Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 29 września 2021 r., imieniny Michaliny, Michała

To, co kryje ziemia nasza

(Zam: 13.08.2014 r., godz. 17.18)

Henryk Słowikowski – wielki miłośnik, pasjonat etnografii i historii naszego regionu, w szczególności terenów nadbużańskich, z wielkim zaciekawieniem potrafi wprowadzić w klimat ubiegłych stuleci.

Foto
To, co kryje ziemia nasza

Od przeszło 15 lat prowadzi otwarte Muzeum Etnograficzno-Historyczne w Kamieńczyku, a jak przyznaje, muzealnictwo nigdy nie było w jego planach.

„Wyszkowiak”: Od czego zaczęła się Pańska fascynacja etnografią?
Henryk Słowikowski: – W latach 70. ubiegłego wieku powstało to muzeum. Zająłem się wtedy skupowaniem pierwszych eksponatów. Bardzo fascynowały mnie siodła ułańskie, których mam znaczną kolekcję. Od przeszło 20 lat zbieram przedmioty etnograficzne, wszystko to, co było wytworem lokalnych mieszkańców, a co pomagało im w codziennym życiu. Przedmioty pochodzą z różnych źródeł. Eksponatów było tak dużo, że 15 lat temu postanowiłem upublicznić to muzeum.

Pańskie muzeum posiada imponującą liczbę eksponatów.
– Mój zbiór poszerza się każdego dnia. Nie można tu mówić o poszczególnych dziedzinach. Dużo jest zabytkowych i cennych przedmiotów z kręgu etnografii – narzędzi, które były w użyciu około wiek temu oraz małe przedmioty, które również cieszą oko. Podczas tegorocznego Festiwalu Miodu i Chleba podarowane mi zostały niemieckie sakwy ułańskie w bardzo dobrym stanie. Eksponatów jest znacznie więcej niż te, które prezentuję na wystawach. Jednak ich wielkość uniemożliwia mi ich wystawienie.

Za nami 3. edycja Festiwalu Miodu i Chleba w Kamieńczyku. Już kolejny rok z rzędu bezpośrednio uczestniczył Pan w tej coraz popularniejszej formie promocji naszego regionu. Od czego to się zaczęło?
– Gmina Wyszków wyszła do mnie z prośbą otwarcia tego dnia muzeum dla wszystkich chętnych zwiedzających. Myślę, że wizyta w Muzeum Etnograficzno-Historycznym jest znacznym uatrakcyjnieniem tego typu imprez. Ogólnie zainteresowanie muzeum spada. Oprócz tego, każdego roku udostępniam pszczelarzom narzędzia rolnicze, mające blisko 200 lat, aby w większym stopniu zaciekawić wystawą „Od ziarenka do bochenka”. Przyrządy te wiążą się z pszczelarstwem – drewniane pług, socha, radło, brona, łopata do chleba. Trzeba zaznaczyć, że metal był kiedyś towarem deficytowym, stąd używano wyłącznie drewnianych przyrządów. Wiele ludzi interesuje się etnografią, historią, mają różne ciekawe wspomnienia z młodości, są zauroczeni tym miejscem. Za jakiś czas wracają tu ze swoją rodziną, ze znajomymi. Przed festiwalem otrzymałem garść informacji na temat questu, którego premiera miała miejsce 3 sierpnia. Moje muzeum bierze udział w tej grze turystycznej, choć w trakcie festiwalu zajrzała tu tylko jedna osoba. Ta gra będzie trwała cały rok. Głównie zainteresowane nią są osoby prowadzące usługi turystyczne. Warto przypomnieć, że takie „podchody” modne były już od lat 50. XX wieku.

Skąd Pan czerpie wiedzę historyczną, którą Pan wykłada zwiedzającym muzeum?
– Od kiedy zacząłem zbierać eksponaty, które prezentuję w muzeum (od końca lat 60. XX w. – przyp. red.), miałem kontakt z osobami, którym służyły w codziennym życiu. Edmund Zalewski był flisakiem i przez trzy lata spotykałem się z nim, aby posłuchać historii związanych z flisactwem. Za każdym razem opowiadał tę samą historię, jednak ja z uwagą jej słuchałem. Podczas każdej kolejnej opowieści, poszerzał swoją historię o kolejne szczegóły, które mu się przypominały. Dzięki temu, dziś jestem jednym z niewielu specjalistów i teoretyków, którzy mogą dość wnikliwie o flisactwie opowiadać. Cały czas pogłębiam swoją historyczną wiedzę, dużo czytam. Obecnie zajmuję się studiami nad rewolucją francuską.

Czego dotyczą Pańskie lekcje muzealne?
– W trakcie lekcji muzealnych moje wykłady przede wszystkim dotyczą flisactwa na naszych terenach oraz ogólnie polskiego flisactwa. Chociaż jestem w stanie podjąć się każdego tematu. Warto zaznaczyć, że Kamieńczyk na Mazowszu jest zagłębiem flisaków. Tu nie było drugiej takiej wsi o tradycjach flisackich. Oprócz Kamieńczyka, zagłębiem flisactwa są też Ulanów nad Sanem i pewna wioska na Kujawach. Taki wykład trwa około godziny. Prowadząc kilkudziesięcioletnią praktykę, zdążyłem już poznać, co tak naprawdę interesuje turystów, i czy warto poszerzać określony wątek. Z każdym rokiem jest mniej zainteresowanych. Kiedy było mało eksponatów, było więcej zwiedzających. Uczniowie, jak również kadra nauczycielska, w ogóle nie są zainteresowani lokalną historią. Dla mnie jest to dziwną sprawą.

12 i 13 października 2013 roku w Pańskim muzeum odbył się zlot muzealników. Co mu przyświecało?
– Trzeba zaznaczyć, że w moim przypadku, nigdy nie myślałem o działalności muzealniczej. To zainteresowanie przyszło niespodziewanie. Początkowo prezentowałem swoje zbiory przyjaciołom, rodzinie i znajomym. Dwudniowy zlot zorganizowało Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki w Warszawie wraz z fundacją „Aviari”. To spotkanie miało na celu rozpropagowanie prywatnych muzeów, których do tej pory nie było. W zlocie uczestniczyło 20 innych muzealników z Mazowsza. W naszym regionie jest około 40 prywatnych muzeów. W pierwotnej wersji mieli w nim uczestniczyć również właściciele prywatnych muzeów z województwa kujawsko-pomorskiego. Moje muzeum, jak przypuszczam, zostało wybrane ze względu na znaczną ilość eksponatów oraz rozległą wiedzę jaką posiadam na ich temat. W wykładach uczestniczyli profesorowie i doktorzy z Warszawy, Krakowa i innych ośrodków dydaktycznych. W trakcie naszych kilkugodzinnych spotkań wielokrotnie nawiązywała się żywa dyskusja. Goście prezentowali przygotowane referaty na temat muzeów. Nie tylko ja odpowiadałem na pytania, również i ja je zadawałem. Choć przyznam, że nie do końca jestem zadowolony z tego zlotu, ze względu za brak jakiegokolwiek oddźwięku w mediach.

Z jakich zakątków kraju i świata odwiedzają Pana turyści?
– Z reguły są to turyści z naszego regionu. Pod koniec czerwca gościłem w muzeum turystów z Torunia. Odbywał się zlot Stowarzyszenia „Flisak”. Wiele ciekawych rzeczy na temat flisactwa dowiedzieli się tu, w Kamieńczyku, członkowie stowarzyszenia. Odwiedzili mnie również w tym roku turyści z Francji i Niemiec.

Skąd można dowiadywać się o Pańskiej muzealniczej działalności?
– Informacji o swojej działalności nie zamieszczam w Internecie. Z reguły, to zwiedzający umieszczają pewne ciekawostki o muzeum w sieci. Jest mi bardzo miło z tego powodu. Sam uważam siebie za „eksponat” w muzeum, i w takiej postaci chcę tu być. Nowinki technologiczne nie przemawiają do mnie. Być może to jest mało praktyczne, ponieważ taka promocja z pewnością byłaby korzystna. Za to w okolicy są ogłoszenia o mojej działalności w wersji papierowej.
Rozmawiała
Monika Pękul

Foto
To, co kryje ziemia nasza

Komentarze

Dodane przez Marko, w dniu 14.08.2014 r., godz. 12.29
Bardzo ważne miejsce na turystycznej mapie okolic Wyszkowa. Powinno być promowane i wspierane przez miasto.
Dodane przez Cieć, w dniu 17.08.2014 r., godz. 00.18
Juz miasto POmogło jednemu Muzeum w Wyszkowie...
Dodane przez Marek Głowacki, w dniu 17.08.2014 r., godz. 09.17
Prywatne muzeum - bardzo ciekawa i trzeba powiedzieć niezwykła inicjatywa pana Słowikowskiego. Byłem tam kilka razy i zachęciłem do odwiedzin wielu ludzi. Nikt nie żałował. Naprawdę warto odwiedzić muzeum w Kamieńczyku i wysłuchać opowieści o flisakach oraz innych historii.
Dodane przez Marek Głowacki, w dniu 17.08.2014 r., godz. 22.26
Przeczytałem uważnie wywiad. Zdumiewające jest, że zainteresowanie muzeum spada, a także to, że nauczyciele i młodzież szkolna nie odwiedzają muzeum. Zaskoczyło mnie również to, że o zjeździe muzeów prywatnych u pana Słowikowskiego w Kamieńczyku nie było w ogóle słychać w Wyszkowie. Nie zetknąłem się z tym, ani w prasie, ani w rozmowach. A gdzie nasi wspaniali burmistrzowie i wydział promocji Urzędu Miejskiego ? O muzeum w Kamieńczyku nie znalazłem informacji nawet na gminnej stronie internetowej. O co tu chodzi ?
Dodane przez Cieć, w dniu 18.08.2014 r., godz. 00.45
Jakie priorytety takie kierunki promocji. Wyszków swoje Muzeum zlikwidował. Jeśli chodzi o szkolne wycieczki, to bez McDonalda, nigdzie się nie ruszą.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Hubert Morka, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl