Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 24 września 2017 r., imieniny Gerarda, Teodora

Strach ma wielkie oczy…

Poczytałam sobie trochę komentarzy, które ukazały się w ostatnim czasie pod niektórymi artykułami w „Wyszkowiaku”. Zaczęłam analizować i koleje przemyślenia mnie naszły.
Boimy się. Wiadomo, że ludzie boją się różnych rzeczy. Czasami to strach irracjonalny.
Boimy się np. horrorów. Dziwny reżyser wymyślił sobie, że chce postraszyć ludzi. Ktoś drugi napisał scenariusz. Nie raz przy tym zapewne wył z radości na samą myśl, że ludzie będą się bać. Następnie aktorzy w bardziej lub mniej przekonywujący sposób polatali po planie z krzykiem z odrąbaną ręką, kłami wampira lub jako wstające z grobów truposze. Ktoś tam połączył poszczególne sceny w całość i wyszło coś, co ludzie oglądają z zamkniętymi oczami, krzyczą z przerażenia lub wychodzą nie mogąc znieść napięcia. Horrorów się boję. Bardziej jednak boję się filmów, gdzie ktoś zachowuje się dziwnie, straszy, miesza, jest kompletnie nieprzewidywalny. Boję się wtedy, że może kogoś takiego spotkam kiedyś w życiu.
Boimy się również pająków. Ponad 50 proc. społeczeństwa ucieka przed małym włochatym ośmionogiem. Znowu krzyczy, tupie, oczy zasłania. U nas pająki są malutkie i zwyczajnie domowe, grube lub szczupłe z nogami długimi. Wystarczy butem zabić lub odkurzaczem odkurzyć i po strachu. Ja boję się nawet umarłego pająka. Są obrzydliwe. Gdy jeszcze żyją, poruszają się szybko, trudno je zabić, bo potrafią wejść w najmniejszy kącik. Dobrze, że brak w naszym kraju pająków gigantów. Być może dlatego właśnie, ze strachu przed nimi, nigdy nie udam się na wyprawę do amazońskiej dżungli. Nie udam się też z powodu braku kasy, ale jednak strach przed pająkami całkowicie mnie paraliżuje.
Boimy się psów. To logiczne. Mają zęby i potrafią ugryźć. Niektórzy boją się kotów. Nie wiem dlaczego, ale się boją.
Boimy się lekarzy. Większość kobiet boi się wizyty u ginekologa. Zapytane dlaczego, nie potrafią logicznie tego wytłumaczyć. Zachowują się tak, jakby one pierwsze i jedyne miały odbyć wizytę na lekarskim samolocie. Zagwarantować mogę, że ginekolog nie gryzie i krzywdy nikomu nie zrobi. Kobiet w samolotowej pozycji widzi mnóstwo i nasz widok specjalnych atrakcji mu nie przysporzy.
Boimy się dentysty. Tu akurat można strach nasz wytłumaczyć bólem, jaki sadysta chce nam wyrządzić. Z uśmiechem na twarzy dotyka w naszych ząbkach nerwów i ciągle zapewnia, że właśnie kończy piekielne borowanie. Dentysty boję się również. Stokrotne dzięki składam temu, kto wymyślił znieczulenie, które pomaga tortury w wytrzymać sterylnym gabinecie.
Boimy się wysokości. Boimy się małych pomieszczeń, które wrażenie sprawiają jakby ściany chciały nas opleść. Boimy się wody, jeśli pływać nie potrafimy. Boimy się jazdy samochodem. Boimy się dzieci, jeśli kompletnie nie potrafimy nad nimi zapanować.
Najbardziej jednak boimy się mówić tego, co nam się nie podoba. Niby mamy do tego konstytucyjne prawo, ale wolimy nie wyrażać głośno swoich opinii. Cudzych opinii też czasami boimy się słuchać, bo może okazać się to niepoprawne polityczne. Boimy się spotykać z tymi, którzy znaleźli się wśród „wyklętych”. Udajemy więc brak czasu, a numer „wyklętego” na wszelki wypadek z listy znajomych kasujemy. W końcu nie wiadomo, kto nasz telefonik zechce obejrzeć.
„Nie boisz się pisać?” – usłyszałam niedawno. Trochę się speszyłam, trochę zatrwożyłam, trochę zdenerwowałam. Mam się bać? Pisząc staram się nie obrażać nikogo, nie pomawiać, nie pisać nieprawdy. Pisząc przedstawiam moje subiektywne odczucia. „Jeśli nie obrażam, nie pomawiam, nie bluzgam, rodzinnych sekretów nie zdradzam, to czego mam się bać” – myślę sobie. Czy mam się bać wyrażania swoich poglądów? Mam się bać pytania o rzeczy, których nie rozumiem? Czy mam się bać powiedzieć – „nie podoba mi się”? Być może powinnam się bać. Być może nawet się boję. Obserwując to, co dzieje się dookoła mnie mogę albo nic nie mówić, albo mogę powiedzieć co myślę. Skoro nie podoba mi się uległość prasy – napisałam o tym. Jeśli zaśnieżone ulice Wyszkowa budziły moje negatywne emocje – podzieliłam się tym z ludźmi, którzy zechcieli to przeczytać. Piszę o pinach i pukach, o ślubach, facetach, o winie, miłości czy przyjaźni. Wyszkowskie dziennikarki nie boją się pisać. Piszą, o czym dusza zapragnie. O czym piszą można sobie poczytać w kolejnych wydaniach lokalnej prasy. Zapewne nie raz nie tylko w kuluarach, ale również na forum publicznym komentują, osądy wydają, koligacje rodzinne rozszyfrowują niekoniecznie mówiąc o nich w piękny sposób. Ciekawe świata zaglądają w każdy kącik naszej duszy i wiedzą, co kto chciał powiedzieć, chociaż wcale tego nie powiedział. Nie wiem, czy ktoś zapytał je kiedyś, czy boją się pisać. Zainteresowania negatywnymi komentarzami na temat ich koleżanki z konkurencyjnej prasy zamieszczanymi na forach nie wykazywały. Nie kasowały niekoniecznie pochwalnych wpisów dotyczących Marka Głowackiego czy naszej władzy. Nikomu nie udzieliły rady, w jaki sposób komentarzyk może zostać usunięty.
Być może dlatego nie rozumiem, dlaczego tyle emocji wzbudziły nagle felietony, pod którymi ludzie opinie swoje zaczęli wyrażać pod ich właśnie adresem. Być może nie o felietony właściwie chodzi, tylko o to, co ludzie mieli do powiedzenia. Okazało się nagle, że panie potrafią oceniać i atakować, ale oceny o sobie usłyszeć nie chcą. Czy ich działaniom towarzyszy strach? Jeśli strach, to przed czym? Przed prawdą, przed utratą swojego pozytywnego wizerunku, czy przed czymś zupełnie innym? Być może obudził się strach przed ludzką ciekawością. Może zauważyły, że ludzie potrafią czytać, myśleć, analizować. Pomimo iż każdy z gości na forum nick jakiś sobie wymyślił, to nie boi się wyrazić swoich poglądów, niekoniecznie dla wszystkich łaskawych czy zrozumiałych, chociaż wg mnie kulturalnych. Czy nadanie sobie nicku spowodowane jest strachem? Tak, tak łatwiej powiedzieć. Od dawna o tym wiemy. Podanie imienia i nazwiska może powodować konsekwencje niekoniecznie przyjemne.
Zupełnie niezrozumiałym jest śledztwo dziennikarek, kim jest Judyta. Dziennikarstwa śledczego w naszym mieście brak, a tu nagle żyłka detektywa w nich się uwydatniła. Szkoda tylko, że w tak błahej sprawie.
Jeśli ktoś podpisuje się „Judyta” to znaczy, że jest Judytą. Należy nie dopytywać i głowy ludziom nie zawracać.
Nasuwa się pytanie: czy dopytywanie, nękanie, dociekanie jest… etyczne Szanowne Panie?

Judyta
„Wyszkowiak” nr 6 z 5 lutego 2013 r.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl