz z coraz gorszym stanem gospodarki rozruchy i zamieszki nasiliły się. Już wcześniej na Sri Lance płonęły domy polityków, teraz demonstranci zajęli pałac prezydencki w stolicy w Kolombo, z którego oczywiście uciekł wcześniej prezydent. Co będzie dalej? Może władzę przejmie wojsko, żeby opanować rozruchy? Ale o ile nie będzie to prawicowa dyktatura, jak np. w Chile po zamachu Augusta Pinocheta, to nie ma co się spodziewać poprawy sytuacji.
Jak widać na przykładzie tego kraju ludzka cierpliwość ma granice. Nie ma znaczenia czy to będzie Sri Lanka, Wenezuela, Grecja, czy Polska, jeśli byt jest zagrożony, półki sklepów puste, konta bankowe też, to ludzie potrafią zdecydowanie wyrazić swój sprzeciw i oburzenie. W zeszłym tygodniu do protestów antyrządowych doszło z powodu podwyżek podstawowych produktów spożywczych i oskarżeń o korupcję także w Albanii.
Od kilku dni protestują w Holandii rolnicy przeciwko proekologicznej polityce rządu w Hadze. Holenderskie ekooszołomy, które niestety znalazły się także w rządzie, chcą im narzucić ograniczenia w hodowli bydła, bo produkuje za dużo… gazów cieplarnianych, tzn. metanu. Według tychże ekooszołomów, metan jest nawet gorszy od dwutlenku węgla, bo jeszcze bardziej zatrzymuje „ucieczkę ciepła” poza naszą atmosferę. Czy ci wariaci zabronią nam pier… puszczać wiatry? Jak daleko posunie się w tym zakresie ludzka głupota? Podobno nie zna ona granic.
Gorąco jest także w Argentynie. Tam także protesty społeczne wybuchły z powodu szalejących cen podstawowych produktów, bo inflacja podobnie jak na Sri Lance wynosi ok. 60 procent. U nas mamy inflację dopiero na poziomie ok. 20 procent, no i mamy wakacje, podczas których ludzie wolą jednak wypoczywać, tym bardziej, że jeszcze mają za co. Jak długo?
Okres rządów komunistycznych w Polsce, a szczególnie ich końcówka, obfitował w różnego rodzaju protesty społeczne, spowodowane właśnie warunkami bytowymi. Czy podobnie będzie w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej na jesieni? Kryzys gospodarczy z miesiąca na miesiąc będzie się pogłębiał, do tego dojdą poważne problemy z zaopatrzeniem w energię, a im bliżej zimy, tym więcej ludzi zacznie myśleć o tym, czym ogrzać swoje domy. Są wyliczenia, które pokazują, że dziś taniej wychodzi palenie w piecu… zbożem niż węglem w stosunku do uzyskanych wartości energetycznych. O zgrozo, do czego to doszło! Oczywiście to efekt wtrącania się państwa w gospodarkę i narzucania tzw. polityki klimatycznej tj. walki z globalnym ociepleniem.
Jak na wysoką inflację i problemy wynikające z odcięcia się od rosyjskich źródeł surowców energetycznych nałożą się jeszcze pomysły ekologicznych wariatów, to niewykluczone, że normalne życie jakie do tej pory znaliśmy, stanie się w tej części świata wręcz niemożliwe. Czy to wszystko wywoła protesty, rozruchy? Czy podobnie jak na Sri Lance będziemy świadkami palenia domów polityków i wkraczania do pałacu prezydenckiego?
Nasi politycy chyba czują pismo nosem, bo niektórzy z nich ponownie zaczynają uderzać w tony fałszywej pandemii. Zastraszonymi ludźmi łatwiej się rządzi i pewnie niektórzy liczą, że znowu uda się przestraszyć Polaków, żeby czasem nie buntowali się, gdy przyjdzie im płacić po wakacjach rachunki i kupować rzeczy potrzebne do życia. Ale nie wydaje się, żeby Polacy ponownie dali się nabrać na bajki o zbrodniczym koronawirusie. Jeśli w celu zapobieżenia protestom rząd znowu zacznie wprowadzać zamordyzm, to PiS przynajmniej sondażowo tego nie przeżyje. Dwa razy do tej samej rzeki nie sposób wejść, jak zauważył grecki filozof Heraklita z Efezu.
Internauta

Napisz komentarz

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl , Poczta