Menu górne

Dziś jest 15 sierpnia 2022 r., imieniny Marii, Magdaleny



Pączki, cola, karabiny – ostatnia wigilia Polaków?

(Zam: 24.12.2013 r., godz. 08.03)

Kończy sie czternasta zmiana polskiego kontyngentu w Afganistanie. Kolejna piętnasta ma być ostatnią zmianą. Polskie władze – Parlament, Rząd, Prezydent muszą podjąć trudne decyzje. Co dalej? Afganistan to kraj pogrążony w wojnie od stuleci. Mieszkańcy pustynnych, górskich terenów żyją w sposób kompletnie niepojęty dla przeciętnego Europejczyka.

To właśnie Afganistan stał sie ostoją terrorystów i wielkim producentem narkotyków. Polskę afgańska misja kosztowała życie dziesiątków synów oraz setki milionów złotych każdego roku. Co dalej? Pytanie powraca z coraz większą częstotliwością. Z jednej strony problemy w kraju, z drugiej zobowiązania sojusznicze i walka o bezpieczny świat. Od wielu miesięcy posłowie Sejmowej Komisji Obrony przygotowywani byli na wyjazd do Afganistanu. Lokalne napięcia społeczne, zmiany terminów wyborów, informacje wywiadowcze powodowały kilkukrotne przesunięcia terminów. Już zapomniałem o wszystkich przebytych szkoleniach i szczepieniach, a tu nagła decyzja. Lecimy! W Afganistanie względny chwilowy spokój. Ustalono termin wyborów prezydenckich. Zgłoszono czterech kandydatów. W obliczu nadciągającej afgańskiej zimy oraz wiosennych wyborów pozostał jedyny możliwy termin – już! A w kraju budżet! Najważniejsze w roku głosowanie. Wszystko trzeba pogodzić. Ostatnie szczepienia, afgańska wiza i na lotnisko. Herkules C 130, wielki transportowiec polskich sił powietrznych, zawiezie nas na miejsce. Sześcioro posłów, czterech senatorów, pomoc medyczna, opatrunki, zaopatrzenie... Krótki komunikat oficera przyzwyczajonego bardziej do obsługi broni niż witania ludzi. Lecimy. Nagle zielone światło – jesteśmy w obszarze zagrożenia atakiem.
Zakaz opuszczania miejsc, zapięte pasy i manewry taktyczne. Nie ma żartów, wszystko sie może zdarzyć. Jak sie zachować w strefie? Odpowiedź zawsze podobna – jak krzyczą „PADNIJ” to padaj, jak krzyczą „KRYJ SIĘ” to się chowaj. Żona zabroniła mi lecieć. Jak tu nie lecieć, skoro nasi chłopcy lecą. Też mają żony! Nikt mnie nie zwolni z głosowania w tej sprawie. Muszę wiedzieć. Udało się. Jest ambasador i generalicja, jesteśmy „bezpieczni” w bazie.
Baza Bagram – trzydzieści osiem tysięcy żołnierzy i kontraktorów, czyli pracowników cywilnych. Tutaj wszystko nazywa się inaczej, nie jesteśmy na wojnie tylko na teatrze, nie ma płotu, tylko opłotowanie... Jedziemy ulicą Disneya! Nie tego, co stworzył Kaczora Donalda, ale innego – pierwszego poległego Amerykanina. Taki psikus losu. Szósta rano, ulica zamknięta dla samochodów – trwa rozruch, czyli gimnastyka poranna, nie można jeździć trzeba biegać... Tylko symbol dowódcy na naszej szybie umożliwia nam przejazd do hotelu. Hotel „wspaniały”, amerykański dla najdostojniejszych gości. Blaszane kontenery ustawione jeden na drugim, piętrowe łóżka – najlepszy hotel w Bagram. Siedem minut na orzeźwienie po szesnastu godzinach podróży – wojna. Szkolenie zgodnie z rozkładem. Poziom zagrożenia – wymagające, aby kamizelkę kuloodporną i hełm mieć w zasięgu ręki. Status uzbrojenia – trzymaj broń przy sobie. Poznajemy sygnały alarmowe – instrukcja „Nadchodzi, nadchodzi, nadchodzi”, skoro nadchodzi znaczy, że pocisk w drodze. Trzeba się chować. Przed rakietą, co leci, nie zdążysz, ale może unikniesz następnej. Super! Trzeba było słuchać żony. Kamizelka kuloodporna, hełm, jednostka GROM i BOR – wszystko przez nas. Lecimy do Ghazni na „teatr” do naszych. Znowu szkolenie, pełne skupienie, śmigłowce czekają. Godzinę dwadzieścia w Chinooku – wielkim dwuwirnikowym śmigłowcu. Drzwi otwarte, broń gotowa, żołnierze przy działkach wypatrują zagrożenia. Strzelają... Mogłem nie lecieć. To tylko flary... Dwadzieścia godzin w podróży, zmiana czasu, a nikt nawet nie próbuje zmrużyć oczu. W bazie Ghazni sami Polacy. Chyba nigdy jeszcze nikt tak się nie cieszył na mój widok. Życzenia, podziękowania, opłatek, siedem choinek. Na ścianie zdjęcia poległych. Zdrowia, szczęścia? Czego życzyć? Nie pojadą do domu na święta. A tu zamiast kompotu ze śliwek cola... i pączki zamiast makowca. Żołnierskiego fartu... trzeba życzyć drobnej dziewczynie z wielkim karabinem na ramieniu (na wigilii). Jeszcze znicz pod tablicą i do roboty. Trzeba pracować: raport prezentacja, wnioski. Dziennikarze – proszę wyjść – tajne sprawy, bezpieczeństwo Państwa. Znowu śmigłowiec, znowu strzały. Mogłem nie lecieć, ale dobrze, że poleciałem. Trudne decyzje, tajne informacje, wypracowane procedury. Dobrze, że wiem! Jedni muszą podejmować trudne decyzje. Inni czasem muszą zaufać tym, których wybrali. Być może nie jest to najlepszy świat, ale trzeba go zmieniać i walczyć, aby było lepiej. Polskie wojsko ryzykuje w ciężkich warunkach, aby nam tu, w kraju, żyło się bezpieczniej.
Wielki szacunek dla naszych żołnierzy i dla ich rodzin. A dla Was wszystkiego dobrego na nadchodzące święta, aby wam kompotu i makowca w święta nie zabrakło.
Bartłomiej Bodio
Poseł na Sejm RP

Komentarze

Dodane przez Wanda, w dniu 26.12.2013 r., godz. 16.57
Miejmy Nadzieję, że to naprawdę będzie już ostatnia zmiana naszego kontyngentu stacjonującego w Afganistanie. Jak na potencjał tak biednego kraju jak Polska uważam, że i tak zrobiliśmy dużo ponad własne możliwość. Pisząc biednego mam na myśli wszystkie dzieci, które cierpiąc na rzadkie schorzenia nie otrzymują od naszego państwa odpowiedniej opieki, a ich rodziny pomocy. Mogłabym wymieniać. Udział Polski w tym "teatrze", bo to określenie idealnie oddaje to, co się w tym dzikim kraju dzieje, miał sens tylko wtedy, kiedy nasi amerykańscy sojusznicy deklarowali większe zaangażowanie w nasza obronność. Oni dawno się z tych planów wycofali, ale my nadal silimy się na militarną potęgę. Dziwnie to panie pośle wygląda w sytuacji, kiedy dużo bogatsze i lepiej rozwinięte kraje, również będące w sojuszu, postanowiły się aż tak nie angażować. Nie przekonuje mnie mówienie o wielkiej misji ratowania świata. Już Irak potwierdził, że pod pretekstem walki z terroryzmem wielkie mocarstwa rozgrywają swoje wielkie, i należy dodać, brudne interesy, a my jak zwykle tylko na tym tracimy. Dodam na koniec, że przykłady naszej nieporadności jest chociażby pańska tytułowa cola. Nawet jako kobieta nie mogę zrozumieć, dlaczego nie można było naszym żołnierzom zapewnić na święta kompotu z suszonych śliwek? Może trzeba było zamiast jednego z "wycieczkowiczów" zabrać na pokład samolotu ładunek wigilijnego suszu w wadze jegomościa. A makowiec? Nawet ja wiem, że czego jak czego, ale maku w tym kraju nie brakuje. Pozostaje pytanie, czy odpowiednie osoby potrafią stanąć na wysokości świątecznego zadania? Naszym żołnierzom życzę przede wszystkim szybkiego powrotu do domu i zakończenia tej misji ponad nasze siły. Pamiętając o małych ofiarach dziury budżetowej, które umierają z braku środków na ich leczenie, mam Nadzieję, że głosując nad kolejnym przedłużeniem tej nieefektywnej misji, weźmie to pan poseł pod uwagę. Życzę zdrowych Świąt!
Dodane przez Antoni, w dniu 26.12.2013 r., godz. 19.39
Święta prawda Pani Wando. W kraju, w którym chore dzieci umierają tylko z powodu niewydolności budżetowej państwa, żadna złotówka nie powinna być marnowana na fałszywe misje. Im prędzej to pan poseł zrozumie tym lepiej. Jak spojrzycie tym wszystkim rodzinom w oczy, które od lat nie mogą doczekać się refundacji. To ich kosztem odbywają się te wasze wycieczki. Niech Narodzone Dziecię oświeci wasze ścieżki...
śmiechu warto
Dodane przez jajco, w dniu 28.12.2013 r., godz. 18.44
Bodio, prawisz jako "palikotowy" czy "peeselowy"
Dodane przez Asia, w dniu 03.01.2014 r., godz. 13.17
To chyba była pańska wyprawa życia. Niesamowita przygoda bez względu na charakter wizyty. Pozdrawiam
Dlaczego ten zal?
Dodane przez jan majchrzak, w dniu 04.01.2014 r., godz. 11.37
Panowie zolnierze,czy nie lepiej bronic naszego kraju,czy lepiej jechac na misje za dolary ewentualnie za inne walory?A Pozniej caly narod oplakuje smierc'' bohatera ".Macie bron nie na wode i wiecie do czego i jak ja uzyc!!! Wiedzieliscie co podpisujecie i nie zadajcie odszkodowan za urwana noge czy reke!!! Te PIENIADZE powinny trafic dla polskich sierot a mamy ich wiele ADRENALINA TO NIE WSZYSTKO!!!

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Hubert Morka, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl