Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 26 października 2020 r., imieniny Ewarysta, Lucyny

Jak można wpływać na życie lokalnej wspólnoty

Ikona
(Zam: 16.11.2010 r., godz. 12.56)

O kondycji demokracji samorządowej i możliwościach wpływania przez mieszkańców na funkcjonowanie wspólnoty, w której żyją, w tym kontrolowaniu władz samorządowych nie tylko przy okazji wyborów rozmawiamy ze znanym socjologiem i politologiem dr. Tomaszem Żukowskim.

„Wyszkowiak”: Czy demokracja samorządowa poprawnie się rozwija czy ulega skostnieniu, wynaturzeniu?
Dr Tomasz Żukowski: – Różne badania pokazują odmienne obrazy. Z waszej sondy, sondy „Wyszkowiaka”, wynika, że niekoniecznie jest dobrze, a może nawet, że sytuacja się pogarsza. Ale są też analizy, które wykazują, że na tle innych instytucji życia publicznego czy politycznego (choćby sejmu i senatu) samorząd lokalny wygląda nieźle, budzi stosunkowo duże zaufanie. Bywa więc różnie: gorzej i lepiej. Nie oznacza to jednak, że jest bardzo dobrze i że nie ma powodów, by się martwić.

Co najbardziej może martwić?
- Dwie sprawy. Przede wszystkim dość powszechne przeświadczenie mieszkańców, że w ich gminach i miastach niewiele można i da się zrobić. A przecież mówią tak o ludziach, których często znają, na których głosowali. Martwić musi też ludzka obawa przed prezentowaniem opinii o swej miejscowości i jej władzach pod własnym nazwiskiem. Wielu zwykłych ludzi – pokazuje to także wasza sonda – boi się kosztów aktywnego uczestnictwa w życiu publicznym, bycia rozpoznawalnym, podmiotowym, wyrazistym. Dotyczy to nie tylko zwykłych „zjadaczy chleba” ale i członków lokalnych elit: nie każdy jest gotów kandydować na radnego, czy burmistrza przeciwstawiając się dominującym, lokalnym układom.

Gdzie widzi Pan lekarstwo na zmianę tego stanu rzeczy?
- Często jako panaceum traktowany jest postulat zmniejszenia roli partii w samorządzie. Ale przecież każdy uważny obserwator „Polski lokalnej” wie, że w gminach wiejskich i małych miastach rola partii w polityce lokalnej jest stosunkowo niewielka, może za wyjątkiem PSL (ludowców). Większy wpływ na lokalną politykę mają różne koterie, grupy interesów tworzone na miejscu przez osoby zaangażowane w życie publiczne, budujące silne sieci wzajemnych relacji, powiązań. To one właśnie najczęściej ograniczają możliwość konkurencji, realizacji alternatywnych pomysłów. Sprowadzają wybory do plebiscytów.

Jak temu zaradzić?
- Warto rozważyć ograniczenie ilości kadencji, na które można być wybieranym na wójta czy burmistrza. To oczywiście nie będzie panaceum na całe zło w samorządzie, ale warto się nad tym zastanowić. Pytanie, do ilu kadencji skrócić taką możliwość? Do dwóch, trzech? Jeśli chodzi o kandydowanie do rad i sejmików, ograniczeń bym nie wprowadzał. Nie można „wylewać dziecka z kąpielą”: przez jedną kadencję tylko w nielicznych środowiskach zdołają się uformować profesjonalne elity zdolne do sprawnego, efektywnego zajmowania się swoją gminą, czy miastem.
Znacznie większe znaczenie przypisywałbym jednak innemu czynnikowi. Należy koniecznie wzmocnić pozycję mediów lokalnych, dać im większą szansę rozwoju. Trzeba zapewnić im podwójną niezależność: od władz lokalnych, ale także od dużych mediów centralnych, zwłaszcza rozpychających się na rynku prasy tabloidów. Warto, by w małych wspólnotach Mazowsza, czy Wielkopolski, czytano o ich własnych problemach (niech będzie – także sensacjach). By cała Polska lokalna nie ekscytowała się tymi samymi skandalami z salonowego życia warszawskich celebrytów, tylko wiedziała „co w trawie piszczy” w ich własnych miejscowościach. A jeśli owe lokalne newsy dotyczyłyby też spraw naprawdę ważnych, byłoby fantastycznie.

A czy zwykły, pojedynczy wyborca może cokolwiek zmienić?
- Jeżeli ktoś działa w pojedynkę, jego koszty wejścia w politykę są zazwyczaj wysokie. Trzeba znaleźć czas, pieniądze. Dokształcać się, bywać. Dlatego lepiej robić to wspólnie, dzieląc się rolami. Ktoś powinien ułatwiać ludziom organizowanie się, pomagać w tworzeniu grup zainteresowań (np. rad rodziców w szkołach), stowarzyszeń. Wspierać ich, gdy tylko okażą chęć wspólnego działania na rzecz lokalnej społeczności. Informować o lokalnych problemach, budować lokalne tożsamości. Robią to (zawsze robili) społecznicy. Bardzo ważne są w tej roli także lokalne media. To one powinny docierać do osób, dla których sprawy wspólnoty samorządowej są ważne i cokolwiek próbują robić na jej rzecz. Np. rodziców, którzy chcieliby mieć lepszą szkołę. Pomagać w łączeniu różnych inicjatyw. Informować o nich.
A że warto się samoorganizować, tworzyć grupy nacisku na lokalne władze – mimo ryzyka poniesienia wysokich kosztów – przekonuje znana sentencja: „jeśli nie będziesz się interesować polityką, to polityka może kiedyś zainteresować się tobą”. Warto więc być aktywnym, by chronić własną niezależność, by mieć poczucie bycia realnym, rzeczywistym uczestnikiem wspólnoty, do której należymy.

Powróćmy zatem do pierwszego pytania: czy rzeczywiście kandydat na wójta lub burmistrza, który wygra wybory, szczególnie te kolejne, może spać spokojnie sądząc, że uciszy niepokornych i za cztery lata będzie miał jeszcze łatwiej?
- Mimo niepokojących sygnałów płynących z wielu gmin, że władze z kadencji na kadencje kostnieją, nie byłbym aż takim pesymistą. Wzrasta bowiem świadomość mieszkańców, ich kompetencje. W każdej gminie pojawia się coraz więcej ludzi wykształconych, gotowych do zaangażowania się w sprawy lokalne. Wzrasta ich zdolność do samoorganizowania się, tworzenia struktur zdolnych do wymiany informacji, porozumiewania, określania spraw ważnych, ustalania ich hierarchii. Pewne nadzieje widzę w upowszechnianiu dostępu do Internetu – to znacząco obniża koszty docierania z informacją, porozumiewania się, wymiany poglądów. Trzeba tylko, by takie lokalne grupy na co dzień interesowały się polityką – czyli sprawami ważnymi dla wspólnoty, którą tworzą. I to nie tylko przy okazji wyborów. A wtedy każda władza będzie musiała się z nimi liczyć.
Rozmawiał: Artur Laskowski

Dr Tomasz Żukowski – pracownik naukowy Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładał tez m.in. w warszawskim Collegium Civitas, krakowskiej WSE im. Tischnera i w nowosądeckiej WSB. Analizuje i komentuje od lat wydarzenia na polskiej scenie politycznej dla wielu mediów: stacji telewizyjnych i radiowych, gazet i czasopism.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl