Menu górne

Dziś jest 17 sierpnia 2022 r., imieniny Anity, Jacka



„Praca przy filmie jest magiczną pracą”

(Zam: 23.04.2014 r., godz. 17.57)

Tak twierdzi Bartłomiej Krupka, absolwent wyszkowskiego „Norwida”, który na co dzień zajmuje się produkcją. Z jego inicjatywy powstał projekt zakładający realizację sześcioodcinkowego serialu „Nasze liceum”, nad którego powstawaniem grupa filmowa pracuje od listopada 2013 r.

Obecnie zakończyły się zdjęcia do 2. i 3. odcinka. O pracy nad projektem rozmawialiśmy z reżyserem.

Wyszkowiak: Reżyseria, zdjęcia, produkcja. Wiele odpowiedzialnych zadań. Jak doszło do powzięcia decyzji o nakręceniu serialu, i jak Pan ocenia dotychczasową pracę na planie?
– Kiedy odbyło się po raz pierwszy spotkanie grupy filmowej, której jestem szefem, zastanawialiśmy się jakie działania możemy podjąć w obrębie naszej grupy. Naturalnym było stworzenie zwiastuna obchodów stulecia liceum. Pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy, było nakręcenie serialu. Na początku miały to być krótkie i śmieszne mikroscenki o powstaniu liceum. Nie przypuszczałem, że ten pomysł zamieni się w tak duży projekt. Jest to niebywałe wyzwanie. Na początku przedsięwzięcie wydawało się być bardzo karkołomne, ale stwierdziłem, że należy podjąć wyzwanie i zrealizować to, co się założyło. Jak do tej pory jestem bardzo zadowolony z pracy naszego zespołu. Przygotowanie całej ekipy do zdjęć zawsze jest na wysokim poziomie. Zazwyczaj za realizację filmu odpowiada cały sztab ludzi. Nasza ekipa natomiast w zasadzie składa się z zaledwie kilku osób, które zajmują się wszystkim. Odpowiadam za reżyserię, pełnię również funkcje operatora i producenta. Uważam, że warunki, jakie stworzyliśmy sobie do pracy jako grupa filmowa powstała na obchody stulecia liceum, są bardzo dobre. Wykorzystujemy je do maksimum możliwości. Jestem bardzo zadowolony z zaangażowania scenografów i charakteryzatora, którzy sprawiają, że powstałe odcinki wyglądają świetnie.

Ile czasu zajmuje praca nad zdjęciami?
– Realizacja zdjęć do pierwszego odcinka przebiegała szybko, ze względu na konwencję obrazu, która była niema. Praca nad realizacją zajęła dwa weekendy. Drugi i trzeci odcinek są ze sobą skorelowane, ponieważ opowiadają tę samą historię, która osadzona jest w realiach II wojny światowej. Pojawiają się już dialogi i poważne sceny aktorskie, co nastręcza pewnych trudności. Zdjęcia trwały ponad tydzień. Dodatkowo poświęciliśmy jeden weekend na dogrywanie poszczególnych scen. Dłuższa praca jest wynikiem nagrywania w jednym czasie dwóch odcinków. Od samego początku założyliśmy nagranie sześciu, wiadomo że powstaną w różnych odstępach czasu. Projekcja każdego z nich jest połączona z wernisażem malarskim absolwentów szkoły. Postawiliśmy sobie bardzo wysoko poprzeczkę. W pewnym momencie, wydawało mi się, że jest to nie do osiągnięcia. Jednak po nagraniu pierwszego odcinka wiedziałem, że damy radę. Długość trwania poszczególnych odcinków jest zależna od wielu czynników. Widząc materiał mogę określić, ile dany odcinek będzie trwał. Aby pokazać efekty pracy całego zespołu, dobrze jest pokazać więcej ujęć niż wstępnie założyliśmy. Zdarzało się, że pewne ujęcia nagrywaliśmy 6 godzin, a nawet kilka scen dziennie do dwóch odcinków. Obecnie jesteśmy na półmetku nagrywania serialu. Według mnie, najtrudniejsze odcinki już nakręciliśmy. Efekt, który sobie założyłem jest jak najbardziej realizowany, z czego jestem dumny.
Kiedy planowane jest zakończenie zdjęć?
– Wraz z Komitetem Organizacyjnym działamy według założonego planu. Przystępując do nagrywania serialu, określiliśmy sobie pewne ramy, według których serial ma powstać. Nie zawsze się to udaje, ponieważ film jest sztuką, która rządzi się swoimi prawami, np. aura pogodowa. Trudno mi określić, kiedy powstaną kolejne ujęcia. Z pewnością będziemy chcieli skorzystać z dobrej pogody, ponieważ odcinki, które już powstały, kręciliśmy w niezbyt sprzyjających warunkach atmosferycznych. Planujemy do kolejnych odcinków korzystać z większej ilości plenerów, bo po prostu będzie coraz cieplej.

Kto zadecydował o konwencji serialu?
– Ja byłem autorem pomysłu serialu. Jednak na sposób jego realizacji mają wpływ wszystkie osoby zaangażowane w powstawanie filmu. Z pozostałymi członkami grupy filmowej zadecydowaliśmy, że serial powinien pokazywać historię liceum, opartą na autentycznych zdarzeniach, zawierających elementy fabularne. Wykonanie należy do mnie, ale na podstawie scenariusza napisanego przez Piotra Płochockiego. Staramy się realizować gotowy scenariusz, czasami włączając pewne nowe elementy. O tym, że pierwszy odcinek powstanie w konwencji niemej zadecydował czas, w którym osadzona jest akcja. Aby wiernie odtworzyć epokę, w której rozgrywają się wydarzenia, zdecydowaliśmy się na taki krok. Drugi i trzeci odcinek miał się toczyć w trakcie zimy. Tak też się dzieje, jednak warunki atmosferyczne przeszkodziły nam w wiernym przedstawieniu tej koncepcji. Musieliśmy zmienić w scenariuszu klimat poszczególnych scen. Aby urozmaicić niektóre z nich dodajemy pewne rekwizyty, będące „smaczkami” filmowymi, nadającymi dynamizmu poszczególnym scenom. Trzymanie się wiernie planu założonego w scenariuszu jest dobrym rozwiązaniem, jednak czasami warto być elastycznym, i otwartym na pomysły reszty ekipy filmowej. Przystępując do zdjęć i widząc coś nowego, co jest w zasięgu, warto to wykorzystać.

Czy powstał już scenariusz do pozostałych odcinków?
– Wiemy, kiedy będzie się działa akcja pozostałych odcinków, i jaki okres z dziejów liceum chcemy przedstawić – lata 60., 80. i współczesne, ale nie mamy jeszcze kompletnych scenariuszy. Na razie skupiliśmy się na dwóch odcinkach, które realizowaliśmy w ostatnim czasie. Staramy się jednak, żeby poszczególne odcinki były ze sobą powiązane nie tylko historią liceum, ale też pewnymi rozwiązaniami wizualnymi, tak by widz mógł zauważyć pewną ciągłość.

Co zadecydowało o wyborze miejsca, w którym rozgrywają się poszczególne sceny serialu?
– Przede wszystkim miała na to wpływ sama historia liceum. W pierwszym odcinku zdjęcia powstawały w obrębie parku miejskiego, na terenie którego znajdował się budynek gimnazjum. Staramy się szukać miejsc, które najmniej są skażone współczesnością. Niewiele jest wnętrz na terenie miasta, które oddawałyby klimat minionej epoki czy na przykład czasów II wojny światowej. Plebania parafii św. Idziego spełniała te wymogi. Mogliśmy tam zaaranżować wnętrze każdego rodzaju. W pierwszym odcinku była to plebania księdza, ale także gabinet rejenta. W drugim odcinku był to dom konspiratora AK. Z historii wynikało, że koszary niemieckie były zlokalizowane w Szkole Podstawowej nr 1, dlatego zdjęcia powstały w budynku placówki. Znaleźliśmy domy w Skuszewie i Bosewie Starym, które idealnie odzwierciedlały wnętrza domów opisanych w scenariuszu (tajne komplety i dom sióstr Wilczyńskich). Większość miejsc jest zbliżona do tych, w których działa się autentyczna historia.

Aktorzy, którzy grają na planie serialu są amatorami. Dla większości z pewnością jest to debiut przed kamerą.
– Przyznam, że miałem pewne obawy przed przystąpieniem do realizacji serialu. Jednak już pierwszego dnia pracy na planie zniknęły. Zauważyłem, że aktorzy są bardzo zaangażowani w projekt, i w ogóle nie dało się odczuć, że są amatorami. Należy stale mieć na uwadze, że realizujemy serial we własnym gronie i nie korzystamy w zasadzie z pomocy profesjonalnej ekipy filmowej. Każda osoba, która jest zaangażowana w powstawanie materiału podeszła do sprawy bardzo poważnie. Wynika to z odpowiedniego podejścia do pracy i atmosfery, która panuje na planie, by „aktor” poczuł się aktorem, a nie amatorem. Zależy nam na tym, żeby serial powstawał siłami absolwentów i przyjaciół szkoły, aby ludzie wiedzieli i znali osoby, które pracowały przy filmie.

Z pewnością praca z amatorami jest trudniejsza niż z profesjonalistami. Czy jest to większym wyzwaniem dla reżysera?
– Tak, ale od początku pracy trzeba pamiętać, że się pracuje z osobami niemającymi na co dzień styczności z realizacją tego typu przedsięwzięć. Bez tego, może nas zaskoczyć duże rozczarowanie. Od początku wiedziałem, że czeka mnie praca z osobami niezwiązanymi z filmem profesjonalnie i zawodowo, i wiedziałem, że może być trudno. Ale jak się okazało, moje zaskoczenie podejściem mojej ekipy i aktorów było ogromnie pozytywne. Stało się tak m.in. dlatego, że przyjąłem odpowiednią strategię. Reżyser posiada możliwość, by sprawić, aby amator jak najmniej przypominał amatora w pracy przed kamerą. Dla większości praca na planie stanowiła duże wyzwanie, ale uważam, że wspaniale sprostali zadaniu. Podczas pracy z profesjonalnymi aktorami często robi się 30 dubli tej samej sceny, aby uzyskać zamierzony efekt. W trakcie nagrywania zdjęć do serialu starałem się tylu dubli nie robić, ale czasami trzeba było trochę pomęczyć aktorów. A czasami wystarczyło jedynie kilka powtórzeń danej sceny. Należy pamiętać o tym, że film później będzie pocięty na ujęcia i zmontowany. Jeśli coś się nie udało w danym ujęciu, to się nadrobi w innym, korzystając z innego ustawienia kamery.

Kto decyduje o wyborze aktorów do angażu w poszczególnych odcinkach?
– Przy realizacji każdego odcinka pracuje reżyser castingu, który przesyła mnie i scenarzyście propozycję osób, które mogłyby wcielić się w daną rolę. My również przedstawiamy osobie odpowiedzialnej za casting swoje sugestie. Decydujący głos należy do mnie i do Piotra Płochockiego, ponieważ od samego początku pracujemy na planie, i to my podejmujemy decyzję o ostatecznej wizji serialu.

Z jakimi reakcjami spotkał się pierwszy odcinek serialu?
– Były to pozytywne recenzje. Starałem się wykorzystać wszystkie dane mi możliwości do maksimum. Widzowie z Wyszkowa, ale także moi inni znajomi są pod ogromnym wrażeniem efektu finalnego. Usłyszałem opinie, że „Krzesła” powstały w bardzo profesjonalny sposób, jak na warunki jakimi dysponowaliśmy. Ludzie są pod wrażeniem rozmachu, pomysłowości i realizacji świetnych pomysłów. Znajomi z branży podkreślali, że ujęcia do pierwszego odcinka były świetne i pozwoliły im przenieść się do czasów minionej epoki. W tym przypadku ważnymi elementami były m.in. obraz i muzyka, które musiały odpowiednio współgrać. Najlepszą recenzją jest stwierdzenie, że czeka się z niecierpliwością na kolejny odcinek. A takich opinii usłyszałem wiele. Absolwenci sami zgłaszają się do współtworzenia filmu, co uważam za najlepszą recenzję naszej pracy.

Patrząc kilka lat wstecz, czy myślał Pan kiedykolwiek o nakręceniu filmu traktującego o liceum?
– Szczerze mówiąc, nigdy nie myślałem o tym, że podejmę się pracy nad realizacją filmu o liceum. Dopiero kiedy Piotr Adler, szef grupy artystycznej, zwrócił się do mnie z propozycją wzięcia udziału w przygotowaniach do jubileuszu, zgodziłem się i postanowiłem objąć ster w grupie filmowej. Pomysł nakręcenia serialu był trochę szalonym zamiarem. Kiedy myślałem o serialu, na początku wyobrażałem go sobie inaczej, bardziej humorystycznie. Jednak po zapoznaniu się z pierwszym scenariuszem Piotra Płochockiego, stwierdziłem, że to jest materiał na ciekawą historię. Stwierdziłem, że jest realna szansa, aby zrobić ten film w sposób jak najbardziej przypominający profesjonalną produkcję, z której będziemy naprawdę zadowoleni. Pierwszy odcinek pokazał, że ścieżka, którą kroczymy, jeśli chodzi o sposób podejścia do tematu historii liceum, jest jak najbardziej właściwa, i tą ścieżką będziemy szli przy realizacji kolejnych odcinków. Nie ukrywam, że jest to nie lada wyzwanie, ale chcę, aby każda osoba zaangażowana w pracę na planie serialu była dumna z efektów i żeby ich zaangażowanie było wynagrodzone poprzez dobry odcinek. Tym samym, abyśmy mogli porównać się do najlepszych.

Niektóre kadry do filmu Agnieszki Holland „Europa, Europa” z 1990 roku powstawały w pobliskim Kamieńczyku. Pewne ujęcia do „Katynia” Andrzeja Wajdy były kręcone na moście kolejowym w Wyszkowie. Czy byłby Pan gotów osadzić fabułę jakiegoś swojego filmu nad Bugiem?
– Szczerze, to nie myślałem jeszcze o tym. Realizując określony projekt, szuka się odpowiednich plenerów. Nie ukrywam, że dolina Bugu i miejsca związane z Wyszkowem spełniają wymogi filmowe. Zaletą tego miejsca jest bliskość Warszawy, ponieważ większość produkcji filmowych jest tam realizowana. Każdy projekt jest inny. Jeśli przyjdzie mi kiedyś realizować większe przedsięwzięcie filmowe, to nie wykluczam możliwości skorzystania z wyszkowskich plenerów, w razie potrzeby, osadzenia akcji w miejscu o takim krajobrazie.
Rozmawiała
Monika Pękul

Komentarze

Dodane przez Boos, w dniu 26.04.2014 r., godz. 13.20
W Wyszkowie nigdy nie brakowało ludzi z talentem, ale dlaczego wszelkie stanowiska zajmuje w tym mieście miernota? Norwidowska Elito, nie wstyd ci?
Dodane przez Cieć, w dniu 29.04.2014 r., godz. 00.13
Robić to co się lubi - bezcenne. Gratuluję i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Hubert Morka, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl