Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 20 września 2019 r., imieniny Eustachego, Filipiny

Być sobą

(Zam: 15.04.2015 r., godz. 16.56)

Wydawać by się mogło, że każdy powinien przynajmniej się starać, by swoje życie dobrze przeżyć. Wypełnić je treścią, nadać mu sens. Zwłaszcza, że ma tylko jedno życie – drugiego, nowego nie dostanie. I z każdym dniem, każdą chwilą, to życie się skraca, biegnie ku nieodwracalnemu końcowi. Tymczasem w rzeczywistości nie jest to prawdą. Mówi się trudno i ciężko to zrozumieć, ale trzeba przyjąć, że nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę.

Co nas blokuje, ogranicza, powstrzymuje? Może przywiązujemy zbyt dużą wagę do tego, co powiedzą inni, jak to skomentują, ocenią?

Czegokolwiek byśmy nie zrobili, zawsze znajdzie się ktoś, komu się to nie spodoba. Co robimy, jak robimy, jak wyglądamy, kim jesteśmy. I nie ma w tym nic dziwnego, złego, przygnębiającego. Nie można się tym przejmować. Najważniejsze, że to, co i jak robimy, jest zgodne z naszym sumieniem, wierzymy w słuszność i zasadność naszego działania. A jeszcze, gdy do tego jest blisko nas ktoś, kto nas ciepłym słowem pokrzepi, upewni, że to dobre, wartościowe – niczego więcej nie potrzeba.
Bardzo trafnie ujął to w jednej ze swoich opowieści Hodża Nasreddin, legendarny mędrzec i filozof Bliskiego Wschodu. Opowieść tę usłyszałem podczas jednego ze zjazdów Wyszkowskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Oto ona.
Pewien młody mężczyzna przyszedł kiedyś do swojego ojca, żeby mu się zwierzyć z frasunku. – Ojcze – rzekł. – Zobacz, na nosie wyskoczył mi pryszcz. Od dziś przez kilka dni nie będę mógł wychodzić z domu. Co ludzie powiedzą, gdy mnie zobaczą?
Ojciec tak mu odpowiedział:
– Synu, nie przejmuj się tym, co ludzie powiedzą. Wiem, że moje słowa mogą cię nie przekonać, dlatego proponuję, byś sam się o tym przekonał. Wyprowadź osła ze stajni. Pójdziemy na targ.
Jak ojciec powiedział, tak zrobili. Ojciec siadł na osła, a syn wziął w ręce wodze i ruszyli na targ. Gdy wchodzili na targowisko, ludzie widząc ich zaczęli się łapać za głowy i lamentować: „O ludzie, o obyczaje! Do czego to podobne? Stary rozsiadł się na ośle, a biedny młodzieniec ciągnie go za sobą!”.
Następnego dnia ojciec zaproponował synowi, by znów wybrali się na targ, tylko tym razem on miał iść pieszo, a syn dosiąść osła. Syn się zgodził i zrobili, jak ojciec powiedział. Także i tym razem, gdy wchodzili na targ, ludzie zaczęli lamentować: „O ludzie, o obyczaje! Do czego to podobne? Biedny starzec ledwo nogami powłóczy, a jeszcze do tego musi ciągnąć za sobą osła, na którym rozsiadł się młokos!”.
Trzeciego dnia wybrali się na targ obaj dosiadając osła. Na ich widok ludzie złapali się za głowy i biadolili: „O ludzie, o obyczaje! Nie mają litości dla zwierzęcia. Rozsiedli się na biednym ośle, a ten aż przysiadł od ich ciężaru i omal ducha nie wyzionie!”.
Za czwartym razem postanowili iść pieszo ciągnąc osła za sobą. I tym razem ludzie na ich widok zaczęli wykrzykiwać: „O ludzie, o obyczaje! Co za głupcy? Sami idą pieszo, a osła wloką za sobą bezużytecznie!”.
Gdy piątym razem wybierali się na targ, obaj wzięli osła na ręce. Ludzie widząc ich stukali się wymownie w głowy i głośno komentowali: „O ludzie, o obyczaje! Zupełnie postradali zmysły! Kto to widział, by osła nieść na rękach?”.
Wrócili do domu, a ojciec tak rzekł do syna:
– Widziałeś? Za każdym razem szliśmy inaczej, a ludzie zawsze załamywali ręce i biadolili. Dlatego chodź sobie z tym swoim pryszczem po całym świecie, bądź sobą, rób, co zamierzasz, a ludzkim gadaniem się nie przejmuj. Bo czego byś nie zrobił, ludzie i tak będą gadać.

***

Za głoszone poglądy, konsekwencję w dążeniu do celu, trzeba czasem zapłacić wysoką cenę. Na przykład utratą pracy. Ale czy warto przez całe życie robić coś wbrew sobie – np. trzymać się pracy za cenę ślepego posłuszeństwa, wiernopoddaństwa? Z niewolnika nie ma pracownika. Są ludzie, których nie można do niczego zmusić, tylko przekonać – siłą perswazji i argumentów. Tego też oczekują od współpracowników i pracowników. Kreatywności, pomysłowości, wykazywania inicjatywy. I za takim warto się rozejrzeć, z takimi pracować, takimi stawać!
Ostatnio zacząłem regularnie pisać felietony. Swoim pisaniem nie chcę nikogo do niczego zmuszać, oceniać, krzywdzić. Jeśli kogoś moje pisanie nie interesuje, może po prosto nie czytać. Piszę, bo wiem, że dla niemałej grupy ludzi jest to interesujące, ciekawe, inspirujące albo po prostu podobnie czują, myślą. Dzielę się swoimi własnymi spostrzeżeniami, uwagami. Mam po temu predyspozycje, umiejętności, a także niemały bagaż doświadczeń zawodowych i życiowych, związany nie tylko z Wyszkowem, w tym pracą w jednym miejscu przez dziesiątki lat (gratuluję, jeśli komuś się to udaje – ale obecnie jest to dla większości niemal nieosiągalne, swoją drogą wcale nie musi być lepsze, bardziej wartościowe, udane od pracy w różnych miejscach, w różnych organizacjach).
By cokolwiek zmienić, poprawić, nie wystarczy usiąść przed komputerem i pisać anonimowe komentarze. To jest bardzo łatwe, proste, a może dla niektórych nawet bardzo przyjemne, ale w ten sposób niczego się nie osiągnie. Gdyby złośliwe komentarze miały jakąkolwiek moc sprawczą, piastujący urząd burmistrza już czwartą kadencję dawno by tego nie robił, a Wyszków nie szczycił się posiadaniem najtańszej administracji w Polsce, tylko np. najdynamiczniej rozwijającą się gospodarką, największą liczbą i skalą inwestycji przemysłowych lub najlepszym wykorzystywaniem energii odnawialnej.
Jeśli mi na czymś zależy, jestem przekonany o słuszności obranej drogi, a osiągnięcie celu w pojedynkę nie jest możliwe, muszę do tego przekonać innych. Staram się realnie ocenić siły i możliwości. I przystępuję do działania. Internet może być jednym z narzędzi wiodących do tego celu, ale nie wyłącznym środkiem. By go wykorzystać, trzeba mieć coś do zaproponowania, nadać temu przystępną i ciekawą formę, najpierw by zainteresować, a z czasem przekonać do siebie, swoich pomysłów, innych. Ale przekonać do czegoś drugiego człowieka, nawet jeśli jest to słuszne, uczciwe, sprawiedliwe i przyniesie wszystkim korzyści, nie jest łatwe.
Marek Hłasko, jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku, w swojej pierwszej ukończonej powieści pt. „Następny do raju” – powieści o ludziach pozbawionych nadziei, kierowcach ciężarówek pracujących w górach – zapisał ponadczasową i uniwersalną myśl. Opisywał wysiłki człowieka, który podjął się zadania zatrzymania za wszelką cenę przy zwózce drewna kierowców, którym na tym nie zależało – czekali na nowe wozy, a gdy ich nie dostali, marzyli o tym, by jak najszybciej zbiec z bazy i zaprzestać wykonywania niebezpiecznej, katorżniczej pracy. Człowiek, który chciał ich zatrzymać, wiedział, że ma na to niewiele czasu. Nie chciał tego robić siłą. Chciał ich przekonać.Ale zabierając się do tego, zdał sobie sprawę, jak to jest trudne. „Cóż można zrobić przez kilkanaście godzin? Zakochać się, upić, zabić. Ale przekonać drugiego człowieka? Na to może zabraknąć nawet całego życia…”.
Oczywiście, można nie podejmować żadnych wysiłków, by cokolwiek zmienić na lepsze. Żyć i pracować w takich warunkach, jakie mi zgotują inni – niekoniecznie mądrzejsi, ale bardziej wpływowi, operatywni. Ale czy nie płacimy za to zbyt wysokiej ceny – oddając siebie i podporządkowując swoje życie osobom, które nas wykorzystują, wykorzystują swoją pozycję, stanowisko, wpływy niekoniecznie dla naszego dobra? Powtórzmy sobie raz jeszcze: życie jest tylko jedno, drugiego nie będzie!
Artur Laskowski

***

Lustro – cykl felietonów autorstwa Artura Laskowskiego, polityka społecznego, społecznika, dziennikarza na stałe współpracującego z „Wyszkowiakiem”. Pisze artykuły do „lustra”, by się w nim przejrzeć, popatrzeć na siebie, na swoje wybory. Pomyśleć choć przez chwilę, co robi, dokąd zmierza. Trochę w nawiązaniu do piosenki legendarnej „Republiki” pt. „Tak… tak, to ja” i słów „w końcu ci (sobie) powiem, to co myślę, tak prosto w twarz”. Zachęca do aktywności społecznej, obywatelskiej, podaje przykłady postaw i działań, które mogą zainspirować, natchnąć do działania, zwraca uwagę na sprawy społeczne pomijane lub niezauważane na co dzień.
Osoby, które chcą przekazać uwagi autorowi, proszone są o ich przesłanie mailem do redakcji „Wyszkowiaka”, z podaniem swojego imienia, nazwiska i danych kontaktowych.

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl