Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 29 maja 2024 r., imieniny Bogusławy, Teodozji



Czyj to premier?

„Zatwierdziliśmy także dalszą pomoc dla Ukrainy. Ukraina jest państwem w stanie wojny i nie ma z czego płacić dla pielęgniarek, dla nauczycieli, dla policjantów, straży granicznej czy za wiele innych usług publicznych. Przecież ci ludzie muszą też z czegoś żyć. Dlatego zatwierdziliśmy 9 mld euro pomocy dla Ukrainy” – powiedział premier… Polski. Tak, Mateusz Morawiecki premier polskiego rządu zdaje się bardziej dbać o pomyślność Ukrainy, jej obywateli niż Polski i Polaków.
Oczywiście koszty tej, jak i innej pomocy dla Ukrainy poniesiemy my Polacy, bo przecież pan premier nie przeleje im swoich własnych pieniędzy, tylko te, które Polska pożyczy na międzynarodowym rynku finansowym albo sięgnie do swoich rezerw walutowych, co jest akurat mało prawdopodobne. Dobroczynność na czyjś koszt tak łatwo przychodzi socjalistom, a że M. Morawiecki prowadzi lewicową politykę, to nie raz to przyznał, jak chociażby podczas niedawnego majowego spotkania z młodzieżą, gdy odpowiadając na pytania powiedział m.in.: „Nie jestem zwolennikiem łatek „prawicowy”, „lewicowy”. Jak popatrzymy na naszą politykę społeczną, to ona jest bardzo solidarnościowa, czyli ktoś mógłby nawet powiedzieć, że lewicowa.”
Tylko całkiem ślepy obserwator nie widzi, jak bardzo futrowana jest przez naszych rządzących Ukraina i Ukraińcy. Pomysł wspólnego państwa, unii polsko-ukraińskiej, który padł chociażby z ust socjologa, publicysty i nauczyciela akademickiego, profesora nauk społecznych Andrzeja Zybertowicza, który jest przecież doradcą prezydenta Andrzeja Dudy, jest wręcz groźny dla naszego bytu jako narodu, bo realnie wciągnąłby nas w wojnę z Rosją. Państwem, które jest mocarstwem atomowym i w swojej doktrynie wojennej zakłada możliwość użycia broni jądrowej w celach obronnych.
Obecna Rosja, mimo że nie jest gospodarczą potęgą i przeżywa demograficzne kłopoty, to nie jest też aż tak słabym państwem, jak te opanowane przez komunistów w roku 1920, kiedy to zatrzymaliśmy sowiecką ofensywę nad Wisłą. Nawet śmiertelnie ranne zwierzę potrafi nieźle się odgryźć, więc nie powinniśmy się wystawiać na takie ryzyko. Niestety obecna władza nieraz już dała do zrozumienia, że polityczny rozsądek nie jest jej mocną stroną, więc wciągnięcie nas w wojenny konflikt z Rosją, żeby tylko pomóc Ukrainie jest prawdopodobne, a na pewno nie niemożliwe.
Naczelnik państwa, który jest protektorem premiera M. Morawieckiego w swoim przemówieniu wygłoszonym 18 czerwca podczas odsłonięcia pomnika swojego brata Lecha Kaczyńskiego w Tarnowie wprost powiedział, że zginął on w rosyjskim zamachu: „To był zamach, to była zbrodnia, tych samych, którzy dzisiaj mordują na Ukrainie.” Czy w takim razie Polska, gdyby była państwem poważnym nie powinna zerwać stosunków dyplomatycznych z Rosją, a nawet wypowiedzieć natychmiast jej wojnę? Może do tego rządzący pomału nas przygotowują.
Wracając do naszych wewnętrznych spraw, czy już zapomnieliśmy jak bardzo byliśmy niszczeni, a pisząc dosadniej po prostu gnojeni jeszcze rok temu, pod pozorem fałszywej pandemii? Kto wtedy rządził w Polsce? Kto stał na czele polskiego rządu? Tak, ten sam premier, który teraz tak bardzo ujmuje się za Ukrainą i jej obywatelami, a miał gdzieś, co stanie się z nami podczas bezprawnego wprowadzenia covidowych restrykcji. Mądrej głowie dość dwie słowie, żeby wyciągnąć właściwe wnioski.
Po lecie przyjdzie jesień, a z nią sezon na przeziębienia i być może, żeby przykryć coraz większe skutki kryzysu premier, a za nim minister zdrowia znowu będą rozkręcali koronawirusową histerię. Czy Polacy ponownie dadzą się na to nabrać? Magazyny są pełne niewykorzystanych szczepionek, więc z pewnością ruszy cała machina propagandowa zachęcająca do czwartej, piątej i kolejnych dawek przypominających. A może będą testować je teraz na Ukraińcach, którzy przecież tak masowo się nie szczepili?
Być może dojdzie też do szybszego zadomowienia się w Polsce gości ze wschodu, bo już pojawiają się głosy o dopuszczeniu Ukraińców do udziału w wyborach samorządowych, na podobnych zasadach jak głosują w Polsce obywatele innych państw należących do Unii Europejskiej. Z pewnością niektórzy politycy biorą poważnie pod uwagę możliwość wykreowania sobie nowego elektoratu przekupionego socjałem. Niestety, ale tak to wygląda w demokracji.
Póki co temat Ukraińców został wykorzystywany do powiększenia zaplecza politycznego rządu. W zeszłym tygodniu na ministra bez teki, ale od pomocy dla Ukraińców w Polsce została powołana posłanka Agnieszka Ścigaj z koła poselskiego Polskie Sprawy (wcześniej PSL, Kukiz’15). Tych kilka głosów zapewne przyda się PiS-owi w różnych głosowaniach i uniezależni go od humoru np. Pawła Kukiza. Oczywiście jak zwykle naszym kosztem, bo za te wszystkie ministerialne apanaże ktoś będzie musiał zapłacić, czyli jak zwykle my Polacy w podatkach, a przecież już składamy się na Urząd ds. Cudzoziemców, czy też pełnomocnika ds. uchodźców z Ukrainy przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak zwykle sprawdza się znane powiedzenie, że rząd się sam wyżywi.
Internauta

Napisz komentarz

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl , Poczta