Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 23 listopada 2019 r., imieniny Adeli, Klemensa

Paparazzi i fotoreporter to dwa różne zawody

(Zam: 11.06.2014 r., godz. 17.06)

– Poruszające, piękne i ciekawe zdjęcia rodzą się w naszej głowie. Nie w obiektywie aparatu fotograficznego. Fotografia to projekcja emocji, uczuć, życiowych doświadczeń i osobistej wrażliwość – mówi Dominik Skurzak, którego wystawę fotografii do 15 czerwca można oglądać w Wyszkowskim Ośrodku Kultury „Hutnik”.

Foto
Dominik Skurzak
„Wyszkowiak”: -W jakiej mierze przypadek, szczęście ma znaczenie dla zrobienia dobrego zdjęcia, uchwycenia wyjątkowej, ciekawej sytuacji?
Dominik Skurzak: – Nie mówimy tu o warsztacie, bo on jest takim zawodowym prawem jazdy, w tym przypadku mówimy o sztuce jazdy. Trzeba wziąć pod uwagę dwie kwestie. Pierwsza to możliwość bycia w ciekawym miejscu. Wszystkie są ciekawe, ale dla nas przede wszystkim są takimi te, z którymi nie mamy do czynienia na co dzień. Należy być jak najdalej od miejsca zamieszkania, jeśli chcemy jak najwięcej wypatrzeć. Znany fotografik, jeden z najsłynniejszych na świecie fotoreporterów, Steve McCurry, znany z opublikowanego w National Geographic zdjęcia Afganki w 1984 r., pisze we wstępie na swoim blogu, że wszyscy pytają go jak zacząć drogę fotografii, jaki sprzęt mają kupić, jak mają fotografować. On odpowiada wtedy – „nie ma kompletnie żadnego znaczenia, co kupisz. Nie ma też znaczenia jak zaczniesz. Najważniejsze jest to, żebyś się spakował i wyjechał, by zobaczyć coś, co cię poruszy.” To święte słowa. Daleko od miejsca zamieszkania, dobrze znanej kultury widzimy rzeczy, które są dla nas wyraźne, bo zupełnie inne. Druga rzecz to dać sobie czas, by wrażliwość zaczęła działać. Nie spieszyć się, nie próbować na siłę łapać momentów. Tu nie chodzi o szczęście, choć ono czasem też ma znaczenie. Po prostu musimy znaleźć się w odpowiednim miejscu i zrobić zdjęcie. Chodzi o sprawność i warsztat, ale przede wszystkim należy zawsze pamiętać, że poruszające, piękne i ciekawe zdjęcia rodzą się w naszej głowie. Nie w obiektywie aparatu fotograficznego. Fotografia to projekcja emocji, uczuć, życiowych doświadczeń i osobistej wrażliwości. Należy przeniknąć obcą kulturę, spotkać jak najwięcej ludzi i nie traktować ich instrumentalnie jak chodzące obiekty. Trzeba ich oswajać, czasem można to zrobić w kilka sekund. Oni muszą poczuć, że zdjęć nie robi się po to, żeby mieć zdobycz, ale po to, że się ich odczuwa i szanuje. Jeśli tak jest naprawdę, oni wyczują to natychmiast.

Trzeba po prostu lubić ludzi, którym poświęca się zdjęcia.
– Na pewno tak. Trzeba ich lubić, szanować przede wszystkim. Czasem szczerze im współczuć. To się dzieje na poziomie podświadomości. Nawet leżącego, umierającego w Indiach bezdomnego po pierwsze, traktować jak człowieka. Jeśli ma się duży szacunek do napotkanych na fotograficznej drodze ludzi, wtedy można fotografować wszystkich. Wtedy nie ma dylematu etycznego, czy wolno. A misja zawodowa jest taka, żeby zdjęcie zrobić. Co potem stanie się z fotografią to już zupełnie inna sprawa. My, fotoreporterzy mamy na to wpływ. Większość z nas nie sprzedaje zdjęć jeśli wiemy, że na pewno zostaną wykorzystane w złym celu. To nas odróżnia od stereotypu paparazzi. Paparazzi i fotoreporter to dwa różne zawody, niestety tak często w Polsce ze sobą mylone.

Zawsze fotografując jest Pan w roli obserwatora? Czy w skrajnych sytuacjach, zagrożenia życia innych, wychodzi Pan jednak z tej roli?
– Jest możliwość zrobienia jednego i drugiego. Powołując się na przykład bezdomnego w Indiach – ten człowiek ma niewiele życia przed sobą, ale też nie ma pretensji, że jest fotografowany, on to widzi, wie. W naszej kulturze, w takiej sytuacji od razu narzuca się stereotyp, że fotograf jest hieną. Tam perspektywa jest inna. Jeśli natomiast ktoś mówi „nie”, to zdjęcia nie robię, ale dopóki nie ma sprzeciwu, moim obowiązkiem jest fotografować.

Pana zawód stał się bardzo egalitarny – dostęp do aparatów jest właściwie powszechny, każdy dziś może fotografować, publikować zdjęcia w Internecie. Jak się Pan ustosunkowuje do tego zjawiska?
– Myślę, że od początku powstania fotografii do czasu obecnej rewolucji cyfrowej zrobiono mniej zdjęć niż przez ostatnie dziesięć lat. Ta ostatnia fotograficzna rewolucja, tak jak przed prawie wiekiem rewolucja dotycząca wówczas formatu materiałów światłoczułych, a przez to popularyzacji fotografii amatorskiej, w analogiczny sposób zatrzęsła światem obrazu. Znów zmieniła rynek. Pomogła począć setki milionów „fotografów” i podniosła poziom fotografii masowej na niespotykany dotąd w historii naszej cywilizacji poziom. Ja się na to nie gniewam. Dzięki temu ludzie są bardziej wyrobieni jako odbiorcy. Są w stanie bardziej docenić poziom zawodowy, wiedzą, jak trudno stworzyć dobry obraz, lepiej czytają fotografię, bo sami, i to prawie wszyscy biorą w tym udział. Wymagania są wyśrubowane. Jeśli mówimy o stronie technicznej fotografii reporterskiej, to większość profesjonalnych zdjęć, zrobionych 15 lat temu nie wzbudzi w dzisiejszych czasach wielkiego zachwytu wśród zawodowców. Oni też musieli zebrać się w sobie i podwyższyć swoje umiejętności. Jednak linia podziału pomiędzy fotografią zawodową a amatorską nadal jest dosyć wyraźna. Od nas, zawodowców zawsze będzie wymagać się więcej. W profesjonalnych obrazach fotograficznych, treść, czyli informacja, stanowi jedynie mocny fundament do wyeksponowania czegoś, co jest główną siłą profesjonalnej fotografii – do pokazania własnej, dobitnej i zdecydowanej wizji rzeczywistości. To zasadnicza różnica.

Zajmując się fotografowaniem inaczej patrzy Pan na świat niż inni, którzy nie parają się tym zawodem? Idąc ulicami myśli Pan „to by było fajne zdjęcie”?
- Tak. Jeśli jest szczególne światło, coś ciekawego się dzieje i nie mam aparatu, to czuję frustrację, wtedy mi szkoda, że nie mam go ze sobą. Po wielu latach człowiek zaczyna mieć nawyk patrzenia, obserwowania.

Dużo ma Pan takich straconych zdjęć, tych które nigdy nie zaistniały?
– Niewiele, ale jest dużo takich sytuacji, przy których byłem obecny, miałem aparat, ale nie mogłem ich sfotografować. Są kraje, gdzie nie zawsze można sobie pozwolić na swobodę. Na przykład państwa silnie islamskie są pod tym względem wyjątkowo niekorzystnym miejscem – tam kobiety to fotograficzny obiekt zakazany, a i mężczyźni nie zawsze sobie życzą, by znaleźli się na zdjęciach. W takich miejscach można mówić właściwie o „wyrywaniu klatek”. Inaczej jest w Azji. Pod tym względem kraje azjatyckie to dla fotoreportera raj na ziemi.

Ryzykuje Pan?
– Jest takie ważne powiedzenie wśród fotoreporterów – „Jeśli twoje zdjęcie nie jest dość udane to znaczy, że nie byłeś wystarczająco blisko”. Zawsze się ryzykuje, jeśli idzie się za sytuacją, wchodzi do końca w akcję, by być dwa metry od zdarzenia. Na tym polega ten zawód. W moim przypadku nie jest to jednak ryzyko na granicy rozsądku. Nigdy nie jest tak, że się od razu odpuszcza, najpierw zawsze się próbuje. Trzeba mieć intuicję. Przez pierwsze godziny w nowej sytuacji kulturowej trzeba sprawdzać na własnej skórze co wolno. W krajach islamskich ludzie są bardzo wyczuleni – byłem w Istambule, dzieci można bez większych problemów fotografować, ale tam nawet bardzo długi obiektyw nie pozwala na swobodne fotografowanie dorosłych, bo dorośli nawet z daleka widzą, że ktoś robi im zdjęcie. Wtedy to przestaje mieć sens, bo robi się z tego polowanie, a nie o to chodzi w fotografii.

Dla jakiego tytułu Pan teraz pracuje?
- W tej chwili przygotowuję publikację książkową dla National Geographic. Jest już większa cześć materiałów, mamy zakończyć prace pod koniec sierpnia tego roku. Poza tym jestem członkiem największej amerykańskiej agencji fotograficznej świata – Getty Images, więc jest co robić.

Rozmawiała
Justyna Pochmara

Komentarze

Foto-Snobizm i nowa "sztuka"
Dodane przez Jacek, w dniu 11.06.2014 r., godz. 19.13
"nie ma kompletnie żadnego znaczenia, co kupisz. Nie ma też znaczenia jak zaczniesz. Najważniejsze jest to, żebyś się spakował i wyjechał, by zobaczyć coś, co cię poruszy." A dziś snoby z kupionym na raty sprzętem patrzą spode łba na człowieka z aparatem w telefonie. Co sami nie potrafiliby ustawić do pracy analogowego ZENITA. Mamy teraz samych artystów, którym brak własnych ciekawych pomysłów.
Dodane przez Katarzyna A., w dniu 13.06.2014 r., godz. 17.11
Widziałam pana wystawę w Hutniku. Dzieci na całym świecie przeżywaja podobne emocje. Bardzo ciekawe ujęcia, jest z pana niesamowity talent. Pozdrawiam
Dodane przez Aga, w dniu 13.06.2014 r., godz. 20.34
Wspaniała wystawa. Kto jej jeszcze nie widział ma ostatnią szansę. Sala wystawowa w WOK HUTNIK. Polecam.
Dodane przez Dominik, w dniu 14.06.2014 r., godz. 20.39
Serdecznie dziękuję za miłe słowa. Wszystkim, którzy odwiedzili wystawę bardzo dziękuję i nisko się kłaniam. Pozdrawiam bliski mojemu sercu Wyszków! Zapraszam na stronę www.dominikskurzak.wordpress.com

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl