Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 13 czerwca 2021 r., imieniny Antoniego, Lucjana

Bronimy się tym, co prezentujemy na scenie

Ikona
(Zam: 07.03.2013 r., godz. 10.30)

- Gdy wychodzę na scenę i widzę setki, bądź tysiące ludzi, którzy krzyczą, śpiewają, dziewczyny piszczą, wtedy wiem, że jestem dla nich, że jestem potrzebny – mówi lider zespołu Boys Marcin Miller, który w minioną sobotę wystąpił w klubie „Mozi” w Wyszkowie. Ten gigant sceny disco polo na scenie muzycznej istnieje już od 23 lat.

„Wyszkowiak”: Na czym polega fenomen zespołu Boys?
Marcin Miller:
- Z tym fenomenem to jest tak, że zespół Boys istnieje już od 23 lat i nad fenomenem można by było rozmyślać lub opowiadać w pierwszych latach działalności tego zespołu, kiedy powstał, kiedy wydał pierwsze kasety, potem płyty i był na topie. I raptem z prostych chłopców z małej miejscowości staliśmy się bardzo popularnymi chłopakami. A teraz jest tak, że jesteśmy określani mianem gwiazdy muzyki disco polo, jesteśmy określani tymi, którzy są na tym zaszczytnym pierwszym miejscu, co nas bardzo cieszy. Nieprzerwalnie trwa to już 16 lat, od wydania płyty „OK”, na której znalazł się nasz megahit „Jesteś szalona” i wiele innych. To właśnie ugruntowało naszą pozycje na rynku muzycznym i w zasadzie cały czas jest to pasmo nieprzerwanych sukcesów. Wszystko ma ogromną wartość. Nie tylko to co prezentujemy na scenie, w swoich utworach, które, nie oszukujmy, muszą być proste, łatwe, szybko docierające do publiczności, która chce się bawić, a nie szukać sensu życia w piosence. My jesteśmy zespołem komercyjnym, nastawiamy się na jak największą rzeszę publiczności. Liczy się również to, jakimi jesteśmy ludźmi poza sceną, nie możemy zgrywać gwiazdorów, nie możemy pokazywać, że nas nic nie obchodzi, ale to już jest indywidualna sprawa każdego z nas. Nasz fenomen tkwi chyba po prostu w tym, że staramy się być dla ludzi, a nie odwrotnie.

Gdy słyszysz, że słuchanie disco polo to obciach, to jak się do tego odnosisz?
- Jest to piękne pytanie. W pierwszych latach działalności zespołu, kiedy raptem stałem się osobą medialną, znaną, rozpoznawalną, strasznie mnie to kręciło. Wiadomo, woda sodowa mi też uderzyła do głowy. To był okres, kiedy ktoś mi powiedział, że disco polo to jest „buractwo” i takie tam różne dziwne epitety były. Dochodziło nawet do rękoczynów, potrafiłem nawet nieładnie się wypowiadać o tej osobie, potrafiłem ze sceny powiedzieć coś brzydkiego i myślałem, że to jest fajne. Niestety, potem ludzie bardzo mocno mnie krytykowali. Później zacząłem jakby mniej na to wszystko reagować, bo już jestem „starszym chłopczykiem z czwartym krzyżykiem”. Tak więc, życie uczy pokory i nauczyłem się już z tym żyć. My bronimy się tym, co prezentujemy na scenie. Gdy wychodzę na scenę i widzę setki, bądź tysiące ludzi, którzy krzyczą, śpiewają, dziewczyny piszczą, wtedy wiem, że jestem dla nich, że jestem potrzebny i to właśnie ja zwyciężyłem. A ten, który mnie krytykował, ucieka ze spuszczoną głową albo jest zmuszony napić się z nami.

Czy planujesz wydać nową płytę w tym roku?
- W zasadzie to nie jest tajemnicą, że zespół Boys pracuje nad nową płyta, a lider, czyli ja, Marcin Miller, pracuje równocześnie nad drugą solową płytą. Te dwie płyty będą jak dwa bieguny. Zespół Boys charakteryzuje się żywiołowymi piosenkami, wiadomo że muszą być discopolowe, lekkie, łatwe. Natomiast moja solowa płyta będzie typowo balladowa. Utwory nastrojowe, które najbardziej lubię.

Jak powstał megahit „Jesteś szalona”, który można uznać za hymn każdego wesela?
-Twórcą „Szalonej” jest Janusz Konopla i Marcin Miller. Tę piosenkę odświeżyłem, to nie jest mój utwór , kiedyś ją dawno temu słyszałem w 1992 albo w 1993 r. Graliśmy ją na różnych zabawach z wielkim powodzeniem , a w 1997 r. ja o niej tylko przypomniałem. Zapytałem swojego szefa, czy ma do niej prawa, powiedział, że tak. Miałem na nią pomysł, zrobiłem nowy aranż, wymyśliłem inne słowa, troszeczkę zmieniłem. Jak ktoś posłucha oryginalnej wersji, to będzie wiedział czemu. I wydałem tę piosenką, która ku mojemu zdziwieniu i oczywiście zadowoleniu przyniosła największy sukces tej płycie i zespołowi. Z utworem „Szalona” było tak , że po wydaniu płyty, jakoś latem to było, okazało się, że ta piosenka leci na każdym balkonie na każdej stacji benzynowej w każdym samochodzie.

Do kogo kierowana jest twórczość zespołu Boys?
-My nie jesteśmy zespołem, który chce skupiać się na indywidualnym odbiorcy, to nie jest ten zespół, to nie ten target. Zaistnieliśmy grając muzykę lekką, łatwą, przyjemną, kiedyś to nazywało się muzyką chodnikową. Jesteśmy wierni temu gatunkowi, nie chcemy grać czegoś innego, bo w tym się czujemy najlepiej. Gdybym musiał dla pieniędzy robić coś innego, czyli tworzyć jakąś inną muzykę, może bym to robił, ale czułbym się wtedy nieswojo w tym klimacie i nie czułbym tej melodii.

Czy to Ty jesteś twórcą tekstów?
- W 99 procentach autorem tekstów jestem ja. Z muzyką jest różnie, ponieważ bardzo fajne melodie otrzymuję od różnych ludzi, od różnych producentów, tak samo jest z tekstem. Ostatnio otrzymuje bardzo dobre teksty i zrobiło się już tak, że ta granica między disco polo, a inną muzyką np. rockową, popową się zaciera, bo tekściarze, którzy piszą dla np. Budki Suflera, Kombi zwracają się również do mnie z ofertą, czy nie chciałbym po prostu skorzystać z ich usług.

Czym się inspirujesz?
-To różnie bywa. Czasami piszę tekst pod wpływem różnych emocji. Większość hitów typowo dyskotekowych jest pisana w zasadzie z potrzeby chwili na potrzeby publiczności np. utwory „Biba”, „Jump”, „Figo fago”. Nie lubię tych tekstów i nie jestem ich zwolennikiem, ale widzę, że paradoksalnie ci, którzy zarzucają mi, że to „puste piosenki”, przy tych utworach bawią się najlepiej. Inspiracją może być również też spotkanie z Tobą.

Ile płyt przez w ciągu ponad dwudziestoletniej twórczości wydałeś?
-Zespół Boys do chwili obecnej wydał 32 płyty, więc jest to bardzo dobry wynik. Mamy w swoim dorobku kilka złotych, platynowych płyt, jest również jedna płyta solowa, ale każda zalicza się do dyskografii zespołu.

Jakie masz marzenia?
- Mam przyziemnie marzenia, nie szukam gwiazdki z nieba, czy szóstki w totka itp. Na pewno chciałbym, aby moja rodzina była szczęśliwa. A najbliższe marzenie? Chciałbym odpocząć troszeczkę i polecieć do ciepłych krajów, do Egiptu. Niestety, w tym roku nie jest mi to dane, ponieważ mam kalendarz wypełniony po brzegi, koncerty mamy co tydzień. Nie potrafię odmówić sobie pracy.

Czy muzyka jest również Twoją pasją, czy masz jakąś inną?
- Muzyka jest moją największą pasją, można powiedzieć, że jeszcze taniec, śpiew, ale to w zasadzie wszystko łączy się z muzyką. Lubię również nowinki motoryzacyjne, lubię o tym czytać, interesuję się informatyką, lubię coś namieszać w komputerze. Ale największą moją pasją jest muzyka. Nawet jak jestem z żoną na jakimś weselu lub przyjęciu i zespół gra tam na żywo, to nie mogę wytrzymać i muszę iść do zespołu i pytam, czy mają daną piosenką i czy mogę zaśpiewać. Wtedy biorę mikrofon i śpiewam.

Prywatnie jakiej muzyki słuchasz?
- Wychowałem się na latach 80., więc w moich utworach słychać także naleciałości muzyki italo disco. Słucham również Modern Talking, Bad Boys Blue, Sandry, Merci, Savage, George Michaela. Każdy koncert Michaela Jacksona był dla mnie wielkim wydarzeniem. Depeche Mode to zespół moich lat młodości, kiedy ubierałem sie tak jak mój idol – czarne skóry, specyficzna fryzura.

Masz jakiś idoli, na których sie wzorowałeś na początku swojej twórczości?
- Jak zakładaliśmy zespół to nawet nie myśleliśmy, że będziemy tak popularni, myśleliśmy, że będziemy grać na weselach i tyle. Chcieliśmy grać muzykę ambitną jak np. Depeche Mode , Duran, Duran i innych popowych artystów z zagranicy, ale oczywiście z marnym skutkiem, ponieważ był bardzo słaby sprzęt, wszystko było na pół gwizdka. Ale raptem jak się zagrało „Biały miś” czy np. „Czarownicę”, czy jakiś inny chodnikowy przebój to ludzie od razu na parkiet wychodzili, więc pomyśleliśmy, no cóż to trzeba odstawić na bok, a zająć się po prostu tym, co ludziom się podoba i tak zrobiliśmy. Wtedy bazowaliśmy na takich zespołach jak Top One, Fanatic, Ex Problem. Ściągaliśmy ich utwory i graliśmy na zabawach.

Jak sobie radzisz z popularnością? A z fankami?
-Już mam swoje lata, nauczyłem się z tym żyć, wiem że ta popularność to jest taki medal, a ten medal ma dwie strony, tak więc jest i fajnie, i niefajnie. Fajnie jest wtedy, kiedy ludzie o Ciebie zabiegają, dbają o Ciebie, wychodzisz na scenę i jesteś bożyszczem tłumów, ale i jest czasami tak, że rodzina na tym cierpi, bo jest dużo wyjazdów, zaczynają się wtedy trudne rozmowy domowe. Trzeba sobie jakoś radzić, jeżeli ma się dobrą połówkę, która to rozumie to jest ok, jak nie, to się to kończy tak jak u większości zespołów – po prostu rozwodem i wtedy nie ma nic. Na razie żona to wszystko trzyma za gardło. Jestem ojcem dwóch synów, mężem i pewne sprawy schodzą na dalszy plan, muszę się kontrolować, aby moja rodzina nie czuła przeze mnie wstydu. Aczkolwiek nie jestem obojętny na kobiece wdzięki i potrafię je docenić. Nie chodzi o to, że zapraszam je do swojego hotelu, że wymieniam się numerami telefonów itd., bo wiadomo, że to nie w moim stylu. Doskonale sobie z tym radze, lata praktyki. Kiedyś były inne czasy i przyznaje się, było inaczej.

Czy skład zespołu ciągle jest taki sam jak od początku? Czy uległ zmianie?
- Skład zespołu się zmienia, ponieważ kiedyś byliśmy bandem, a nie jak teraz, boysbandem. Na początku było nas pięciu. Dwie gitary, perkusja, ja grałem na klawiszach, zawsze stałem na końcu i śpiewałem wszystkie piosenki. Ludzie, kiedy tańczyli na naszych zabawach, zastanawiali się, kto to śpiewa. Potem było nas trzech – ja, Krzysztof Cieciuch i Igor Giro. Potem, w 1997 roku, nasze drogi z Krzyśkiem się rozeszły i wtedy powstał właśnie boysband. Dobrałem sobie chłopaków z Grajewa, to taka miejscowość z woj. podlaskiego. I z nimi jestem do dziś. Oczywiście nie ze wszystkimi, bo dwóch jest ze mną, a dwóch doszło później.

Jak Ci się grało w klubie „Mozi”?
- Rewelacja, bardzo mili ludzie, bardzo przyjaźnie nastawiona lokalna prasa, wręcz urodziwa. Klub naprawdę świetny, mimo małej sceny.

Jak wrażenia po koncercie?
- Bardzo pozytywnie, publiczność miło nas przyjęła, wydaje mi się , że wszyscy się świetnie bawili, co bardzo cieszy.

Czy zagościsz jeszcze u nas?
- Na pewno jeszcze odwiedzę Wyszków.

Rozmawiała Monika Knop

Komentarze

jptjg
Dodane przez gosc, w dniu 23.05.2015 r., godz. 21.12
czy ma ktos jakis kontakt z krzysztofem cieciuchem?

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Hubert Morka, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl