Menu górne

Dziś jest 17 sierpnia 2022 r., imieniny Anity, Jacka



„To nie motocykl jest niebezpieczny, ale człowiek za kierownicą”

(Zam: 09.07.2014 r., godz. 14.55)

Paweł „Rinas” Przybylski (26 l.) od 2012 r. bierze udział w wyścigach motocyklowych Pucharu Polski organizowanych przy Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostwach Polski (WMMP).

Foto
Paweł „Rinas” Przybylski
Jego pasja związana z tym sportem, trwa już od 12 lat i choć realizowanie marzeń pochłania mnóstwo pieniędzy i wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, to i tak nie zraża Pawła, który twierdzi, że najważniejsza jest konsekwencja i upór.
– Droga do celu jest piękna, długa i nieprzewidywalna – mówi Rinas.

„Wyszkowiak”: Jak zaczęła się Twoja przygoda z motocyklami?
Rinas:
– Na motocykl, a właściwie motorower wsiadłem w wieku 15 lat. Potem cały czas chciałem szybciej, mocniej, więcej. W takiej małej miejscowości jak Brańszczyk, gdzie mieszkałem, nie było praktycznie żadnych motocyklistów, klubów, wzorców, tak więc uczyłem się wszystkiego na własnych błędach. Czasami te lekcje były bardzo bolesne i kosztowne, a ludzie wokół mówili o mnie wariat, ale nie przejmowałem się tym zbytnio, kroczyłem własną drogą. Na wszystko musiałem sam zapracować. Pochodzę z wielodzietnej rodziny, rodzice dali mi wszystko czego potrzebowałem, ale marzenie o motocyklu musiałem zrealizować na własną rękę. Jako 15-latek zacząłem zarabiać chwytając się każdej możliwej pracy, a w liceum często więcej mnie nie było w szkole niż byłem, bo ciągle pracowałem i zbierałem kasę.

Postawiłeś marzenie ponad edukację, jak to się dalej potoczyło?
– Maturę zdałem naprawdę nieźle, poszedłem na studia, mam licencjat z logistyki i magistra z zarządzania. Pracuję jako spedytor – dyspozytor, planista, handlowiec, czyli człowiek od wszystkiego w firmie transportowo-spedycyjno-logistycznej.

Planujesz w przyszłości poświęcić się wyłącznie karierze sportowej?
– To jest moje największe marzenie, do tego dążę i poświęciłem już naprawdę wiele w życiu, aby tak się stało. Kosztowało mnie to wiele zdrowia, stresu i większość pieniędzy, które w życiu zarobiłem oraz przede wszystkim czasu. Zdaję sobie sprawę, że bardzo późno zacząłem treningi i ściganie, pierwszy raz na tor wyjechałem w wieku 24 lat, kiedy to w Hiszpanii, Włoszech czy Anglii chłopaki zaczynają trenować w wieku 4-5 lat. Przez 10 lat ścigają się w przeróżnych Pucharach i Ligach i jako 15-latki, mają już 10 lat doświadczenia i szykują się na Mistrzostwa Świata. Ja urodziłem się w Polsce, na motocykl wyścigowy wsiadłem w takim a nie innym wieku, także nie pozostaje mi nic innego, jak cieszyć się z tego, że mogę to robić i stawać na głowie, żeby nadrabiać zaległości i w przyszłości zostać zawodowym kierowcą.

Mówiłeś, że ten sport pochłania sporo pieniędzy, jakie są to koszty?
– Ogromne! Wpisowe ok. 1 000 zł w Polsce, 1 200-1 500 zł za granicą, paliwo i koszty logistyczne (dojazd itp.) kolejne 800-1 200 zł (zależy jak daleko się jedzie), dalej dochodzą opony 1 500 zł za komplet, choć może on nie wystarczyć nawet na jeden trening, wychodzi więc ok. 3 000-4 000 zł za dwa dni treningów. A trzeba jeszcze serwisować motocykl, jeździć na zawody, no i jakoś żyć. Koszty są ogromne i mój rozwój jest w chwili obecnej ograniczony wyłącznie finansami. Im większe wsparcie finansowe sponsorów, tym więcej będę miał możliwości trenować, i tym samym będę szybszym zawodnikiem.

Jak wyglądają aktualnie Twoje treningi?
– Staram się pojechać na tor minimum dwa razy w miesiącu, raz na zawody i raz na treningi, ale to zdecydowanie za mało. Powinno się trenować cztery razy w miesiącu po 2-3 dni. Niestety, nie mam takiego budżetu, ale robię wszystko, żeby pozyskiwać nowych sponsorów i zwiększać budżet.

Mimo to radzisz sobie, pochwal się najlepszymi wynikami.
– W 2012 – 3. miejsce w klasie Pretendent, 4. miejsce w klasie Rookie i 9. miejsce na koniec sezonu, mimo że wziąłem udział tylko w połowie wyścigów. W obecnym sezonie, jak na razie zdobyłem 4. miejsce w wyścigu klasy Rookie, 2. miejsce podczas wyścigów Speed Day Trophy oraz 3. miejsce, również na Speed Day Trophy.

Ile trwają zawody?
– W sezonie od kwietnia do września jest 9 wyścigów. Runda wyścigowa to przeważnie 3 dni – w piątek treningi wolne, w sobotę kwalifikacje i pierwszy wyścig, niedziela – drugi wyścig.

Jakie czynniki mają największy wpływ na wygraną?
– Człowiek, maszyna, kondycja, przygotowanie psychiczne, techniczne, umiejętności i wiedza. Motocykl musi być dokładnie przygotowany, silnik, zawieszenie, opony, wszystkie małe drobne sprawy muszą być sprawdzone. Wygrywa ten, kto ma najlepszy pakiet w danej chwili – motocykl i kierowca. Nawet najlepszy motocykl bez dobrego kierowcy nie wygra, nawet najlepszy kierowca na najgorszym motocyklu nie wygra.

Jak wyglądał Twój pierwszy raz na wyścigach?
– To był wrzesień 2012 r., wystartowałem wtedy aż w dwóch klasach – amatorskiej Pretendent i bardziej wymagającej, dla doświadczonych – Rookie. To był bardzo ambitny plan w tamtym momencie, ale wierzyłem w siebie. Niestety, w sobotę podczas kwalifikacji miałem wypadek na mokrym torze i kompletnie zdruzgotałem m aszynę. Cudem, i dzięki wielkiej pomocy mojego przeciwnika Krystiana „Prędkiego” Palucha, udało się odbudować w nocy motocykl i rano stawić się na przegląd techniczny przed zawodami. W niedzielę najpierw miałem wyścig klasy Rookie, zakwalifikowałem się 13 na prawie 20 zawodników, a udało mi się dojechać na 11 miejscu, co uważałem za sukces. Zostawiłem w tyle wielu bardziej doświadczonych zawodników i przede wszystkim na lepszych motocyklach, mój wart był niecałe 6 tysięcy zł. Miałem zaledwie 30 minut przerwy i drugi wyścig – Pretendent. Tutaj zakwalifikowałem się na 3. miejscu i to samo miejsce. Udało mi się stanąć na podium już na drugim wyścigu w życiu.

Czy bez względu na osiągane wyniki zawsze jesteś z siebie zadowolony?
– Kiedyś zawsze myślałem „kurcze mogłem to czy tamto zrobić lepiej”, zadręczałem się. Teraz wiem, że to nie ma sensu, bo to co było już nie istnieje, liczy się teraźniejszość i przyszłość, a jaka to już zależy od tego, jakie wyciągnę wnioski z przeszłości. Co innego analizować i dążyć do bycia lepszym, a co innego obwiniać się i zamęczać wyrzutami z niepowodzeń. Prawda jest taka, że każdy daje z siebie wszystko w danej chwili i stara się jak może, nie ma więc potrzeby, aby się bezsensownie dobijać.

Czy od pierwszego zetknięcia się z jednośladem było dla Ciebie oczywiste, że motocykle to Twoje przeznaczenie?
– Kiedy zacząłem jeździć motorynką – nie. Gdyby wtedy ktoś powiedział mi, że w ciągu kilku lat wsiądę na szybkie motocykle i nawinę nimi dziesiątki tysięcy kilometrów po drodze, a potem zacznę jeździć po torze, nie uwierzyłbym. Wszystko działo się etapami, każdy kolejny motocykl był lepszy i mocniejszy, a ja oswajałem się cały czas z coraz większymi maszynami i prędkościami.

Wspomniałeś wcześniej o wypadkach, co Ci się przydarzyło?
– Miałem dwa poważniejsze wypadki. Jeden podczas moich pierwszych startów, przewróciłem się na deszczu, na wyjściu na prostą przy ok. 150 km/h. Ja tylko się poobijałem, ale motocykl był w bardzo kiepskim stanie. Drugi wypadek, ten jak na razie największy, miałem w lipcu 2013. Obudziłem się w kaftanie w karetce, do dzisiaj nie pamiętam co się stało. Mam nagranie z kamery i nie widać, żebym popełnił błąd, podejrzewam, że na torze był olej albo piasek i dlatego zaliczyłem uślizg przedniego koła. Wtedy było dosyć poważnie, bo uszkodziłem więzadła w kolanie i bardzo mocno obiłem kręgosłup oraz głowę, długo musiałem rehabilitować kolano oraz brać leki przeciwbólowe, aby poradzić sobie z bólem pleców, ale ostatecznie żyję i mam się świetnie. Mimo wszystko, uważam, że choć na torze wyścigowym są dużo większe prędkości niż na drodze, to jest na nim bezpieczniej, nie ma pieszych, rowerzystów, wariatów w samochodach. Motocykle nie są niebezpieczne, ale ludzie za kierownicą mogą być.

Jak bliscy odnoszą się do Twojej pasji w związku z tymi incydentami?
– Agata – moja żona, ufa mi, wie że mam rozum i umiejętności. Na zawodach bardzo mnie wspiera i motywuje. Rodzice kiedyś zabraniali mi jeździć. Jak miałem 16 lat, kupiłem bez ich wiedzy starą CZ 175, co im się nie spodobało, więc zamknęli mi ją na klucz i związali łańcuchem. Po kilku dniach przepiłowałem łańcuch i uciekłem z domu na motocyklu ze łzami w oczach. Wiedziałem, że ich zawiodłem, bo nie posłuchałem, że będą się o mnie martwić, ale przede wszystkim wiedziałem, że to jest coś, co kocham i jest tego warte. Po tej sytuacji zrozumieli, że nic mnie nie powstrzyma przed realizowaniem pasji. W końcu z czasem zaczęli mnie wspierać.

Jaka jest Twoja życiowa filozofia, jakie masz podejście do świata?
– Zawsze chciałem coś osiągnąć, pokazać ludziom i sobie, że coś potrafię. Chcę, żeby moje życie stanowiło wspaniałą przygodę, pełną wzlotów i upadków, bo nigdy nie jest tylko kolorowo. Zamiast załamywać się niepowodzeniami, trzeba nazywać je lekcjami i dzięki temu, co nas chwilowo osłabia możemy stać się mocniejsi, mądrzejsi i lepsi. Siła nie bierze się z braku problemów, bierze się z ich rozwiązywania. Trzeba być pozytywnie nastawionym do świata, wtedy przyciągamy do siebie takich samych ludzi. Życie jest piękne, także szkoda czasu na smuty, pesymizm i wieczne niezadowolenie, trzeba działać!

Co mógłbyś poradzić młodym pasjonatom motocykli, którzy marzą, o tym żeby znaleźć się na torze wyścigowym?
– Na początku nie zalecam wsiadać na bardzo szybki motocykl, wszystko trzeba stopniować. Jeszcze się chyba taki nie urodził, co z miejsca by wszystko potrafił. Pomału, ale sukcesywnie do przodu – to najważniejsze, a wtedy każda pasja, cel w życiu czy marzenie, jest możliwe do spełnienia.

A jak wyglądają Twoje cele na najbliższą przyszłość?
– W planach na ten rok mam wygrać Puchar Polski, a następnie wystartować w Mistrzostwach Polski albo Mistrzostwach Europy Alpe Adria.
Rozmawiała
Paulina Dąbrowska

Komentarze

Szczere gratulacje
Dodane przez Jan4P, w dniu 12.07.2014 r., godz. 16.19
Panie Pawle, realizować pasję z takim skutkiem, nie rezygnując z nauki i wykształcenia się, to nadal rzadkość w świecie wyczynowych sportowców. Gratuluję.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Hubert Morka, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl