Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 24 listopada 2017 r., imieniny Flory, Jana

Podział obowiązków

Białe święta minęły, chociaż wiosna podobno niedawno się zjawiła. Zastanawiałam się nawet nad tym, że to trochę dziwnie baranka wielkanocnego pod pachą taszczyć, a nie choinkę. Nie powiem, żebym zła z powodu pogody była, bo dzięki niej większość przedświątecznych porządków została odłożona na potem. Firanki uprałam i przez brudne okno z zadowoleniem wyjrzałam. Przed świętami i tak pracy trochę było i trochę zamieszania. Było też trochę kłótni.
Z dwoma mężczyznami odbyłam poważne rozmowy. Pierwszym było moje dziecko. Nie wiadomo, kiedy wlazł do pokoju i wywody na temat podziału obowiązków mężczyzny i kobiety rozpoczął. Gapię się na niego, słucham i jakoś zaczęłam się denerwować.
Rozmowę chyba sama sprowokowałam. Nakazałam bowiem swojemu synowi pomoc w zwykłych, jakże przyziemnych pracach domowych. Prace wykonał, zadowolony nie był, niezadowolenie swoje na mnie wyładował. Zupełnie inaczej rolę swoją jako mężczyzny w domu sobie wyobrażał. Jak król chciałby leżeć na kanapie, kasę do domu przynosić i na tym obowiązki swoje zakończyć. Królem nie jest, kasę ja zarabiam, więc obowiązki domowe zostały mu przypisane. Pogodzić się dziecko nie może z tym, że pokój ma posprzątać, mieszkanko odkurzyć i ziemniaczki obrać na obiad.
„Musisz mi synu pomagać bo sama nie dam rady wszystkiego zrobić – mówię miło – też bym chciała poleżeć”. „To leż” – odpowiada. Tłumaczę więc, że jak wszyscy będziemy leżeli, to nic nie będzie. Kto obiad zrobi, kto posprząta, upierze, uprasuje i na zakupy do sklepu pojedzie. „Ja zakupy zrobię” – mówi dziecko. „Niech jedzie” – myślę sobie. Dałam mu kluczyki, a dziecko stoi i czeka. „Napisz mi, co kupić” – mówi. „A widzisz synu, sam wymyśl co kupić. Mówiłeś, że zrobisz zakupy”. „No tak, tylko ja nie wiem co chcesz” – burczy. Chciał zrobić zakupy, czyli miał zadecydować co będziemy jedli, w czym prali i czym włoski myli. Dziecko się zdenerwowało i powiedziało, że takie decyzje należą do kobiety i na zakupy nie pojechało. Rozpoczęło za to wywód, że to kobieta sprząta, pierze i gotuje. Kobieta też wychowuje dzieci. Z dawien dawna taki podział obowiązuje i tak powinno być. Facet zarabia kasę, kobieta zajmuje się domem. „No tak – mówię – ale to ja zarabiam kasę i zajmuję się domem. Dwa w jednym jestem?”. Dowiaduję się, że ja mam po prostu inaczej.
A właściwie to inaczej jest już od dawna. Kobiety poszły do pracy i zaczęły wymagać od mężczyzn wykonywania czynności domowych, o których oni nie mają zielonego pojęcia. Facet jest od podejmowania decyzji, a nie od grzebania w garach. Kobieta może co najwyżej domek ustroić, ale w istotnych sprawach słowa mężczyzny są najważniejsze. „Dziecko, to kto ma pomóc kobiecie jak ona z pracy wróci?” – grzecznie pytam. „Wcale nie powinna pracować. Powinna o dom i dzieci dbać. To facet jest od zarabiania. Jestem przekonany, że żadna z was by nie pracowała gdyby nie musiała tego nie robić” – gada synek.
Może trochę racji ma. Być może mogłabym w domu siedzieć i jego przystrajaniem się zajmować. Może to prawda i może powinno się dążyć do tego, by uśmiechnięta żonka czekała z obiadkiem na męża w domu. Życzę synowi zarabiania grubej kasy i uśmiechniętej żony czekającej w domu na niego. Jednocześnie znowu daję mu kluczyki do samochodu i wysyłam do sklepu z listą zakupów.
Kilka dni minęło i tuż przed świętami niemalże identyczną rozmowę odbyłam z Człowiekiem. Zadowolony i odprężony czeka na święta. Kompletnie nie rozumie, że niedobrze mi się robi, gdy myślę o całym tym sprzątaniu i gotowaniu. „Taki mądry jesteś, to powiedz mi kiedy ostatnio sprzątałeś i gotowałeś” – warczę na niego. „Czasami gotuję. Odkurzam, jak się coś wysypie i odkurzyć trzeba” – odpowiada. Potok słów z ust mych się wylał. Jak nakręcona mówię, że odkurza się nie tylko jak się coś wysypie tylko odkurza się zdecydowanie częściej, że ja gotować muszę codziennie i stanie w kuchni przed świętami wcale do miłych nie należy, że oprócz gotowania i sprzątania które nie tylko na odkurzaniu polega to jeszcze piorę, prasuję, chodzę do pracy, na wywiadówki, robię zakupy, oddaję samochód do warsztatu jak się popsuje a z racji wieku psuje się często niestety. Tych „że” było jeszcze kilkanaście. Skończyłam, naburmuszyłam się, siedzę. Ignorant – myślę sobie. Typowy facet, który myśli że wszystko samo się zrobi. „Chciałaś równouprawnienia, to masz” – mówi Człowiek ironicznie. No przepraszam, nikt mnie nie pytał czy chcę równouprawnienia. Urodziłam się to już było. Człowiek zaczyna wywód, jak to dawnymi czasy mężczyzna łowił i przynosił do domu zwierzynę a resztą, czyli domowymi sprawami i dziećmi zajmowała się kobieta. „Czy myślisz, że tylko ty jesteś zmęczony po pracy? Może czasami trzeba pomóc, zwłaszcza tuż przed świętami”. Usłyszałam, że skoro o pomoc nikt nie prosi znaczy że pomagać nie trzeba. Każdy ma jakieś obowiązki, on np. kosi trawę. „Teraz?” – dziwię się z lekka. „No nie teraz, to chyba logiczne” – słyszę odpowiedź. Słyszę również, że od wieków był konkretny podział ról dla kobiety i mężczyzny. Nic od tego czasu w mentalności ludzi się nie zmieniło i zapewne nie prędko zmieni.
Myślę sobie, że na pewno nic nie zmieniło się w mentalności Człowieka. Od dawna bowiem dwoje ludzi pracuje na jeden dom, bo zarobki jednego niewiele mogą zdziałać. Skoro zmieniła się liczba ludzi pracujących na zwierzynę, to może liczba ludzi zajmujących się domem i dziećmi też powinna się zmienić. Jeśli równouprawnienie ma wyglądać tak, że po pracy znowu idę do pracy w domu, to ja tak nie chcę. Wypisuję się z tego.
Zaczynam się cieszyć, że nauczyłam dziecko moje pomagać, pomimo jego oporów w tym zakresie. Dobrze, że w święta mogłam posiedzieć, gdy młodzież męska sprzątała ze stołów po wielkanocnym śniadaniu.
Zaczynam się martwić, że ze swoimi poglądami w kwestii podziału ról w związku do końca życia będą w związku z kotem. Tu podział ról jest konkretny – on się daje głaskać, ja robię resztę: daję mu jeść, sprzątam sierść jego, myję kuwetę, głaszczę go i gadam do niego, gdy nikt inny gadać ze mną nie chce.
Pomyślałam też sobie, że w sumie to nie muszę nikomu więcej swoich poglądów przedstawiać.

Judyta
„Wyszkowiak” nr 14 z 2 kwietnia 2013 r.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl