Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 20 maja 2024 r., imieniny Bazylego, Krystyny



Świat bez Polski może istnieć

Jedno ze słynnych praw Murphy’ego (Edward Alojzy Murphy – amerykański inżynier lotniczy) mówi, że: „Ludzie postępują rozsądnie dopiero wówczas, gdy inne możliwości zawiodą.” Potwierdził to prezydent Ukrainy Włodzimierz Aleksandrowicz Zełenski ogłaszając dwa kroki w reformie podatkowej. Ale jakże daleko idące kroki!
Zapowiedział on mianowicie, że zamiast VAT-u i podatku dochodowego wprowadzony zostanie podatek obrotowy na poziomie 2 procent i uproszczona księgowość. Dla małych firm zapłata tego podatku ma być całkowicie dobrowolna. Mają zostać także zlikwidowane kontrole dla wszystkich firm, aby ludzie pracowali… normalnie. Warto to powtórzyć: NORMALNIE. Czego to dowodzi? Że państwowe kontrole po prostu przeszkadzają w prowadzeniu działalności gospodarczej, w normalnym funkcjonowaniu i życiu. Czy w Polsce jest inaczej? Śmiem wątpić.
Dodatkowo z aż 600 pozwoleń i licencji, które obecnie obowiązują na Ukrainie w różnych obszarach gospodarki, ma pozostać tylko 20. Dla porównania w Polsce liczbę pozwoleń i licencji mieliśmy najmniejszą za tzw. ustawy Wilczka (dokładnie 11), czyli na początku lat 90. Od tego momentu tylko się to pogarszało, tzn. liczba ta rosła.
Jak widać z powyższego, gdyby nie wojna, to Ukraina stałaby się największym rajem podatkowym w Europie. Ale czy gdyby nie wojna doszłoby w ogóle do tak wolnościowych zmian? Dlaczego dopiero teraz? Bo w czasie wojny rząd praktycznie nie ma możliwości ściągania należności podatkowych, a administracja nie jest wydolna w kwestii wydawania pozwoleń, o które może i tak się nikt teraz nie stara. Z pewnością okaże się więc, że nie jest też ona potrzebna w takiej ilości jak do tej pory.
Szkoda, że dopiero teraz ktoś poszedł tam po rozum do głowy i chce wprowadzać takie ułatwienia w prowadzeniu działalności gospodarczej. Gdyby zostało zrobione to kilka, a jeszcze lepiej kilkanaście lat do tyłu, to z pewnością Ukraina przyciągnęłaby wielu inwestorów, a co za tym idzie o wiele więcej możnych tego świata chciałoby, żeby był to kraj bezpieczny, żeby nie stracili oni swojego majątku, który uzyskali inwestując w tym kraju i żeby dalej mogli go pomnażać. Z pewnością przełożyłoby się to na kwestie polityczne i może znalazłby się choć jeden protektor Ukrainy na tyle potężny (np. z własną bronią atomową, może np. Chiny?), że Rosja nie odważyłaby się na nią napaść. W końcu ludzie zamożni mają bliższe kontakty z politykami i też większy wpływ na ich decyzje niż przeciętni obywatele.
Państwo jest bogate bogactwem swoich obywateli. Im więcej przedsięwzięć biznesowych powstałoby na Ukrainie, na tym większe wpływy podatkowe mógłby liczyć jej rząd nawet przy niskiej stopie podatkowej. A im więcej miałby pieniędzy, tym lepiej mógłby uzbroić własną armię, co jest przecież istotnym czynnikiem odstraszającym przed napaścią. Niestety oligarchiczny system jaki tam ciągle jeszcze panuje nie był zdolny do przekształcenia tego państwa w raj podatkowy. Trzeba było aż wojny, żeby ktoś zdecydował się na ten krok.
Jakie z tego wnioski powinien wyciągnąć nasz polski rząd? Powinien zrobić to samo, co zaproponował prezydent Ukrainy, czyli drastycznie obniżyć podatki i uprościć prawo. Nie ma żadnych formalnych przeszkód, żeby wrócić do słynnej ustawy Wilczka. Oczywiście trzeba by wtedy uciąć wydatki socjalne, które od lat są rozdmuchiwane ponad miarę, stąd ciągły wzrost zadłużenia. Dlatego nie łudźmy się, że coś takiego nastąpi w czasie pokoju przy tej władzy. Szybciej nas zadłużą lub wywołają jeszcze większą inflację niż zaczną postępować rozsądnie.
Potwierdza to propozycja premiera M. Morawieckiego, który zaproponował wyjęcie wydatków na obronność spod działania konstytucyjnego progu zadłużenia publicznego. Czyli za tej władzy szybciej będziemy mieli w Polsce drugą Wenezuelę niż bogate państwo. Armia może i będzie silna, ale Polacy zapłacą za to zubożeniem wywołanym jeszcze większą inflacją i wzrostem podatków. Armia będzie uzbrojona po uszy, a my będziemy wcinać przysłowiowy szczaw i mirabelki. Czy o takim życiu marzymy?
Swoją drogą ciekawe, kto będzie w niej służył, bo jeśli zbiedniejemy, to znowu wzmoże się proces emigracji z Polski wywołany właśnie biedą i to głównie ludzi młodych, którzy nie będą chcieli jeść tyko ww. przysmaków byle armia była silna. A może rząd liczy, że w wojsku będą służyć Ukraińcy, którzy tak masowo do nas teraz napływają? Przecież do tych kobiet i dzieci dołączą wkrótce ich mężowie i ojcowie. Czy skrót UPA będzie się wtedy tłumaczyło jako Ukraińsko-Polska Armia?
A może po prostu rządzący nie mają żadnego planu, rzucają propozycjami ot tak sobie z nadzieją, że jakoś to będzie, a najważniejsze, żeby nie spadły PiS-owi słupki poparcia. Ta ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna patrząc na ich dotychczasowe dokonania. A że te propozycje są coraz głupsze i grożą totalnym i szybkim rozwaleniem naszego państwa, to kogo to obchodzi? Naszych wrogów, którym łatwiej będzie nasz kraj wtedy zająć lub sobie podporządkować?
Może więc warto na koniec przypomnieć słowa znakomitego publicysty Stanisława Michalkiewicza: „Świat bez Polski może istnieć i nawet nie zauważy jej braku. Polska potrzebna jest tylko nam i będzie istniała dotąd, dopóki nam na Niej będzie zależało.”
Internauta

Napisz komentarz

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl , Poczta