Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 23 września 2017 r., imieniny Bogusława, Tekli

Nastoletni seks

„Znowu jęczysz, że nie wiesz o czym napisać? O seksie napisz” – usłyszałam ostatnio. „O seksie? A co ja Wisłocka jestem?” – obruszyłam się. Jednocześnie pomyślałam, że dzisiejsza młodzież nie ma pojęcia, kim była Wisłocka. Moje pokolenie, czy pokolenie moich rodziców z wypiekami na twarzy czytało „Sztukę kochania” Wisłockiej. Ta książka była dla wielu kopalnią wiedzy o seksie i każdy chociaż raz ukradkiem ją przeczytał.
Dzisiaj młodzież „Sztuki kochania” nie zna. Internet jest dla niej źródłem wiedzy, gdy zaczyna się interesować seksem. Dzisiaj o seksie można przeczytać wszędzie. Seks jest wszędzie – w gazecie, telewizji, na bilbordach.
Zaczęłam się zastanawiać, czy jest jakaś granica wieku, kiedy na ten temat należy zacząć rozmowę z dzieckiem? Kiedy z nami rodzice przeprowadzali uświadamiające rozmowy i czy w ogóle ktoś odbył taką rozmowę z rodzicami?
Jakiś czas temu pisałam o pomyśle wprowadzenia edukacji seksualnej u 4-letnich dzieci. O tym, że 10-latek powinien potrafić posługiwać się prezerwatywą. Jeśli takie założenia płyną z ministerstw to znaczy, że nie ma określonego wieku, kiedy z dzieckiem powinnyśmy zaczynać rozmowy o seksie.
Nastoletnią córkę posiadam, która co i raz jakieś kupuje sobie kolorowe gazetki. Syn mój z niedowierzaniem patrzeć zaczął na to, co młoda czyta. „Po co ty jej to kupujesz? Przecież coś takiego tylko ogłupia. Widziałaś co to jest?” – pyta mnie któregoś dnia. „Głupota jakaś, a co niby innego. Nie martw się, niedługo przestanie to kupować. Przecież tam nie ma co czytać. Dodatki do tego są jakieś, młoda dla dodatków to kupuje” – odpowiadam, ale siadam i przeglądam gazetę, którą córce kupiłam.
Gazetka przeznaczona jest dla nastolatków, więc niewielu dorosłych do niej nie zagląda. Pech chciał, że ja zajrzałam. Czytam więc o 13-latce, która problem ma wielki, bo większość jej koleżanek pierwszy raz ma już za sobą, a ona dalej nie ma chłopaka. „Czy to wstyd, że ciągle jestem dziewicą?” – pyta zrozpaczone dziewczę. 15-letnia dziewusia pyta, jak mamę nakłonić, by z nią do ginekologa poszła, by ten przepisał jej środki antykoncepcyjne. Sama do lekarza iść nie może, bo na otrzymanie tego leku niezbędna jest zgoda rodzica.
O matko! Coś nie tak się dzieje. Chyba trochę za wcześnie życie seksualne młodzież nam zaczyna. Jakaś dzika moda z zachodu przyszła i kto żyw z nastoletnią córką do lekarza biegnie, by zapobiec przedwczesnej ciąży. Świetnie, że mamy uświadomiony naród. Źle jednak, że dajemy małoletnim dzieciom przyzwolenie na seks. Skoro nowoczesna mama z 15-latką biegnie do lekarza po plastry antykoncepcyjne to znaczy, że daje zgodę na rozpoczęcie przez nią współżycia seksualnego. Niedługo zapewne nowoczesna mama zgodę na wspólne życie 16-latków dawać będzie i gniazdko miłości dla nich w swoim domu uwije.
Zdecydowanie nowoczesną mamą nie jestem! Rozmowę z dzieckiem przeprowadziłam i powiedziałam, że czytanie takich bzdur nie ma sensu. Antykoncepcja nie dla gimnazjalistek jest przeznaczona, bo gimnazjalistki pstro w głowie mają, a seks jest dla osób nieco starszych i nieco bardziej odpowiedzialnych. Seks to nie zawody i nie ta wygrywa, która pierwsza z chłopakiem wskoczy do wyra, lecz ta, która większą dojrzałością i mądrością się wykaże, i miłość (?) swoją do chłopaka nie seksem będzie udowadniała. Oderwana od lekcji córka dziwnie na mnie patrzy, nie bardzo wie, o co mi chodzi i dlaczego tak nagle zaczęłam rozmowę o seksie. Na wszelki wypadek jednak grzecznie przytaknęła i poszła dalej odrabiać lekcje.
Ja natomiast pomyślałam sobie, że niewielu z nas z własnymi dziećmi o seksie potrafi rozmawiać. Jak można dziecku mówić o tak intymnych rzeczach? Co wytłumaczyć, jak uświadomić? Jako młodzi ludzie obiecywaliśmy sobie, że swoim dzieciom wiedzę o seksie przekażemy bez żadnych oporów. Byliśmy nowocześni i uważaliśmy, że seks nie jest tematem tabu. Kilka lat minęło, dzieci dorastają i przepychanki w domu się zaczynają, kto komu, co i kiedy powinien powiedzieć. Córkę uświadomić ma mama, tacie zostaje uświadamianie syna. Jeśli rodzina jest sfeminizowana, ojciec ręce z radości zaciera, że nigdy rozmów o seksie z dziewczynkami nie będzie musiał przeprowadzać. Jeśli tylko matka kobiecy pierwiastek w domu stanowi, co i raz facetowi przypomina, że to już właśnie powinien zafundować synom edukację na temat seksu. A co zrobić, gdy tylko mama lub tata dzieci wychowuje? Jak płeć odmienną uświadamiać, gdy język nam się plątać zaczyna, w oczy dzieciom patrzeć nie potrafimy i pot na czole znienacka się pokazuje?
Kilka lat temu wydawało mi się, że syn mój jest za młody, by prowadzić z nim poważne rozmowy o seksie. Potem w szkole coś tam się dowiedział. Następnie wkroczył w trudny wiek i wcale ze mną gadać nie chciał. Patrzę na niego dzisiaj i myślę sobie, że co chciał, to na pewno sam sobie dawno już przeczytał. To uwagę skupiłam na córce. Przeglądając jednak gazetę dla nastolatek stwierdziłam, że tłumaczenie co i jak jest, niestety, zbędne. Mój nagły przypływ matczynej troski i chaotyczny wykład o seksie ze zdziwieniem przyjęła i obiecała, że z seksem co najmniej do 20-tki poczeka .
Pomyślałam jednak, że dziwna rozwiązłość seksualna nastąpiła. Nieważne z kim i gdzie, ważne by jak najwcześniej. O gimnazjalnych ciążach coraz częściej słyszę, o orgiach i „słoneczkach” na prywatkach małolatów. Zastanawiam się, kiedy w ramach edukacji seksualnej w szkołach zamiast automatów z batonami automaty z prezerwatywami zaczną się pojawiać, bo już o takim pomyśle czytałam. Szkoła swój obowiązek edukacyjny spełni, a młodzież ochronę przed niechcianą ciążą i chorobami paskudnymi uzyska.
Będziemy nowocześni! Bliżej zachodu będziemy i nikt o zaściankowość nie będzie nas już posądzał.
Pomyślałam również, że to my, rodzice niejednokrotnie dajemy przyzwolenie, by dzieci nasze zbyt wcześnie czuły się dorosłe. Pozwalamy na późne wracanie do domu, na makijaż do szkoły, kiecki krótkie i pomalowane włosy u 14-latki. Nie mamy kontroli nad tym, gdzie nasze dzieci się bawią. Jeśli będziemy dzieci jak ludzi dorosłych traktować, to one czując się dorosłymi coraz wcześniej na seks będą sobie pozwalać.

Judyta
„Wyszkowiak” nr 41 z 8 października 2013 r.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl