Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 24 listopada 2017 r., imieniny Flory, Jana

O zazdrości

Nikt z nas głośno nie potrafi się przyznać do tego, że komuś czegoś zazdrości. Każdy twierdzi, że nie ma o co być zazdrosnym, że zazdrość to brzydka cecha i nie wypada zazdrościć ludziom.
Ale czy faktycznie nie jesteśmy zazdrośni? O co tak naprawdę jesteśmy zazdrośni?
Najpierw analizuję swoją zazdrość. No niestety, zazdrościć potrafię. Wkurza mnie, gdy babka fajną figurę posiada pomimo dwójki, czwórki lub piątki dzieci urodzonych. Zazdroszczę jej, że rozmiar ubrań od lat ma ten sam, a ja niestety garderobę musiałam zmienić po przebytych ciążach. I to nie na mniejszą, ale kurcze na większą, niestety. Wkurza mnie, gdy młody człowiek fajnym autkiem się chwali. Zazdroszczę mu, że przez najbliższe lata warsztaty mechaniczne z daleka będzie oglądał i nieprędko kasę na wymianę kolejnej zużytej części będzie musiał wydać. Tym co pieniądze mają, zazdroszczę, że je mają. Nie chodzi o ilość posiadanych szeleszczących papierków, ale o spokój, że martwić się nie muszą jak do kolejnej wypłaty przetrwać. Zazdrosna jestem zazwyczaj o faceta, którego kocham. Ponieważ teraz żaden facet mym uczuciem nie został obdarzony, więc chociaż tutaj o zazdrości mówić nie muszę.
Nie zazdroszczę ludziom urody, mądrych dzieci, wakacyjnych wojaży zagranicznych i tych po Polsce również im nie zazdroszczę. Nie zazdroszczę pięknego domu, przystojnego męża, stanowiska, wielu przyjaciół. Nigdy nie zazdrościłam nowej kiecki, jaką koleżanka sobie sprawiła i po cichu nigdy jej nie życzyłam, by chociaż maleńka dziurka w kiecce się nagle zrobiła.
Coś tam jeszcze do zazdroszczenia i niezazdroszczenia by się znalazło. Być może całkiem sporo by się tego zrobiło. Nie przypominam sobie jednak, abym mówiła, że nigdy nie jestem zazdrosna. Jestem, niestety. Mówię o tym i wcale się tego nie wstydzę. Trudno – każdy chociaż jedną wadę posiadać musi .
Tak sobie na ludzi patrzę i myślę, że w każdym z nas jest zazdrość. Niektórzy mają jej mniej, inni posiadają zazdrości całe pokłady. Zaczęłam się zastanawiać, o co jesteśmy zazdrośni? Wyszło mi, że głównie o rzeczy materialne.
Nowy samochód kumpla w oczy nas kłuje. Niby razem z nim się cieszymy, ale niechcący ryskę na lśniącej karoserii palcem pokazujemy: „Niech się tak bardzo nie cieszy. Dobrze mu tak – myślimy sobie wtedy – wcale ten nowy samochód nie jest mu potrzebny”.
Wakacyjne zdjęcia koleżanki z udawanym zaciekawieniem oglądać będziemy, ale gdzieś z tyłu głowy myśli się będą piętrzyły, skąd ona kasę na takie wypady posiada. Ile można jeździć? W domu by posiedziała, a nie lata i lata jak wściekła. Po co komu te wakacje? W domu też czas ciekawie można spędzić.
Znajomi w mieszkaniu remont zrobili. Cieszą się, każdy przecież by się cieszył, że podłogę nową posiada, łazienka w końcu kafelki ma na ścianie, a nie takie pod wanną leżące, ściany farbą pachną i mebelki nowe w salonie i kuchni się pojawiły. Cieszą się znajomi, ale czy my ich radość potrafimy z nimi dzielić? Nie bardzo. Glazura za różowa, podłoga za ciemna, ściany nie gładkie lub gładkie za bardzo, do mebli też można się przyczepić. Zawsze coś znajdziemy, by nie podzielać ich optymizmu ze zwykłej zazdrości. Nam remoncik się należał i to nasze mieszkanie powinno wyglądać jak z obrazka wycięte.
Kobitka na dwutygodniowe SPA się gdzieś tam wybrała. Wraca wypoczęta, uśmiechnięta i odchudzona ze 4 kilogramy. Wrażeń ma tyle, że sama nie bardzo wie, o czym mówić należy. Gada jak najęta – mówi ile widziała, z kim zawarła znajomości, o jaki zabieg na tyłek miała, a jaki na piersi nie pierwszej już młodości. Zmarszczki przed wyjazdem sobie policzyła, po przyjeździe policzyła znowu i wyszło jej, że zmarszczek kilka zgubiła. Cieszy się. Energii ma tyle, że pułk wojska nią mogłaby obdzielić. Każdy by się cieszył, gdyby dwa tygodnie na leżeniu spędził. Każdy by był zachwycony, gdyby przez całe dwa tygodnie ktoś za niego sprzątał, gotował, myślał i na dodatek masował ciągle. Zazdrość tak wielka w nas się budzi, że nie potrafimy entuzjazmu kobiety podzielić. Szybciutko zmarszczki jej liczymy i stwierdzamy, że biedna się pomyliła, niestety i według naszych, precyzyjnych obliczeń po pobycie w SPA zmarszczek jej przybyło.
Ktoś stanowiska dyrektora się dochrapał. Przeciętniak taki, nic nigdy do powiedzenia nie ma. Własnego cienia się boi lub to typ wyjątkowo arogancki. W jaki sposób ktoś taki z ludźmi się dogada? Jakie decyzje będzie podejmował, skoro sam wie niewiele? Takie myśli nam z zazdrości do głowy przychodzą, gdy dowiadujemy się o czyimś awansie. Zazdrość w nas się budzi, że pieczątkę będzie miał nową, sekretarka kawę mu będzie podawała i zdecydowanie większą kasę, która tak naprawdę nam się należy, będzie teraz dostawał. Czy potrafimy cieszyć się razem z nowym dyrektorem z jego wyników w pracy? Nie! Gratulacje złożymy, ale dobrze o nim myśleć nie będziemy i na najmniejsze jego potknięcie baczną uwagę mieć będziemy.
Podstawową zazdrością, która w nas gości, jest zazdrość o naszą drugą połówkę. Ktoś spojrzał nie tak jak trzeba, ktoś za rękę wziął, a przecież to my tylko za rękę bliską osobę sercu naszemu brać możemy. Połówka tańczy z kimś – źle, bo tańczyć z nami powinna. Połówka o atrakcyjności innego/innej pana/pani mówi – źle, bo znaczy to że nas już nie kocha, atrakcyjni dla nich już nie jesteśmy zapewne i oczami wyobraźni widzimy zdradę. Teoretycznie każdy mówi, że zazdrosny o partnera/partnerkę nie jest. Z zazdrości innych się zaśmiewa. Praktycznie jednak krew nas zalewa, gdy widzimy że ktoś, kto z nami życie dzieli, dla innych również okazał się atrakcyjny.
Uczucie zazdrości jest w każdym z nas. Nie uważam, aby było to uczucie wstydliwe. Nie wiem, dlaczego tak bardzo wstydzimy się przyznać do zazdrości o rzeczy materialne czy do zazdrości o człowieka, na którym nam mocno zależy. Dopóki zazdrość nie zmienia się obsesję, nie wywołuje w nas uczucia pogardy dla drugiej osoby, to do zazdrości można się przyznać.
Każdy z nas chce, by partner nasz był o nas chociaż trochę zazdrosny, gdyż zazdrość odbieramy jako potwierdzenie miłości. Ważne jednak, by była to zazdrość mądra, bo ta głupia niszczy związek, zniewala i wyzwala agresję.
Fajnie jest słyszeć czasami „zazdroszczę ci, ale fajnie ,że ci się udało” wiedząc, że zazdrość taka spowodowana jest sympatią, przyjaźnią, miłością. Fajnie jest też czasami komuś tak powiedzieć, nie czekając potem na jego potknięcie.

Judyta
„Wyszkowiak” nr 37 z 10 września 2013 r.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl