Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 24 września 2017 r., imieniny Gerarda, Teodora

Praca, praca, praca…

Ciągle mówimy o pracy. O jej braku i o tym, w jaki sposób jej szukamy. O pracy, którą mamy i której nie lubimy lub o takiej, którą lubimy i w niej się realizujemy.
Jeśli szukamy pracy, rodzi się olbrzymi problem. Statystyki dotyczące bezrobocia są bezlitosne. Bezlitosne są również wymagania, którym musimy sprostać. Pracodawcy pragną bowiem zatrudniać wyłącznie ludzi młodych (takich do 30-tki), z doświadczeniem, biegle władających wachlarzem języków obcych. Nie wiem, jakie doświadczenie może mieć człowiek tak młody, ale o doświadczeniu zawodowym mowy być tu nie może, gdyż zanim skończy on dwa fakultety, to do trzydziestki pracuje w firmie jakiejś jedynie na stanowisku gońca czy stażystki, a nie pracownika, który potrafi wykonywać prace bez nadzoru. Człowiek starszy (czyli ten po 30-tce) doświadczenie ma, tylko niekoniecznie może się pochwalić kilkoma fakultetami.
Znajomość języków obcych niezbędna jest absolutnie wszędzie. Nieważne, czy sprzedawcą/kasjerem będziesz w jakimś hipermarkecie, pracownikiem biurowym, pielęgniarką, sprzątaczką czy opiekunką do dziecka. Biegła znajomość j. angielskiego, niemieckiego czy hiszpańskiego w mowie i piśmie to kryterium absolutnie konieczne. Nie znasz – nie składasz. Nie ma znaczenia, że do urzędu żaden obcokrajowiec nie zajrzał wieki całe. Zajrzeć wszak może i na to absolutnie przygotowani być musimy.
Dyspozycyjność. Tu problem mam malutki, bo zdaje mi się, że dyspozycyjna jestem ze swoim wiekiem 40+. Dzieci mam samodzielne, nawet gdy są chore, nie potrzebują ciągłej opieki, leki same sobie wezmą i w łóżku grzecznie poleżą. Urodzenia nowego potomstwa nie planuję, gdyż aż tak nowoczesną kobietą nie jestem i marzy mi się obecnie raczej lenistwo błogie, a nie bieganie za raczkującym po domu bobasem. Kobiety 20+ są w tak zwanym „wieku rozrodczym”. Nigdy nie wiadomo, kiedy nowy, mały człowiek może w ich życiu się pojawić. Jeśli się pojawia, to zaczynają się zwolnienia, szczepienia, krótsza praca o godzinę, bo przecież każda młoda mama do ukończenia 4-roku życia swojej pociechy staje się nagle matką karmiącą. Na delegację takiej się nie wyśle, bo tu też ograniczenia zgodnie z kodeksem pracy jakieś obowiązują. Faceci dyspozycyjni są zawsze. Chętnie zostają po godzinach i w delegacje niekoniecznie jednodniowe się udają. Sekretarką jednak facet nie będzie, bo noszenie kawy na tacach nie bardzo go interesuje, a i szef woli mieć raczej pod ręką długonogą piękność, niż przystojnego młodziana.
Również wygląd zewnętrzny jest nie bez znaczenia, chociaż teoretycznie nic do rzeczy mieć nie powinien. Asystent/asystentka dyrektora pilnie poszukiwany/poszukiwana. Mężczyzna składający aplikację na tego typu ogłoszenie powinien mieć świadomość, że pracodawcy chodzi raczej o blond piękność z biustem „C” i błękitnymi oczami. Asystenta z biustem „C” nikt raczej zatrudnić nie zechce.
Jeśli jednak spełniamy wymagania podane w ogłoszeniu, cieszyć się nie należy. Przez sito konkursów i naborów przejść nam jeszcze przyjdzie. Bez nazwiska odpowiedniego, cioci lub wujka na wysokim stanowisku, czy innego typu znajomości szansy wielkiej mieć nie będziemy. Od dawna bowiem wiadomo, że zatrudnienie można znaleźć, jeśli wie się do jakich drzwi należy zapukać.
Znalezienie pracy wcale jednak nie rozwiązuje naszych problemów. Każdy bowiem wie, że za leżenie nikt nam płacił nie będzie. Nieważne jak bardzo się starasz człowieku, zawsze jest źle. Za krótko, za mało, za opieszale, za szybko, bez inicjatywy, z inicjatywą zbyt dużą. Starasz się – podejrzenia padać zaczynają, że na pewno na stanowisko szefa swego zaczynasz czyhać. Robisz swoje bez większego zaangażowania – leniem zaczynają cię określać. Pomimo kwalifikacji, wiedzy, którą pochwalić się możemy i umiejętności, okazuje się, że i tak nic nie potrafimy.
Słyszymy ciągle, jak bardzo powinniśmy za pracę dziękować pracodawcy. „Takiego kwiatu to pół światu” brzęczą nam w uszach słowa szefa naszego, gdy nieopatrznie zaczynamy się upominać o podwyżkę. Nie ważne że potrafimy, że się staramy i że można nam kolejny projekt do realizacji powierzyć bez ciągłej kontroli wykonywanej pracy. Nie mają znaczenia nasze doświadczenie, poświęcenie i nasza lojalność wobec pracodawcy. Dziękować należy ciągle i liczyć można jedynie na to, że jakieś młodsze „kwiatu” nie wskoczy na nasze miejsce.
W związku z tym, że zatrudnienie zależne jest, niestety, często od humoru pracodawcy, wydatki kalkulować musimy z tygodniowym wyprzedzeniem co najwyżej. Po pierwsze dlatego, że i tak na więcej nie mamy. Po drugie, że nie wiadomo kiedy będziemy zwolnieni, więc kredyt zaciągnięty za zakup pralki, lodówki czy zmywarki może okazać się gwoździem do naszej „finansowej trumny”. Gwarancji przecież nie mamy żadnej, że jutro w pracy nie zastąpi nas Ania, Hania czy Antek, a nam przyjdzie z pudełkiem pod pachą udać się do domu.
Trafiamy jednak czasami na wymarzoną pracę. Uwielbiamy to, co robimy. Spełniamy się tam zawodowo, finansowo i towarzysko. Z dumą opowiadamy znajomym o kolejnych osiągnięciach zawodowych, awansach i zdajemy się nie zauważać zawistnego spojrzenia znajomych, którzy entuzjazmu naszego wcale nie podzielają. Dobrze więc nie być zbyt wylewnym i z typowym dla Polaków pesymizmem na pytanie „Co słychać” odpowiadać „Stara bida”. W przeciwnym wypadku grono naszych znajomych mogłoby się znacznie skurczyć z powodu zazdrości, jaka niechybnie by zagościła w ich sercu. Co prawda cieszymy się podobno, gdy innym jest dobrze. Wolimy jednak zdecydowanie, gdy głośno o tym się nie mówi.
Zasuwamy więc na etacie, dorabiamy zleceniami, zatrudnieni „na czarno” malujemy, tapetujemy i tynkujemy. Dyplom magistra w kieszeni zdaje się nam wtedy uwierać i ze spokojem wkładamy go do szuflady, wiedząc że w zarabianiu konkretnych pieniędzy nie pomoże on nam za bardzo.
Nie mamy czasu dla znajomych. Nie mamy chęci spotkać się z nimi. Wolne chwile spędzamy leżąc na kanapie, kosząc przydomowy trawnik lub zastanawiając się, kiedy nasze dzieci zdążyły tak bardzo urosnąć i czy panna chadzająca w koszuli nocnej po domu jest na pewno tą samą nie tak dawno małą jeszcze córeczką.
Dzisiaj praca zdominowała życie, choć wcale tego nie chcieliśmy.

Judyta
„Wyszkowiak” nr 40 z 2 października 2012 r.

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl