Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 24 listopada 2017 r., imieniny Flory, Jana

Niezłomni powracają

Coraz częściej żołnierzy antykomunistycznego podziemia po 1944 roku określa się mianem „żołnierzy niezłomnych”. Zmiana zachodzi dosłownie na naszych oczach. Jeszcze niedawno nikt tak ich nie określał.
Nawet święto upamiętniające naszych, do niedawna mało znanych bohaterów, określono cztery lata temu Narodowym Dniem Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Skąd to się bierze? Zmiana ta to właściwie oskarżenie III RP. Młodzi działacze Ligi Republikańskiej na początku lat 90. ubiegłego stulecia uznając, że żyjemy w niepodległej Polsce, postanowili zorganizować wystawę o naszych bohaterach walczących po 1944 roku z sowieckim okupantem. Okazało się, że „polskie” władze nie są tym w ogóle zainteresowane. Mają znacznie ważniejsze sprawy na głowie, a w ogóle po co w ten temat w ogóle wchodzić? To kontrowersyjne sprawy. Zorganizowana została jednak przez tych młodych ludzi wywodzących się ze środowisk studenckich i młodzieżowych Warszawy własnym sumptem wystawa zatytułowana właśnie „Żołnierze wyklęci” (w takim sensie, że odrzuceni, niechciani w trzeciej, rzekomo niepodległej RP). Wystawa zaczęła objeżdżać całą Polskę i określenie, które zostało również później użyte w licznych publikacjach, przyjęło się. Dziś prawda o tych żołnierzach zaczyna przebijać się przez gruby kożuch komunistycznego kłamstwa, według którego mieli zostać na zawsze bandytami. Powstało bowiem w ciągu ostatnich lat mnóstwo rzetelnych publikacji i filmów dokumentalnych o tamtych czasach i ludziach. I okazało się, że polscy patrioci musieli po 1944 roku albo zaakceptować sowiecką okupację, związaną z potwornym terrorem w stosunku do każdego myślącego po polsku, albo podjąć nierówną walkę. Zdecydowali się na walkę. Dużo wody musiało w Wiśle (a także w Bugu) upłynąć, żeby polscy bohaterowie przestali być wyklęci w pookrągłostołowej Polsce. I w niewielkim stopniu jest to zasługą III RP. Rządzące bowiem nami w przeważającym czasie po 1989 roku lewacko-liberalne, postkomunistyczno-michnikowskie pseudoelity nie były w najmniejszym stopniu zainteresowane odkrywaniem prawdy o tamtych wydarzeniach. Raczej powielały ubecko-stalinowskie kłamstwa. Jednak przeróżne oddolne inicjatywy, konsekwentna praca historyków, ludzi filmu doprowadziła po prawie ćwierćwieczu do przełomu w świadomości Polaków. Bohaterstwo żołnierzy niezłomnych wychodzi z cienia. Przestają być już „wyklęci”.
Drugą, bardzo ważną sprawą są groby. Ci nasi chłopcy i dziewczęta, którzy podjęli nierówną walkę z sowieckim okupantem i zginęli przeważnie nie mają swoich grobów. Na 51 osób upamiętnionych na naszym wyszkowskim pomniku nad Bugiem jedynie kilka ma znane miejsce wiecznego spoczynku. Komunistyczni zbrodniarze wrzucali ich do bezimiennych dołów i zasypywali piachem. I tu jednak nastąpił niezwykły przełom. Z jednej strony odkrycia naukowe w zakresie badań DNA, z drugiej strony docieranie dzięki świadkom i analizie dokumentów do zbiorowych mogił zamordowanych żołnierzy doprowadza do identyfikacji kolejnych bohaterów i przekazania ich szczątków rodzinom. Proszę się zastanowić!!! Po sześćdziesięciu latach niektóre rodziny odzyskują swoich bliskich, których komuna chciała splugawić i zatrzeć pamięć o nich na zawsze. I to się udaje!!! Wracają do nas w pewnym sensie nasi chłopcy i dziewczęta, nasi niezłomni bohaterowie, choć większość rodzin nadal czeka, nadal nie może pomodlić się za duszę zmarłego przy jego grobie, ponieważ go nie ma.
Szczególnie znienawidzonym żołnierzem niezłomnym Ziemi Wyszkowskiej był Jan Kmiołek ps. „Wir”, „Fala”, „Mazurek”, dowódca oddziału partyzanckiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Chłopak z Rząśnika. Samorodny talent dowódczy. Człowiek o wielkim autorytecie wśród swoich podwładnych, bardzo wymagający dla siebie i innych. W publikacji „Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944-1956. Powiat Pułtusk.” znajdziemy jego zdjęcia, opis historii oddziału oraz „Dziennik oddziału – 1 maja 1949 – 1 marca 1951.”. Stał się symbolem oporu przeciwko komunistycznej władzy, ponieważ był dowódcą oddziału zbrojnego aż do 1951 roku. Oddziału partyzanckiego, który podtrzymywał narodowego ducha, karał kolaborantów, podejmował skuteczne akcje zbrojne, wymykał się obławom. I choć liczył on maks. ok. 20 żołnierzy pod bronią to jednak Jan Kmiołek zorganizował i podporządkował sobie z pewnością kilkaset osób. Bez tych kilkuset osób, które tworzyły siatkę terenową, organizowały wywiad, lokale, leśne bunkry, magazyny broni Jan Kmiołek ze swoimi żołnierzami nie mógłby funkcjonować jeszcze sześć lat po skończeniu wojny. Ostatecznie ten bohaterski opór został złamany. Zbyt duża była dysproporcja sił. Jednak teraz po latach niezłomni wracają. Odkrywana jest prawda o ich walce, społeczeństwo poznaje ich nazwiska i prawdziwe intencje, rodziny odzyskują szacunek i niejednokrotnie znajdują groby. To proces nie do zatrzymania pomimo ciągłego oporu i manipulacji przefarbowanej na socjaldemokrację komuny i michnikowszczyzny, a ostatnio również palikociarni.

Marek Głowacki
„Wyszkowiak” nr 9 z 4 marca 2014 r.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl