Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 24 listopada 2017 r., imieniny Flory, Jana

Pamiętam stan wojenny

Pamiętam stan wojenny Za chwilę obchodzić będziemy 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. W niedzielę 13 grudnia 1981 r. o godz. 6.00 gen. Wojciech Jaruzelski ogłosił, że na podstawie dekretu Rady Państwa na terenie naszego kraju wprowadzono stan wojenny. Jako nastoletnia dziewczynka nie bardzo wiedziałam, co to znaczy. Razem z rodzicami poszliśmy, jak zwykle, na mszę o godz. 9.00. W kościele ludzie między sobą po cichu mówili „wojna, wojna się zaczęła”. Pamiętam zdenerwowanych rodziców, szybki powrót z kościoła do domu, i że nie można było obejrzeć „Teleranka”. Z naiwnością myślałam wtedy, że po prostu telewizor się popsuł. Pamiętam, jak rodzice czekali na jakąkolwiek informację o tym, co tak naprawdę się dzieje. W radio cisza, w telewizji cisza.
„Obywatelki i obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej! Zwracam się dziś do was jako żołnierz i jako szef rządu polskiego…” – tak swoje przemówienie rozpoczął wówczas Jaruzelski. Z niedowierzaniem słuchaliśmy tego wystąpienia. My dzieci, może trochę nieświadomie, baliśmy się tak samo jak bali się dorośli. Stan wojenny, wojna – jaka to różnica?
Nie wiadomo, kiedy dotarła do nas informacja, że szkoły będą zamknięte. Z jednej strony cieszyliśmy się, że będziemy mieli wolne aż do ferii, śnieg leży na ulicach i będzie można pozjeżdżać na sankach z górki. Z drugiej strony baliśmy się, gdyż w naszym wyobrażeniu wojna to Niemiec z karabinem w ręku.
Do małego Wyszkowa docierały informacje o czołgach na ulicach Warszawy, o zamieszkach w różnych miastach. U nas był spokój. Między godz. 22.00 a 6.00 wprowadzono godzinę policyjną. Tylko specjalne przepustki pozwalały na opuszczanie w tym czasie domów. Przepustki trzeba było mieć także na wyjazdy poza miejskie. W dniu ogłoszenia stanu wojennego przestały działać telefony. Łączność przywrócono po niemal miesiącu, ale w słuchawce słychać było wielokrotnie kultowe dzisiaj zdanie „Rozmowa kontrolowana”.
Wydrukowane w Związku Sowieckim obwieszczenie informowało o wprowadzeniu wielu ograniczeń, m.in. zakazano strajków i zgromadzeń, pochodów czy manifestacji. Milicja i wojsko miały prawo legitymować i przeszukać każdego, o każdej porze dnia i nocy. Korespondencję poddano oficjalnej cenzurze. Większość najważniejszych instytucji i zakładów pracy została zmilitaryzowana, kierowali nimi komisarze wojskowi.
12 grudnia, tuż przed północą, władze komunistyczne rozpoczęły zatrzymywanie działaczy opozycji i „Solidarności”. Kilka dni wystarczyło, aby w 49 ośrodkach umieścić 5 tys. osób. W czasie stanu wojennego internowano łącznie ponad 10 tys. ludzi.
Normalnym widokiem stały się wszechobecne kolejki. Nigdy nie było wiadomo co, gdzie i kiedy będzie można coś kupić. Bez jakiekolwiek znajomości zakupy graniczyły z cudem. Najlepszym zawodem w tym czasie był zawód sklepowej. To ona, jak królowa dzieliła, chowała, dawała to, co akurat do sklepu przywieziono. Właśnie wówczas rozwinął się system kolejkowy. Najpierw należało zapisać się do społecznej kolejki przed sklepem, potem trzeba było meldować się o określonej porze na dyżurach. Pojawiła się wówczas nowa profesja „stacza kolejkowego”. Był to zazwyczaj emeryt lub rencista, który za opłatą czekał przed sklepem na dostawę. Na pewne przywileje mogli również liczyć inwalidzi i kobiety w ciąży lub z dzieckiem na ręku. Nie byli oni jednak mile widziani wśród kolejkowiczów.
Wielką radość sprawiał kawał mięsa przemycony ukradkiem ze wsi. Z utęsknieniem czekaliśmy na informacje, kiedy do portu przypłynie statek z pomarańczami i czy do centralnej Polski zdołają je przywieźć na święta. Nielegalny ubój kwitł tak samo bujnie jak bimbrownictwo.
W 1982 r. mogliśmy kupować (jeśli było co) za okazaniem kartek. Kartki były na wszystko: na mięso, masło, słodycze, cukier, proszek do prania, buty. Wyprawkę dla dzieci, czyli tetrowe pieluszki i śpioszki, sprzedawano za okazaniem kart ciążowych. Reglamentacja objęła także wódkę i papierosy. Handel wymienny kwitł. Palacze kartki na czekoladę chętnie oddawali w zamian za kartki na papierosy, za kartki na wódkę można było dostać kawę.
Wartościowe były również kartki na benzynę. Miesięczny przydział na malucha wynosił 30 litrów. Nikt jednak nie mógł aż tyle na raz wlać do autka. Jednorazowo można było zakupić 10 litrów, jeśli paliwo na stacji benzynowej w ogóle się pojawiło. Pamiętam kilometrowe kolejki do jedynej chyba wówczas w mieście stacji paliw przy obecnym Motelu „Bias”.
Brak słodyczy w sklepach powodował, że sami robiliśmy czekoladę i smażyliśmy „krówki” na patelni. Z zachwytem jedliśmy wyroby czekoladopodobne, na które dzisiaj nikt nie chciałby spojrzeć.
Życie towarzyskie kwitło, jednak dorośli niejednokrotnie musieli uważać na to, co mówią. Ufać można było nielicznym. Powszechne stało się donosicielstwo. Nigdy nie było wiadomo, kto uprzejmy liścik z opisem rozmów będzie dostarczał do władzy. Rozmowy polityczne prowadzono w kręgu osób najbardziej zaufanych, a i tu niejednokrotnie przyjaciel okazywał się zwykłym szpiclem.
Mam czasami wrażenie, że także dzisiaj należy uważać, co przy kim można mówić. Strach przed utratą pracy, chęć „wykazania się”, zwykłe lizusostwo powoduje nawrót niechlubnego zwyczaju mówienia „uprzejmie donoszę, że…” – jeszcze nie tak dawno krytykowanego, dzisiaj jakby chętnie przyjmowanego nie tylko przez pracodawców.
31 grudnia 1982 r. stan wojenny został zawieszony, 22 lipca 1983 r. odwołany. Do 1989 r. zachowano jednak część represyjnego ustawodawstwa. W lutym 1992 r. Sejm uznał wprowadzenie stanu wojennego za nielegalne.
Opowieści o stanie wojennym dla moich dzieci są abstrakcją. Nie rozumieją, jak mogło czegoś nie być, jak można było godzinami stać w kolejkach. Z niedowierzaniem słuchają, gdy mówię o sklepach, w których były tylko „gołe” półki.
Dyskusji politycznej dotyczącej słuszności lub jej braku wprowadzenia stanu wojennego na łamach prasy nie będę prowadziła. Wydarzenia z 1981 r. opisane dzisiaj w szkolnych podręcznikach pamiętam. Z biegiem lat zrozumiałam, że na moich oczach zapisywała się ważna karta w historii Polski.
Zauważyłam, że nie lubimy pamiętać. Czujemy przesyt opowieści kombatantów o II wojnie światowej, kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego wywołuje grymas na niejednej twarzy.

Judyta
„Wyszkowiak” nr 50 z 11 grudnia 2012 r.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl