Menu górne

REKLAMA

  • Reklama
Dziś jest 21 listopada 2019 r., imieniny Janusza, Konrada

Zawsze byliśmy dla siebie podporą

Ikona
(Zam: 12.10.2010 r., godz. 11.55)

Urszuli i Wiesławowi Przybylskim udało się stworzyć ciepły dom dla szóstki dzieci. Jak wygląda życie codzienne rodziny wielodzietnej? Jakie mają troski, a jakie powody do radości? Z Urszulą Przybylską, żoną kandydata na urząd wójta gminy Brańszczyk, rozmawialiśmy o niełatwej sztuce bycia rodzicem.

„Wyszkowiak”: - Jak to jest być matką szóstki dzieci?
- To jest ogromna radość, szczególnie płynąca z trudów dnia codziennego. To także wielkie wyzwanie, przede wszystkim wychowawcze. Niełatwe wydaje się to, że współczesny świat proponuje nieco inne wartości niż te, które próbujemy zaszczepić w naszej rodzinie. Natomiast z zorganizowaniem sobie pracy nie miałam nigdy problemu, czy to na początku tylko przy dwójce dzieci, czy później sześciorgu.

Jakie to wartości?
- Zawsze stawialiśmy na uczciwość, prawdomówność i miłość międzyludzką. Człowiek, który nie potrafi kochać siebie, nie będzie potrafił szczerze obdarzać tym uczuciem innych. Ważną rolę w naszym życiu rodzinnym zawsze odgrywała też wiara. To taka nasza kotwica, żeby w tym wszystkim się nie pogubić, w tym całym naporze świata, który wpychał się w życie rodziny. To nas zawsze trzymało razem.

Macie Państwo dzieci w różnym wieku. Czy trudno jest sprostać potrzebom wszystkich pociech?
- To jest gromadka zróżnicowanych pod względem charakterów i wieku dzieci. To jest ścieranie się indywidualistów. Każde z nich ma inne podejście do różnych spraw, potrzebuje innego rodzaju rozmowy i ma inne oczekiwania. Do każdego trzeba mówić inaczej. Zawsze staraliśmy się bardzo dużo rozmawiać z dziećmi. Chcieliśmy, żeby o pewnych rzeczach dowiadywały się od nas, nie od innych. Dużo się z mężem uczymy i wciąż podnosimy swoją wiedzę jako rodzice. Dlatego, że wychowanie syna 23 lata temu było zupełnie czymś innym niż wychowanie dziś sześcioletniej Joasi. Te dzieci żyją w różnej rzeczywistości.

Jak się dokształcacie?
- Bardzo staramy się być otwarci i zmieniamy w sobie pewne przyzwyczajenia. Jeździmy na warsztaty i kursy o różnej tematyce np. o asertywności, małżeństwie, rodzinie. Jest o wiele łatwiej być rodzicem, kiedy jest się świadomym pewnych rzeczy. Chcemy dzieciom dać z siebie jak najwięcej. Bardzo się staramy.

A jak dogadują się ze sobą dzieci?
- Najstarszy syn nie mieszka z nami, bo studiuje. Skończył logistykę, obecnie studiuje zarządzanie. Kiedy pojawia się w domu, wszystkie pozostałe dzieci gorąco go witają, całują i przytulają się do niego. To bardzo piękne. Oczywiście, kiedy na co dzień wszystkie dzieciaki są w domu, to są między nimi różne starcia. Widzimy jednak, że te starsze dzieci tworzą już własną gromadkę. Mają swoje tematy, problemy i tajemnice. Przecież rodzic nie może być powiernikiem wszystkich spraw. Także ta rozpiętość wiekowa dzieci jednak się sprawdza. W ogóle, wychowywanie dzieci w rodzinie wielodzietnej ma wiele plusów.

Jakie to plusy?
- Dzieci w takiej rodzinie się bardzo hartują, dlatego, że muszą dostosowywać się do różnych sytuacji. One wiedzą, że są pewne ograniczenia np. finansowe. Rozumieją, że jeśli to, o co proszą nie jest możliwe do zrealizowania, to nie jest żaden dramat. Wręcz budzi się w nich pewna inicjatywa. Główkują, w jaki sposób mogą zdobyć pieniądze na swoje potrzeby. Poza tym, uczą się odpowiedzialności za siebie nawzajem.

Foto
Urszula Przybylska z ulubieńcem Negri
fot. agrafka

Jak dzielicie się Państwo obowiązkami rodzinnymi?
- Ja od dwudziestu lat nie pracuję zawodowo, więc prowadzę dom. Mąż jest odpowiedzialny za finansową stronę naszego życia rodzinnego, ale robienie zakupów, pomoc w domu oraz opieka nad dziećmi nie są mu obce. Zawsze mogę na niego liczyć. Starsze dzieci również stają na wysokości zadania i często mnie wyręczają w różnych pracach domowych, np. w sprzątaniu. Opiekują się też młodszym rodzeństwem, pomagają w ogrodzie.

Kto u Państwa w domu odrabia lekcje z dzieciakami, a kto chodzi na wywiadówki?
- Dopóki mąż był dyrektorem szkoły podstawowej w Brańszczyku, z wywiadówkami nie było problemu. Kiedy jednak powrócił do kariery naukowej, to ja zaczęłam chodzić na zebrania. Zazwyczaj też pomagam dzieciom w lekcjach, ale mąż, jak wraca z pracy wcześniej i widzi, że jestem zmęczona, to chętnie mnie w tym obowiązku wyręcza.

Mąż jest bardzo aktywny zawodowo, a czy poświęca wystarczająco dużo czasu życiu rodzinnemu, Pani i dzieciom?
- Zawsze czułam się bardzo kochana przez męża i nigdy nie zaniedbywał ani mnie, ani dzieci. Motto, które mu przyświeca wyraził Jacek Pulikowski w książce „Warto być ojcem”: „Najważniejsze, co może ojciec dać swoim dzieciom, to uczciwie, mądrze, dojrzale, wiernie i dozgonnie kochać ich matkę”. Zawsze się wspieraliśmy w małżeństwie – nie było innej opcji. W trudnych momentach zawsze byłam przy mężu, a mąż przy mnie.

Jak spędzacie Państwo wolny czas?
- Podzieliłabym to na takie dwa obszary: ja i mąż oraz my i dzieci. Odkąd dzieci zrobiły się bardziej samodzielne, stało się tradycją, że chociaż dwa razy w miesiącu spędzamy z mężem kilka godzin poza domem tylko we dwoje. To są takie nasze randki. Wówczas wyjeżdżamy do kina, kawiarni czy jakiejś dobrej restauracji. W tym roku uczestniczyliśmy w kursie tańca. Mąż często zabiera mnie w różne miejsca, których wcześniej nie znałam, pokazuje mi ciekawe rzeczy i dlatego to jest również dość twórcze doświadczenie. Wiesław lubi też od czasu do czasu obdarować mnie jakimiś prezentami. To taki typ romantyka.
Mąż często jeździ z dziećmi na basen, w weekendy. Poza tym, kochamy las i przyrodę, co staramy się również zaszczepić w naszych dzieciach. Mąż często zabiera dzieci i naszego psa na spacery, chętnie wybieramy się z dzieciakami na grzyby. Zdarzają nam się również rodzinne wypady do kina. Bardzo często spotykamy się też z rodziną, w dużym gronie, bo jesteśmy rodziną wielopokoleniową. Staramy się kultywować tę tradycję. To kolejna wartość, którą chcemy przekazać dzieciom.

A jak spędzacie długie, jesienno-zimowe wieczory?
- Mąż w okresie zimowym często jeździ z dziećmi na narty do Rybna. To on pokazuje maluchom pierwsze kroki na stoku. Miewamy takie wieczory, kiedy zbieramy się wspólnie przy stole i gramy np. w Scrabble czy Farmera. No i wtedy jest sporo śmiechu, a duże dzieci nie zawsze wtedy zachowują się, jak duże dzieci. Jest bardzo miło i tak rodzinnie.

Nie pracuje Pani zawodowo, ale prowadzenie domu to praca na cały etat. Czy znajduje Pani w natłoku obowiązków odrobinę czasu dla siebie?
- Powiedziałabym, że obskakuję trzy zmiany: pierwszą, drugą i przez długi czas też nocną, kiedy dzieci były małe i sytuacja tego wymagała. Kiedyś moje potrzeby równały się z potrzebami rodziny. Teraz potrafię wygospodarować chwilę dla siebie. To wcale nie musi odbywać się kosztem rodziny.

Co wtedy Pani robi? Jakie ma Pani zainteresowania?
- Uwielbiam układać puzzle, którymi obdarowuję męża. Ma już sporą wystawę w swoim gabinecie, która bardzo podoba się studentom. Kiedy to robię, dzieci od razu się przyłączają. W tej chwili układam „2000” i przyznaję, że są skomplikowane. Poza tym, mam przyjaciółkę, z którą spotykam się na pogaduchy. Kocham też pracę w ogrodzie. Mimo wysiłku fizycznego, to właśnie wtedy najbardziej odpoczywam psychicznie. Mam nie tylko rośliny typowo rekreacyjne, ale również działkę przydomową, na której uprawiam owoce i warzywa. Zawsze stawiałam na zdrowie rodziny, czyli na ekologię. Moja rodzina jest w Brańszczyku od sześciu pokoleń. Wspólnie z mężem uprawiamy ziemię i darzymy szacunkiem rolników, którzy ciężko pracują w gospodarstwie. Lubię też czytać książki. Teraz skupiam się na lekturze dotyczącej bycia rodzicem.

Czy interesuje Panią polityka? Czy kiedyś miała Pani ambicje polityczne?
- Raczej nie, polityka w ścisłym tego słowa znaczeniu nigdy mnie nie pociągała. Jestem typem społecznika, lubię działać. Udzielam się w szkolnej radzie rodziców.

Pani mąż to naukowiec. Skąd więc decyzja o kandydowaniu w tegorocznych wyborach na urząd wójta? Jak zrodził się ten pomysł?
- Mąż właściwie nigdy nie angażował się w politykę. Jest bezpartyjny. To mieszkańcy gminy przyszli do męża z prośbą, aby kandydował. Powiedzieli, że bardzo potrzebują zmiany. Mamy z tymi ludźmi wspólne problemy. Tak samo jesteśmy rodzicami i jako mieszkańcy gminy również znamy ich potrzeby. Ludzie mieli okazję poznać męża, kiedy był dyrektorem w szkole. Widzieli, w jaki sposób wykonuje swoje obowiązki i jakim jest człowiekiem. Sprawdził się jako dyrektor szkoły, kierownik katedry i prodziekan na uczelni wyższej. Potrafi dać dobry przykład pracowitości, uczciwości i wrażliwości na drugiego człowieka. Nigdy nie szczędził sił i wiedzy zawodowej.

Jak zareagowała Pani na decyzję męża o kandydowaniu?
- Kiedy powiedział, że będzie startował, to się ucieszyłam i wcale go od tego nie odwodziłam. Jestem przekonana, znając męża jak nikt inny, znając jego zaangażowanie, odpowiedzialność, lojalność i chęć pomocy drugiemu człowiekowi gwarantuję, że mąż będzie bardzo dobrym gospodarzem naszej gminy. Wiem, że mój mąż jest operatywny i świetnie sobie poradzi w nowej sytuacji. Bardzo w niego wierzę. To człowiek, który ma pomysł na tę gminę.

Jaki to pomysł?
- Mąż sam zaprezentuje swoim przyszłym wyborcom program wyborczy. Mogę tylko zapewnić, że chce postawić przede wszystkim na rozwój człowieka. Dobrze rozumie, że dzisiaj wiedza, kompetencje i umiejętności to cenny kapitał.

Będzie Pani wspierać męża w kampanii wyborczej?
- Oczywiście, będę mu gorąco kibicować. To, co w życiu robi mój mąż, jest dla mnie zawsze bardzo ważne. Nie wyobrażam sobie nie być w takim szczególnym momencie u jego boku. Mam świadomość, że będzie to trudny dla niego czas, ale nigdy nie szczędziłam mu w takich sytuacjach dobrego słowa. Na pewno będę go wspierać duchowo. Jestem z niego dumna.

Foto
Urszula Przybylska z mężem Wiesławem obok Prezydenta RP śp. Lecha Kaczyńskiego w chwilę po wręczeniu nominacji profesorskiej Wiesławowi
fot. archiwum rodzinne

Co takiego w sobie ma Pani mąż, że jest Pani przekonana, że będzie on świetnym gospodarzem gminy?
- To człowiek pracowity, do wszystkiego w życiu doszedł sam i wiele osiągnął. W życiu kieruje się słowami Ojca Świętego Jana Pawła II: „Musicie od siebie wymagać – nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Na uczelni, gdzie maż podjął pracę, szybko go doceniono. Uwieńczeniem jego pracy naukowej było przyznanie tytułu profesora. W lutym tego roku byłam z mężem w Pałacu Prezydenckim na uroczystości wręczenia nominacji profesorskiej przez Prezydenta RP śp. Lecha Kaczyńskiego. Wiesław jest odpowiedzialny i zaangażowany we wszystko, czego się podejmuje. Zawsze stara się dać z siebie wszystko, przysłowiowe „sto procent”. Jest uczciwy i lojalny.

Oznacza to, że Pani mąż będzie patrzył na przychodzące do urzędu osoby nie jak na petentów, tylko jak na ludzi z problemami?
- Jestem przekonana, że tak. Zawsze tak było. Mąż dojeżdża do Warszawy, do pracy. Ludzie dzwonią i pytają, czy mogą z nim jechać. Wielokrotnie podwoził chorych do szpitala. Nie potrafi przejść obok drugiego człowieka obojętnie, stara się pomagać ludziom na miarę swoich możliwości. I to może być kluczowe w tej kampanii.

Czyli można powiedzieć o Pani mężu, że jest człowiekiem zaufania społecznego?
- Tak. To wielka radość, że ludzie obdarzają nas takim zaufaniem. Często powierzają nam swoje osobiste sprawy i wiedzą, że mogą na nas liczyć w trudnych sytuacjach. Wiem, że ci wszyscy serdeczni ludzie będą nas wspierać w tym szczególnym czasie.

Pani dokonała wyboru 26 lat temu, postawiła na swojego obecnego męża. Dlaczego dziś mieliby to zrobić inni?
- Były różne sytuacje w rodzinie, ciężkie i bardzo ciężkie. Zawsze byliśmy dla siebie podporą. Mąż nigdy nie zawiódł mojego zaufania. Dlatego czuję się w bezpiecznie u jego boku. Wierzę, że jeżeli był w stanie zapewnić to swojej rodzinie, sprawdził się jako dyrektor szkoły w Brańszczyku, na uczelni, to sprosta wyzwaniom, jakie stoją przed wójtem gminy Brańszczyk.

Rozmawiała
agrafka


Wywiady z małżonkami kandydatów na wójtów i burmistrza Wyszkowa

To już trzecie bezpośrednie wybory burmistrza i wójtów. Wprowadzając taki system głosowania ustawodawca chciał, aby wójt czy burmistrz nie był zakładnikiem większości radnych. Ale bezpośrednie wybory to również, a może przede wszystkim, możliwość głosowania na człowieka, a nie na partyjną listę. Liczymy, że poprzez cykl wywiadów z partnerami życiowymi kandydatów, ukażą się oni wyborcom z bardziej „ludzkiej”, a mniej urzędowej strony.

Komentarze

gratulacje
Dodane przez Bogusława, w dniu 13.10.2010 r., godz. 20.39
Wedlug tego artykułu jest to godny kandydat na urząd wójta, dla mnie wszystkie te opinie są najważniejszą dewizą życia.
Moje wielkie gratulacje
Dodane przez Bogumiła, w dniu 20.10.2010 r., godz. 17.06
To jest kandydat nie tylko wg.tego artykułu, to jest faktycznie wielki człowiek i przyjaciel każdego człowieka i wiem, że Gmina pozyskałaby ogromny skarb.Powodzenia Wiesławie
żal patrzeć
Dodane przez obserwator, w dniu 19.11.2010 r., godz. 06.32
to, co pan robi, panie Przybylski, jest nieetyczne. aż szkoda na to wszystko patrzeć...
żenada
Dodane przez mieszkaniec, w dniu 22.11.2010 r., godz. 08.16
Ze swoją świtą pseudo katolików zburzył by pAN wszystko co do tej pory zostało zrobione, co próbowaliście zadeptać. Słyszałem że nie chodził pAN na zebrania wiejskie, to lęk przed bezpośrednią konfrontacją z obecnym wójtem któremu do pięt pAN nie dorasta. A takie bajki jak powyżej są dobre dla zwolenników oderwanych od rzeczywistości. PS. Bogusława, Bogumiła...... a może Wiesław i Urszula zakłamanie.
Wybory
Dodane przez Tomasz, w dniu 22.11.2010 r., godz. 20.52
Właściwy człowiek na właściwym miejscu. Panie "obserwatorze" żal to jest patrzeć na twój komentarz. Wiesław Przybylski jedynym słusznym kandydatem! Pomimo przekrętów których dopuszczono się względem niego wierzę, że otrzyma urząd wójta! Sprawiedliwość musi być!
redaktor
Dodane przez Brańszczyk, w dniu 23.11.2010 r., godz. 13.41
Ujawniła nam się nowa "gwiazda" w Brańszczyku jak się okazuje spadająca.... obecnie zawieszona, a wkrótce zapewne zwolniona. To są ludzie jednego pokroju, aż strach że ten człowiek był dyrektorem w szkole podstawowej i nadal uczy. Mam nadzieje że moje dziecko nie nabrało tych nawyków. Gratulacje dla wójta który musiał znosić te wszystkie oszczerstwa. Gorąco zachęcam Pana Wiesława do złożenia gratulacji konkurentowi i słowa przepraszam, ufam że tak będzie jeżeli powyższy artykuł jest choć trochę prawdziwy.
do Tomasz
Dodane przez asd, w dniu 23.11.2010 r., godz. 14.24
O jakich przekrętach mówisz Tomaszu? No tak, co niedziela nadawał na niego pseudo ksiądz.... W gazecie go oczerniali...... Na zebraniach wiejskich też po nim pojechali..... I na koniec domokrążcy, od niego też źle prowadzili kampanię oczerniając swojego kandydata.......... Same krzywdy. Teraz będzie tuptał do księdza tylko wieczorami po kryjomu, bo za takie rzeczy co za jego przyzwoleniem sztab wyczyniał to wstyd ludziom w oczy spojrzeć. Profesor od siedmiu boleści, krzywdę zrobił sobie bo ludzie go akceptowali a teraz pokazał swoje prawdziwe oblicze. Ludzi trzeba szanować, a szacunek wróci podwójnie tej cechy mu brak i dlatego przegrał. Mam nadzieje że to przeczyta, rozważy przeprosi nie tylko wójta ale i wszystkich ludzi za tą lekcję nienawiści którą wspólnie z KWW Wiesław Przybylski nam mieszkańcom zafundowali. Takich ludzi nam w Brańszczyku nie potrzeba........
gratulacji cd
Dodane przez Bronisława, w dniu 23.11.2010 r., godz. 15.03
Zerknęłam na zdjęcie z prezydentem, wychodzi że wszyscy mężczyźni po nominacji i................. jedna kobieta jest taka piosenka pt. "Na krzywy ryj". (...Czyli można powiedzieć o Pani mężu, że jest człowiekiem zaufania społecznego? - Tak. To wielka radość, że ludzie obdarzają nas takim zaufaniem...) Teraz po wyborach to zaufanie nawet jak było (w co wątpie) zostało bezpowrotnie utracone.
prawda
Dodane przez prawda, w dniu 23.11.2010 r., godz. 15.56
(...Jakie to wartości? - Zawsze stawialiśmy na uczciwość, prawdomówność i miłość międzyludzką. Człowiek, który nie potrafi kochać siebie, nie będzie potrafił szczerze obdarzać tym uczuciem innych. Ważną rolę w naszym życiu rodzinnym zawsze odgrywała też wiara. To taka nasza kotwica, żeby w tym wszystkim się nie pogubić, w tym całym naporze świata, który wpychał się w życie rodziny. To nas zawsze trzymało razem....) Pani chyba nie zna męża skoro głosi że jest utrzciwy, kocha innych co udowodnił w kampanii i wszyscy to widzieli. To pokazuje że kampania wyborcza w wykonaniu Przybylskiego to stek kłamstw i wypowiedzi pod publiczkę. A wiare to oboje pokazaliście ale w proboszcza. Gratuluje kompromitacji, brawo brawo. Kłamstwo ma krótkie nogi co widać. Oszukaliście ponad 40% wyborców, co najgorsze ludzie w te bajki wierzyli
a
Dodane przez Benio, w dniu 27.12.2010 r., godz. 19.51
Pogoń żonę do pracy bo od tego nieróbstwa jej się w głowie przewraca, proponuje żeby zaczęła bajki pisać. Patrząc powyżej dobrze jej to idzie.
Szczyt odwagi
Dodane przez Do komentatorów, w dniu 30.12.2010 r., godz. 21.34
Doprawdy, jakie to budujące i wymagające wielkiej odwagi - poużywać sobie na osobach prof. Wiesława Przybylskiego i jego żony, gdy już wiadomo, że nie wygrał wyborów. Drodzy anonimowi szydercy internetowi - czemu w was tyle jadu, żółci??? Wasz wspaniały wójt został na czwartą kadencję. Cieszcie się i radujcie, a nie obrzucajcie błotem człowieka, na którego nie zasłużyliście.
do komentatorki
Dodane przez do komentatorki, w dniu 03.01.2011 r., godz. 20.35
Jaki kandydat takie komentarze. Ale każdy poparty faktem, prawda boli. Można by powiedzieć, jak cie widzą tak cie piszą. Na koniec, to nie jest obrzucanie błotem, te komentarze to przytaczanie faktów z tego co widze.
mieszkaniec
Dodane przez mieszkaniec, w dniu 04.01.2011 r., godz. 14.06
Opisywanie zwykłysz ludzkich odruchów jako wielkie cnoty?? Podwieźć sąsiada, no no jest się czym chwalić. Tym że się nie pracuje też się szczycić, czas spedzać układając puzzle i na pogaduchach. Żelazna liderka w plebiscycie: "Bezrobotny roku"
sąsiad
Dodane przez sąsiad, w dniu 21.09.2011 r., godz. 14.27
Pozdrawiam panią , proponuję zająć się pracą a nie wypowiedziami w gazetach. wszystko to sztuczne, aż żal czytać
Przybylski to pomyłka w Brańszczyku
Dodane przez Olej, w dniu 26.02.2012 r., godz. 02.44
Bogu dziękujcie Mieszkańcy Brańszczyka że Was uchronił od rządów Pana Przybylskiego. Ten człowiek gdzie się pojawi tam zostawia po sobie przykre wspomnienia. Był w Siedlcach na Wyższej Szkole Rolniczo Pedagogicznej zostawił przykrości, był na Politechnice Białostockiej a potem w oddziale zamiejscowym w Czeremsze to samo smutek i przykrości. Potem był dyrektorem Waszej szkoły w Brańszczyku i też tylko dzięki Pani Kurator z Siedlec że został odwołany z funkcji to nie narobił ogromnego bagna. Do SGGW jak przyszedł to tylko płacze że ma 6 dzieci i krzywdził jak może i kogo może. O uczciwości to zapomiał pewnie już ze 40 lat że istnieje, bo jej nie stosuje wcale. Naukowcom jest od siedmiu boleści. Poza płaczem o pieniądze i pomoc w uzyskiwaniu stanowisk nie robi nic bo przecież Biskup Łomżyński musiał się wstawiać u Rektora w Wyższej Szkole w Łomży żeby dostał pracę tam też pomimo że jest w pełnym angażu w SGGW, bo jest ojcem 6 dzieci i potrzebuje pieniędzy. Tego człowieka w SGGW nie idzie spotkać bo albo "chory" czyli jest w domu bo daleko ma dojeżdżać, albo w drodze i ma "wypadek" albo jest "zajęty" czyli jest w domu jak zwykle albo na dorabianiu ucząc przedmiotu na Uczekni w Łomży którego sam nigdy się nie uczył jako Zootechnik. Ten człowiek to amoralny typ idący po trupach do celu bo jemu się należy - tak uważa - ze względu na 6 dzieci którą ma. Jest przykrym i nic nie wartym człowiekiem. Gdzie się pojawi, tam tylko łapczywie wszystkich wykorzystuje i znika nie regulując zaciągniętych długów. W jego postępowaniu nie ma Boga, Honoru, Prawdy. Trzymajcie go z daleka od urzędu bo jak się dostanie to po Was, bo będzie musiał swoją 6 dzieci wyposażyć w pieniądze gminne. Rzadko kiedy takiego człowieka nieuczciwego się spotyka. Jest Poprostu przykrym gościem.
wójt
Dodane przez izydor, w dniu 20.11.2019 r., godz. 15.43
an przybylski jest typowym pseudo reformatorem jak wszyscy zPIS gdzie się pokazał narbił wiele bałaganu także obecnie w gminie. Jest to pseudo karierowicz nieudacznik mimo tytułu / ciekaw jestem kto mu nadał chyba Jaruś / mieszkańcy gminy wypędzić go na cztery wiatry i nie dajcie się otłamsić.

Napisz komentarz

Dane teleadresowe

Wydawca: Tygodnik Informacyjno-Reklamowy "Wyszkowiak" S.C.

Redakcja: Justyna Pochmara, Irena Prusińska, Hanna Zielińska (kolportaż).

Adres redakcji:
ul. Gen. J. Sowińskiego 61, 07-202 Wyszków, tel./fax (0-29) 742-07-05,
e-mail: redakcja@wyszkowiak.pl

Nr konta: IdeaBank 20 1950 0001 2006 0617 8079 0002

Redakcja zastrzega sobie prawo skracania nadesłanych materiałów i nie odpowiada za treść reklam oraz listów do redakcji.

Tekstów nie zamówionych nie zwracamy. Reklamy przyjmowane są w siedzibie redakcji.

REKLAMA

  • Reklama
  • Reklama
  • Reklama

Projekt witryny

Wykonanie: INFOSTRONY - Adam Podemski, e-mail: adam.podemski@infostrony.pl